6 lutego, poniedziałek

Wieczorem jestem z Jackiem w „Zachęcie” na wystawie fotografii Tomka Tomaszewskiego „Poszukiwanie Ameryki”. Trudno ją znaleźć! Tłok większy niż w sklepach, ponieważ nie „bywam”, to zapomniałem, że wernisaż nie jest okazją do podziwiania dzieła, ale w najlepszym wypadku samego  twórcy, a najpewniej różnych kreacji i „postaci”. Od Jarka i Krzysztofa B. pierwsze „przecieki” na temat „okrągłego stołu”, który zaczął się parę dni temu. Zdaniem Jarka znakomite było, choć przypadkowe, że delegacja „S” przyszła do Pałacu Rady Ministrów piechotą (z pobliskiej Karowej, gdzie mieści się nasze Biuro Organizacyjne). Przed Pałacem stał kilkutysięczny tłum ludzi, obserwując jak kolejne delegacje i notable podjeżdżają luksusowymi limuzynami. Ludzie sądzili zresztą, że  Lechu jest już w środku, czekali, że może pokaże się w oknie. A tu niespodziewanie tup, tup, patrzą, Lechu i inni zasuwają chodnikiem. Wrzawa, oklaski, nader „wrogie okrzyki” (dla władzy). Świetne wejście!

Z kolei Krzysztof B. mówi o niezaplanowanym wejściu w dyskusję Siła-Nowickiego, który po przemówieniu Kiszczaka nacisnął guzik, że chce zabrać głos i zmusił wszystkich obecnych do uczczenia minutą ciszy poległych księży Niedzielaka i Suchowolca. „Aby cień tych spraw nie zaważył na obradach”. Szkoda jednak, że pojechałem do „Zachęty”. W efekcie nie obejrzałem telewizyjnej retransmisji obrad „okrągłego stołu”, a i fotografii Tomka też nie. Wieczorem jeszcze kilka kolejnych głosów ze „stołu”. M.in. znakomity Pietrzyk, górnik, który wyrąbał o poległych za „S” w kopalni „Wujek” oraz podziękował wszystkim strajkującym w maju i sierpniu ub.r. Miodowicz gra na populistyczną nutę, przy tym zażądał zniesienia cenzury. Ciekawe, że Turowicz (red. naczelny „Tygodnika Powszechnego”) pogodził się z cenzurą. Myślę, że takich niespodzianek czeka nas jeszcze więcej.



7 lutego, wtorek

Rano jestem na konferencji u Onyszkiewicza (na UW), ale niewiele z niej wynika. Janusz z góry zapowiada, że nie będzie mógł powiedzieć nic konkretnego, gdyż stanowisko „S” zostanie przedstawione przy okazji dyskusji, negocjacji przy kolejnych „stolikach”. Mimo to chmara dziennikarzy pyta. Onysz wije się zręcznie, czyli bez okazywania znużenia czy zniecierpliwienia. Ale podaje też jedną b. ciekawą informację, mianowicie, że delegacja „Sajudisu” (ruch społeczny z Litwy) była u Wałęsy i zaprosiła przedstawicieli „S” na 16 lutego, z okazji dnia niepodległości Litwy. Oczywiście, dodał Onysz, ze względu na „okrągły stół” nikt z „S” nie będzie mógł pojechać. Takie bajdurzenia niech sobie między bajki włoży! Nikt nie może! Oczywista bzdura. Chodzi zapewne o to, że Rosjanie już zaczynają się oswajać z „S”, ich prasa pisze o „S” bez sympatii, ale i bez zaciekłej wrogości, a zatem – „wyższa polityka”, nie popsuć tego procesu jakimś zbyt radykalnym gestem. Po konferencji, z kolegami na kawie. Problem czy wydawać gazetkę relacjonującą na bieżąco, codziennie, „okrągły stół”. I czyja poligrafia to udźwignie, nie mówiąc o tym czy starczy materiału (to znaczy, na razie nie, ale od przyszłego tygodnia, gdy rozkręcą się poszczególne stoliki, chyba tak). Charakterystyczne, że np. „Tygodnik Mazowsze” nie chce takiej gazetki; boi się narazić komentarzami „dyrekcji”? Na razie są tym zainteresowane PWA, KOS, Wola, „Nowa Gazeta”... Z rozpędu dałem się zaciągnąć do naszego Biura Organizacyjnego na Karowej, zresztą i tak miałem tam wpaść, żeby upewnić się czy wpisano mnie na listę uczestników konferencji prasowych Onysza i pobrać stosowną kartę akredytacyjną. Kart jeszcze nie było. Za to złapał mnie Moskwa i razem z Onyszem zaproponowali, żebym nagrywał na video fragmenty DTV o „okrągłym stole” (i inne odpowiednie audycje) i codziennie rano przekazywał im swoje uwagi, np. co do linii propagandowej, przekłamań itd. Nie wypadało odmówić, wiem, że coś takiego ktoś powinien robić. Zgodziłem się. Oznacza to jednak kompletne „ugotowanie” na najbliższe dwa miesiące (minimum 4 dtv plus inne audycje dziennie!). Moja jedyna szansa, to że Biuro nie zdoła wypożyczyć dla mnie video! Gdy Moskwa zastanawiał się jak to zrobić, podrzuciłem, że na pewno ksiądz J. ma odpowiedni sprzęt, ale M. nie odbił piłeczki i na poważnie zaczął rozważać, z której parafii pożyczyć. Rozmawialiśmy też razem w Firmie, ale oni będą za to chcieli pieniądze i jeszcze nie wiadomo ile.

Wieczorem SDP, z udziałem niektórych „gazetek”. Żałosne przedstawienie! Nie można, twierdzili poważni koledzy, w stanowisku SDP na „stolik prasowy” iść dalej niż idzie strona społeczna w „dużym stole”. To znaczy nie można np. postulować zniesienia cenzury czy też prawa do założenia własnej telewizji. Ot, lepiej mieć „własny kącik” w państwowej telewizji, np. półgodzinną audycję raz w tygodniu i stopniowo się rozrastać. Zresztą, mówili mędrcy, gdyby nam dali telewizję, to byśmy jej nie udźwignęli! Dlaczego? Nie wiadomo. I kto to są ci „my”?! Sądzę, że dalibyśmy sobie radę, a od pożytecznych pomocników nie moglibyśmy się opędzić. Wyszedłem z tego spotkania wcześniej i nie powiedziawszy ani słowa. Napyskowałem się już nieraz wcześniej. Tym razem nie widzę sensu; tutaj i tak niczego sensownego się nie załatwi. Może złożę odpowiedni papier bezpośrednio do stolika? L. powtórzył mi coś, co mówił już wcześniej, przy okazji X plenum KC. Otóż, jego zdaniem, w trakcie drugiej części plenum, Ciosek zaaranżował podpisanie umowy między Czyrkiem i Mazowieckim (plus Ciosek i Orszulik), że w zamian za relegalizację „S”, opozycja – a właściwie „S” – nie zbojkotuje wyborów i podżyruje kredyty dla rządu na jego politykę gospodarczą. L. twierdzi, że kasety video z zamkniętej części plenum były dostarczane na bieżąco do Episkopatu i stanowiły główny materiał, wspomagający zawarcie umowy. Umowa była niezbędna dla „bandy czworga” ( Jaruzelski, Siwicki, Rakowski, Kiszczak), żeby miała pewność, że „S” nie zlekceważy jej manewru na plenum. L. Rozmawiał dzisiaj z jednym księdzem kurialnym, który à propos „okrągłego stołu” powiedział: Panie L., czym tu się ekscytować, wszystko zostało przecież z góry umówione, teraz odbywa się tylko spektakl dla gawiedzi.

8 lutego, środa

Zapomniałem wczoraj zapisać, co powiedział mi Jacek M. Otóż, z tym dojściem delegacji „S” na piechotę, wszystko było precyzyjnie zaplanowane wcześniej. Taka zagrywka. Świetnie wypaliła, a ojcem pomysłu nie wiadomo kto jest. Jakoś się tak zrodził zbiorowo. Co do Pietrzyka (którego wystąpienie bardzo chwaliłem), M. mówi, że wiele godzin musiał przekonywać Mazowieckiego, że warto Pietrzyka dopuścić do głosu przy „dużym stole”. Okazuje się także, że Miodowicz miał kilka perfidnych zagrywek kuluarowych. Najpierw wręczył Pietrzykowi jakąś kopertę. Okazało się, że jest to nagroda pieniężna OPZZ za prowadzenie przez Pietrzyka klubu sportowego na Śląsku. Gdy ten się zorientował, co jest grane, to jak była jego kolej na zabranie głosu, powiedział, co zrobił Miodowicz, dodał, że nie życzy sobie żadnych nagród z OPZZ, wstał i odniósł kopertę Miodowiczowi. Wrócił na miejsce i dopiero zaczął swoje wystąpienie (dobrze mu poszło – to komentarz Jarka, świetnie znającego Śląsk i działaczy „S” stamtąd – gdyż się wkurwił, Pietrzyk potrzebuje takiego wkurwienia na rozruch). I druga zagrywka Miodowicza, podleciał do Gila w kuluarach z okrzykiem: Mietek, co tam słychać w naszej hucie?! Za Miodowiczem już pełzły kamery i mikrofony, już miało być uwiecznione spotkanie „dwóch hutników”, już Miodowicz wołał kordialnie: Mietek, ależ ci broda posiwiała! Gil stał jak zamurowany, ale ktoś czujny z boku zahuczał: Posiwiała, bo trzy razy kiblował! I Miodowicz zwinął się w pół kroku, kamery trach w inną stronę... Po zabawie. Aha, jeszcze jedno. Mówił mi wczoraj Boguta, że Michnik zwrócił się do Kiszczaka w jego sprawie (Grześ od wielu lat nie dostaje paszportu). Na co Kiszczak: Panie Adamie, ja już o tym słuchać nie mogę, jest pan dzisiaj piątą osobą, która się z tym do mnie zwraca. Boguta dostanie paszport. Przyrzekam. Wspaniałe – dla Grzesia paszport, a dla mnie to „Panie Adamie...”. No, a teraz o samej środzie. Profesorzy radzą o gospodarce. Temat raczej znany. Jak powiedział przypadkowo spotkany na ulicy w porze obiadowej Aleksander P., to nie jest grono do decyzji. Zebrało się seminarium, a poszczególni prelegenci i tak doskonale znają swoje poglądy i oceny. Niech się wygadają. Rząd może użyczyć Pałacu na miesiąc czy dwa. Prądu na oświetlenie sali też wystarczy. Jednocześnie A. P. jest tajemniczy i nie chce nic powiedzieć. Ale ponieważ jest z natury uprzejmy, stoi i uśmiecha się życzliwie. Gdyby go przycisnąć puściłby może farby. Nie chcę jednak, nudzą mnie „kulisy” tego przedstawienia. Moją niechęć utwierdza konferencja prasowa w Auditorium Maximum. Zasiadło za stołem chyba ze stu profesorów z „S” (i jeden doktor Bugaj). Klarowali przez wiele minut znudzonym dziennikarzom problem inflacji. Nad salą zaś wisiała sprawa strajku w Bełchatowie i przykrej pogłoski jakoby został tam przez strajkujących wygwizdany Alojzy Pietrzyk, wysłannik Lecha, ten, który tak ładnie przemówił pierwszego dnia „okrągłego stołu”. Spotykam na sali Gila, uczestnika dzisiejszych negocjacji. Pytam czy poruszano sprawę uwłaszczenia nomenklatury (pytany wcześniej Paszyński zaprzeczył), Gil potwierdza – i mówi, że to ważne, że oni tam w Krakowie mają na to dokumentację, będą gardłować. Obiecuje mi udostępnić tę dokumentację.

 

9 lutego, czwartek

Z Józkiem D. długa rozmowa przez telefon o spektaklu pt. „okrągły stół”. Józek jest przekonany, że targ został już dokonany, a teraz jedynie następuje wypełnianie czasu. Jest mocno sceptyczny, choć wierzy w odrodzenie „Tygodnika Solidarność” i chciałby tam pracować.
Po południu jadę do OPZZ na konferencję prasową. Dochodzi tam do sprzeczek między ludźmi z II obiegu, a rzecznikiem OPZZ. Charakterystyczne, że żaden dziennikarz z prasy oficjalnej nie zabrał głosu, nie zadał pytania, tylko II obieg i zagraniczni. Ciemny pokrzykiwał o nielegalnym postępowaniu władz, które podpisują porozumienia ze strajkującymi i z przedstawicielami „S”. Na temat kontaktów z Grupą Roboczą ( Gwiazda i inni), odmówił odpowiedzi. „To są nasze sprawy, nie będziemy się nikomu z niczego tłumaczyć”.
Później szybki bieg na trwającą od tej samej godziny konferencję prasową „S”. Onysz i Mazower opowiadają o negocjacjach przy stoliku związkowym. Nie mają jasności, co do stanowiska OPZZ wobec pluralizmu (w OPZZ też bardzo mętnie zeznawali na ten temat), śmieją się z pokrzykiwań OPZZ na temat nielegalności porozumień władz ze strajkującymi i „S”. Podkreślają, że nie z OPZZ prowadzą rozmowy, ale z władzą. I to ona decyduje o relegalizacji „S”, a OPZZ może sobie , co najwyżej, protestować. W kuluarach zaczepiam Frasyniuka, ale on wyraźnie zbywa moje pytania. Kiedy kręciliśmy parę lat temu wywiad dla „Video-Nowej”, był uprzejmiejszy.
G. proponuje mi zorganizowanie i zawiadywanie grupą reporterów, którzy przygotują relacje o obradach i czasie „okrągłego stołu”. Chce wy-dać książeczkę w swojej serii Biblioteka Reportera. Zaraz po zakończeniu obrad. Gdyby gazetka upadła, a coś na to wygląda, może byłby to jakiś pomysł. Obiecałem, że się zastanowię i dam mu odpowiedź w niedzielę.  Stasia podkpiwa, że podlizuję się M. i ostrzę już ołówki do pracy w jego piśmie. M. zaś robi wrażenie jakby mnie omijał. Ponieważ piszę zdecydowanie i w miarę ostro o problemach wewnętrznych „S” nie jest wykluczone, że „podpadłem”. Czy dożyję czasów, że można będzie pooddychać atmosferą wolnej prasy?!
Czy ja już pisałem, że mam wrażenie, że siedzę nie w tej sali, co trzeba, nie na tym przedstawieniu, co trzeba, i sam już nie jestem taki, jak trzeba?

10 lutego, piątek

Chwila oddechu. Nie mogę wyjeżdżać do miasta, nie wpadam więc w męczącą atmosferę „okrągłego stołu”. Z Bogusiem rozmówka o sceptycyzmie wobec „okrągłego stołu” i o niepokojących praktykach wewnątrz „S”. B. ma zwykle minorowe sądy i takie też wypowiada. Jest nader sceptyczny, znużony gadaniem. Dopiero wieczorem dorywa mnie Józek z relacją z Geremka. Jest wstrząśnięty jego zachowaniem: chamskim pokrzykiwaniem na ludzi z NZS-u, którzy śmieli zadać nietaktowne pytanie (zresztą, wcale nie nietaktowne, tylko rzeczowe i co najwyżej niewygodne; władza też uważa to, co niewygodne za nietaktowne lub wrogie). Kuroń przyklepuje twierdzenia Geremka, Michnik tak samo. Grają tę samą rolę, tę samą grę. To niepokoi głęboko Józka. Mówi, że miał ochotę zabrać głos i ponieważ Geremek zaczął swój opieprz od słów: „Przede wszystkim, proszę o zmianę tonu...”, – a powiedział to tonem podniesionym, więc Józek chciał też powiedzieć, zacząć swoje pytanie od słów: „Panie Bronku, przede wszystkim, proszę o zmianę tonu...”. No, ale – jak skomentował – po tym mógłby już tylko wyjść z Auditorium.
– I nie tylko z Auditorium – dodałem.
– I ze wszystkiego innego – doprecyzował J.
– A to być może i tak nas niedługo czeka – powiedzieliśmy już wspólnie.
Ogólne wrażenie, że naczalstwu „S” bardzo przeszkadzają ludzie, pytania dziennikarzy, członkowie „S” jako tacy, tylko coś tam im wszyscy brużdżą, a to strajk, a to nieufność, a to złośliwe pytania (choć tych, jak Boga kocham, nie ma, mimo, że to wręcz dziwne!). I to wszystko im przeszkadza w chwili, gdy oni załatwiają z władzą tak wielkie rzeczy dla „S” i kraju! Taka niewdzięczność...
W telewizji stroją „S” i Wałęsę w piórka „strażaka”, od gaszenia strajków. Będzie tak, że „S” gasi strajki, OPZZ upomina się o robotniczy byt, a władza jest arbitrem, który wybiera, co słuszne z poszczególnych głosów.

11 lutego, sobota

Próba sformułowania postulatów prasy niezależnej na „stolik prasowy” jest mało udana. Usiłuję przekonać kolegów, żeby nazwali sobie próg, poniżej którego nie podpisują żadnego porozumienia. Tym progiem byłoby zawieszenie systemu restrykcji prawnych wobec II obiegu, a z czasem jego zniesienie. Łuczywo zgadza się z tym, twierdząc, że to oczywiste.
No, ale zobaczymy, co powie za 6 tygodni... Zresztą, podejrzewam, że stolik będzie miał charakter seminaryjny, podobnie jak inne stoliki i tzw. rokowania. Jak dotychczas.
Zadaniem K. W. wszystko to jest mistyfikacją. Według L. za „okrągłym stołem”, a właściwie za zawartym wcześniej układem, stoją duże pieniądze (kilka miliardów dolarów) i to skłania władzę do porozumienia. Według K. jest to plan sowiecki, realizowany bezwzględnie przez Jaruzelskiego i Wałęsę, który zwietrzył możliwość utworzenia przez elitę opozycji establishmentu wespół z elitą władzy. Jakby jednak nie było, wydaje się, że efekt końcowy może być podobny. Otóż, nastąpi legitymizacja władzy, Jaruzelski zostanie prezydentem wybranym przez sejm, który z kolei będzie wybrany przez naród. Wałęsa zaś będzie następnym prezydentem, a na razie np. przewodniczącym Frontu Porozumienia Narodowego.
Jadzia uważa, jak donieśli mi wspólni znajomi, że „beton” zaciera ręce i śmieje się ze stołu. Bardziej z „S” zresztą. Dwa centra zawierają układ, a wszystko się i tak wywróci, z tym, że „S” zostanie po drodze skompromitowana. U końca drogi zaś, prorokuje K. W., skorumpowane elity będą blokować społeczeństwo, zaś rządzić będzie prezydent – choćby i Wałęsa – i tajna policja. Ja myślę inaczej. O ile w 1981 r. „S” wchodząc w układ z władzą zostałaby pożarta przez system, to obecnie – ze względu na zmiany w Rosji oraz wyłonienie się różnych grup politycznych w samym społeczeństwie – władza wprawdzie znowu chce skonsumować opozycję i „S”, ale zostanie przez nią zjedzona. „S” wejdzie w system i wywróci go.
Młody, „ostry”, z TM prze jak czołg do robienia biuletynu o „stole”. Mam to redagować, ale to zapieprz. Zobaczymy jak długo wytrzymam? K. twierdzi, że strona rządowa zaproponowała na stoliku prawnym dyskusje i prace nad zmianami całego ustroju prawnego PRL. Praca na kilka lat dla wielkiego zespołu. Czyli kolejny dowód pozorności rozmów „okrągłego stołu”.
Jak powiedział Mazowiecki w „Dziekanii”: „zaufajcie nam; przecież chyba wykazaliśmy przez te lata, że można nam zaufać; a i teraz zobaczcie z jakiej sytuacji jesienią ’88 doprowadziliśmy jednak do „okrągłego stołu”.
A więc to nie strajki – jak głosi publicznie Geremek – ale oni, negocjatorzy i doradcy, doprowadzili do tej sytuacji! Oni tak w środku myślą naprawdę.
Całość trafnie określił Krzysztof B.: „Podpisano tajemny układ w ciemnym pokoju pod kołdrą”.


12 lutego, niedziela

Trochę przerwy, idę na dłuższy spacer, żeby wyparować z siebie ten wszechatakujący szum informacyjny. Przez telefon rozmowa z Maćkiem I. Bierze udział w stoliku prasowym i jest przerażony stopniem nieprzygotowania i niekompetencji uczestników stolika. Hasła słuszne, owszem, ale żadnego zaplecza w postaci jakichś analiz, studiów, rzeczowych informacji. Przecież najważniejsze to załatwić papier i dostęp do tv, a oni nie mają pojęcia jak to ma wyglądać. „Ja jestem przyzwyczajony, wychowany – mówi Maciek – że jak mam w czymś brać udział, to przygotowuję się do tego solidnie. A oni wszyscy, poza Fikusem, robią na mnie wrażenie, jakby chcieli przystąpić do rozmów tak z marszu, na zasadzie szlachetnej przewagi racji?”.
Podczas spaceru, przez jego część, Dyner truje mi głowę opiniami robotników z FSO o „stole”. Ciekawe, owszem, ale chciałem odetchnąć. W konsekwencji sam zaczynam się wywnętrzać, co myślę o „stole”. Ale co robotnicy? Mają nadzieję, choć są sceptyczni. Nie widzą innej drogi i dlatego są skłonni wybaczyć Wałęsie różne zagrywki, w tym i jawnie niedemokratyczne. Uznają rację, że czas i sytuacja tego wymaga. Tak nawiasem mówiąc, mieliśmy sami podobny problem, gdy była kwestia druku materiału, ukazującego antydemokratyczne postępowanie Wałęsy i jego ludzi. Uznaliśmy, że moment jest nie po temu; wolna prasa, ale do pewnych granic. Tą granicą zasadniczą jest dobro „S”, rozumiane zwłaszcza jako dobro walki ogólnej o wolną i demokratyczną Polskę. A tutaj „S” jest naszym jedynym, najsilniejszym, w ogóle jedynym silnym, środkiem.

13 lutego, poniedziałek

Janek nie zgodził się z opinią, że „S” blado wypada w tv. Widział Romaszewskiego i podobał mu się. Celnie wypunktował, co trzeba. Oto, powiedział Romaszewski, przy jednym stole spotkali się ścigający i ścigany, to jest postęp.
Rzeczywiście, to było dobre. Podobnie jak riposta Geremka na temat demokracji i anarchii w „Teleexpresie” czy zwrot Michnika (do dziennikarza): „to pana telewizja nie moja”. Ale poza tym nic godnego uwagi, za to wpadanie w pułapkę proponowaną przez tv, czyli „koledzy-związkowcy”
(z OPZZ) i kretyńskie „zawsze się można dogadać”.
Konferencja prasowa, w relacji Józka, przyniosła dwa ważne stwierdzenia: pierwsze, że „S” jeszcze ma nadzieję, że są to poważne negocjacje, a nie wpuszczanie w maliny, drugie, że uwłaszczenie nomenklatury – mimo lekceważenia przez Trzeciakowskiego – jest procesem groźnym i aspołecznym.
K. W. mówi, że teraz jest dobry moment, aby zobaczyć – gdyby Wałęsa dał się ustrzelić na wywiad – gdzie ma zamiar postawić nóżkę, żeby uciec z obecnej sytuacji (w razie co), jak to po swojemu wykuglować.

14 lutego, wtorek

Urban przygroził, że „S” nie trzyma się wcześniejszych ustaleń i wali w jedyne podpory ekipy, czyli w policję i wojsko (postulat wygłoszony przez Onysza o 20% redukcji budżetów tych instytucji). I, dodał jeszcze Urban, albo robicie to na co się umawialiśmy (co?), albo my cofamy film, ten cały stół nieważny, gramy inny scenariusz.Wanda F. złakniona plotek. Sama, jak twierdzi, nic nie wie, ale, gdy zapoznała się bliżej ze stanowiskiem „S” w stoliku prawnym, to już nie jest tak przerażona jak przedtem. Doszedłem do wniosku, że codzienny biuletyn o stole nie ma sensu. Po pierwsze nie ma materiału, po drugie – padniemy po kilku dniach. Nikt tego nie wytrzyma. Ktoś zwrócił mi uwagę, że to parcie na biuletyn, może mieć podtekst negocjowanego przy stole dziennika „S”, że to niby ekipa z tego biuletynu – gdyby się sprawdziła – miałaby ułatwione wejście w przyszły dziennik. Wydaje mi się to argumentacja naciągana i wątpliwa. Jeżeli nawet ktoś przeprowadza takie kalkulacje, to jest naiwny.

15 lutego, środa

Gazetki namawiają się na biuletyn o „okrągłym stole”, ale nie wszyscy są zainteresowani; niektórzy widać upatrują w tym konkurencji dla swoich pisemek. Trochę to zabawne, w sytuacji, gdy nakłady są tak nikłe – a zainteresowanie, jak na razie, spore. Impreza ma ruszyć w czwartek wieczorem, na nieco wariackich papierach. Biuro Prasowe obiecuje pomoc.

16 lutego, czwartek

Marnie się czuję od wczoraj i niestety potwierdza się to u lekarza. Znowu skacze mi ciśnienie; jestem, jak to mówią, źle zablokowany. Do późnej nocy (1.30) robimy pisemko o „okrągłym stole”, ostatecznie pod tytułem „Kurier Okrągłego Stołu”. Ja optowałem za „Gazetą Stołową”, ale mnie przegłosowano. Tytuł „GS”, wymyślony przez Kostka Geberta, uważam za znakomity, „Kurier” zaś jest przeciętny i na wyrost. Okazuje się, w robocie, że Krzyś Leski jest znakomitym parowozem, Józek Orzeł jest nieco destrukcyjny, gdyż za bardzo analityczny w każdym momencie; nie pora na to, gdy składa się numer, a na karku siedzi drukarnia. W sumie składamy w trójkę coś, co przypomina to, o co by chodziło. Jest szansa, że się dotrzemy z czasem, ale czy starczy mi na to siły? W każdym razie, nie mogę tak zarywać nocy, gdyż to mnie wykańcza.

17 lutego, piątek

Ścibulimy z Józkiem teksty o tv dla Onysza. Wpada Jurek Z. z Australii (na trzy tygodnie), ciekaw tego co się dzieje. Opowiadam mu, a on tylko o jednym – czy pieniądz w Polsce coś znaczy, czy wiadomo co przynosi dochód, a co nie, czy da się to policzyć w złotych itd. Itp. Moje mętne wyjaśnienia przyjmuje z grymasem drwiny. Ta gospodarka nie ma szans, zdaje się mówić jego uśmiech, gdyż nie ma w niej pieniądza. Wszystko jest wymyślone. Także reformy są wymyślone i do niczego, skoro pomijają sprawę własności i pieniądza. Tak Australijczyk sprowadził mnie na ziemię.
Od Krzysia W. wiadomość, że Kwaśniewski i Frasyniuk odsłonili mu pewne tajemnice (Kwaśniewski o zamiarach władz, co do systemu prezydenckiego, Frasyniuk co do układu zawartego w Magdalence). Trzeba K. pociągnąć za język.

18 lutego, sobota

Rano jestem w Biurze Prasowym, gdyż Konopka chce obejrzeć magazyn o „okrągłym stole” z poprzedniego dnia. Janusz gwałtownie przerzuca wycinki prasowe. W. coś tam zakreśla, Konopka ogląda magazyn i komentuje na głos. Później niby odprawa, ale dwie obecne tam panie wprowadzają nieznośny ton plotkarsko-histeryczny. Dzisiaj nie ma jeszcze rano Kuriera, złoszczę się, bo po co był ten cały pośpiech?
Po południu sensacja. „Kurier” jest, ale nie dlatego sensacja. Otóż, na stoliku politycznym władza zgłasza prezydenta, a „S” ogranicza się do pytań. Prezydent miałby być wybrany w marcu jeszcze przez stary Sejm. Z olbrzymimi prerogatywami. Onysz zapytany przeze mnie czy to jest ta cena za legalizację „S”, odpowiada przecząco, że druga strona nie stawiała kwestii w ten sposób (ale mówił, że to pakiet !). Wygląda na to, że „S” zgodzi się i na niedemokratyczne wybory i na prezydenta, choć na razie Onysz mówi, że zgadza się tylko na wybory.

19 lutego, niedziela

Wyszkowski przylatuje z wiadomością, że prezydent jest już przyjęty przez Geremka, a teraz tylko władza udzieliła czasu na „okazanie przez dziewicę wstydu przed nocą poślubną”. Mówi, że M. i D. pełnią policyjną służbę, zabierają kasety magnetofonowe, zabraniają notatek na sali obrad itd. Boją się nie policji, gdyż i tak wszystko jest nagrywane i stenografowane, ale „oczu wewnętrznych”, z „S”. Kaczyński (Lech) ponoć – twierdzi K. – przyznał się w kuluarach, że nic nie może zrobić (zaatakowany o prezydenta), gdyż wszystko już zostało ustalone, a kim on jest, nikim. Wszystko zostało dogadane w Magdalence, nawet jeszcze wcześniej – podczas rozmowy z Kiszczakiem 31 sierpnia. I to nie to, że Lechowi pokazano marchewkę i dlatego zgodził się na to wszystko, tylko dlatego, że przygrożono mu kijem (jakim?) i pękł. Marchewki dają mu w nagrodę.

20 lutego, poniedziałek

Długa rozmowa przez telefon z E.H., zgadza się z każdym odczuciem, jakie zaprezentuję. Jestem pełen nadziei – ja też, dodaje. Jestem pełen obaw – ja też itd. itp. Większość ludzi tak reaguje na świat, nie ma nic własnego, tylko powtarza, albo dostosowuje się do opinii, bo tak wygodniej, bezpieczniej.
Dworak jest tajemniczy niczym sfinks. Nie może, ani on, ani Wojtek Arkuszewski przyjść do „Europejskiego” (tam mieszczą się biura prasowe „S”), nie może się tam kręcić, gdyż byłaby mowa, że M. montuje ekipę „Tygodnika”. A co, montuje? – pytam wprost. – Nie, nie – wykrzykuje D. Zresztą, dodaje, nie wiem czy mogę chodzić do „Europejskiego” czy nie, to ja tak sobie myślę, a nie jest to zakaz. Dla mnie nic się jeszcze nie zmieniło, nie wydarzyło, „Tygodnika” nie ma, po co i gdzie mam się
zjawiać?! Robię inne rzeczy, jestem użyteczny – dodaje z naciskiem na zakończenie rozmowy.
K. W. twierdzi, że rano, gdzieś do 10–11-tej wydaje mu się zwykle w tym URM-ie, że wszystko toczy się uczciwie, są negocjacje, starania itd. Ale później wątpi, coraz bardziej ma wrażenie, że bierze udział w gigantycznym oszustwie. Takie wrażenie ma dużo osób. Uczciwych, chcących dobrze, zaangażowanych. Popatrują na siebie, jakby się utwierdzali w przekonaniu, że robią słusznie, że to przecież niemożliwe, żeby i Jurek, i Benek, i Zenek – zdradzali, wierzyli w kłamstwa itd. Być może toczy ich robak zwątpienia, ale czy powinni go ujawniać, skoro to, co teraz dzieje się może być szansą dla Polski, dla „S”? Sympatycznie musi być w tym Pałacu.
– Mówiłem – dodaje K.W. – kiedyś w wywiadzie dla ciebie, i dla telewizji video w Gdańsku w ostatnim dniu strajku, że trzeba wyjść z „S” i stanąć twarzą w twarz z systemem. Ale przecież nie zdradzić, nie porzucić „S” – i nie stawać rączka w rączkę!

21 lutego, wtorek

Pod Uniwersytetem szykuje się wiec i pochód pod KC w sprawie wolnych wyborów. Wiszą plakaty KPN i PPS. Rektor zamknął bramę główną UW. Tak na wszelki wypadek. Wiec ma się zacząć o 14-tej. W Biurze Prasowym rozmawiam z Onyszem, że powinien dać do „Kuriera” wypowiedź w sprawie prezydenta. Pyta spokojnie: czy tylko w tej sprawie? No, nie – dodaję uprzejmie – trzeba może zrobić  krótki przegląd sytuacji przy stole, ostatecznie zbliżamy się do półmetka projektowanych obrad.
Jarek zgłasza po raz kolejny chęć wypuszczenia górniczego „Kuriera”. Z całkowitą pewnością, że tego nie przygotuje, mówię mu, żeby sprężył się na sobotę (albo na jakikolwiek inny termin, dodaję w duchu). Jarek to miły chłopak, który jeszcze nigdy nie napisał tego, co obiecywał. Jest taki specjalny typ dziennikarza. Cieszy mnie za to, że Piotrek R., który przez ostatnie lata robił wrażenie gawędziarza, a nie dziennikarza – napisał obiecany tekścik. Całkiem przyzwoity. Może znowu zaskoczy? Odnoszę wrażenie, że dojadła mu nieco „prywatna inicjatywa”, w jakiej się zanurzył. „Kuriera”, który powinien być od rana, oczywiście, nie ma. Może będzie po południu, a może dopiero jutro. A może w ogóle „wpadła” makieta? No, wtedy to dupa blada, gdyż nie mamy kopii większości tekstów. W „Kurierze” wspaniale sprawuje się Krzyś Leski. Bez niego ta impreza by już dawno upadła, a właściwie nigdy nie zaistniała. Mógłby to pismo z powodzeniem robić sam, dziwię mu się, że chce to oddawać takiemu – w porównaniu z nim – staruchowi jak ja. Czyżby nie czuł się psychicznie na siłach? To możliwe. Nie znam go na tyle, bym mógł wykluczyć taką ewentualność.
Józek rozkręca się niesłychanie. Widać po nim jakim paliwem może być dla człowieka samo działanie, ruch. On zżera własny pęd i tym się żywi! Myślę, że niektórzy – zwłaszcza ci co go słabiej znają – mogą przypuszczać, że to intrygant, gracz i manipulant. Nie podejrzewają nawet, że  jemu chodzi o prawdę (w sensie filozoficznym, rzecz jasna, czyli o istotę rzeczy). I jak już w czymś się zaangażował, to też chce tę prawdę zgłębić. Wolicki, spotkany w kawiarni „Czytelnika”, snuje teorię, że układ jest już zawarty, był zawarty nim rozpoczął się „okrągły stół”, ale przecież w tym sensie, że i jedna i druga strona wie, że i jedna i druga musi przy tym stole zawrzeć jakieś porozumienie. Inaczej zostaną zjedzeni przez własne szeregi, albo przewróceni przez beton z innego obozu. Rzecz tylko w tym, jaki kształt przybierze to porozumienie. O to idzie walka przy stole.
Bujak piał z zachwytu, że nie chce zapeszyć, ale szykuje się III program telewizji dla nas, no i wolna prasa. – Wolna, jaka wolna? spytał go Janek. – Co rozumiesz przez wolną? Związkową? – No, tak, związkową – wydukał Bujak.
Ładna mi – wolna! Cenzura państwowa, kościelna i jeszcze związkowa na dodatek. A nie łaska pomyśleć o wolności prasy tak po prostu, zamiast o jakichś tam dostępach?!

22 lutego, środa

Dzisiaj czeka mnie ciężki dzień, choć prawie niezwiązany ze stołem. Liścik do Janusza O. już napisałem, czyli lekcja odrobiona. W. mocno skrytykowała „Kuriera”, że jakiś taki z humorami, że mało poważny, że przypomina jej gazetę zjazdową „S”, a tamta gazeta nie przypadła jej do gustu. Itd. itp. A może tak naprawdę chodzi jej o to, że dała nam tekst, a myśmy nie wydrukowali. Miła jest u niej chęć pomocy, uczynność, ale, niestety z wykonaniem gorzej. Nieraz zastanawiam się, na czym zasadza się pozycja niektórych osób w zawodzie. Przecież nie na umiejętnościach dziennikarskich, wielu ma je zaledwie na poziomie słabego rzemieślnika. Chyba jednak na salonie. Przepraszam, popadam w populizm i złość klasową, ale salon jest faktem. I to dosyć doskwierającym. Co widać np. w Komitecie Obywatelskim, a i w samych rokowaniach przy „okrągłym stole”. Targowisko próżności, parada ambicji, kto jest w Pałacu. Choć, z drugiej strony, wszyscy, no, prawie wszyscy, skłonni są pluć lub przynajmniej nadstawiać ucha, że dokonuje się oto zdrada! Więc W. powybrzydzała, powybrzydzała, ale – na moją pokorną prośbę, żeby coś napisała dla „Kuriera”, chętnie i łatwo ustaliliśmy, co by to mogło być. Błąd startu polegał na tym, że pochopnie zamówiłem u niej relację ze
stolika prawnego, co było bez sensu, gdyż relacje powstają z kompilacji różnych tekścików, a to jest zadanie dla młodych chłopców (dostarczanie tych tekścików), a nie dla niej.

23 lutego, czwartek

K. W. doniósł mi z rana, że został na dzisiaj wieczór zaproszony do mieszkania Mazowera. Zapewne montuje się zespół „TS”. Życzyłem mu powodzenia (zaśmiał się zjadliwie). Jestem ciekaw, czy zmieszczę się w drużynie Mazowera? Praca w „Ładzie” przemawiałby przeciw mnie. Z drugiej jednak strony, we wrześniu M. zapraszał mnie do pisma. Ale może mu „wychudło”? Pomieściłem w II obiegu kilka publikacji, które nie musiały przypaść mu do smaku.
Zbieram odgłosy niechęci wobec „Kurierka”. Ciekawe, że do mnie – jak na razie – nikt nie wystąpił. Dorywają tylko gdzieś po kątach moich współpracowników i im trują dupę. A to, że zbyt swawolny, że jakieś w nim dowcipy, że za mało oficjalny (a z drugiej strony, że przez tytuł i numer telefonu Biura Prasowego sugeruje oficjalność; mamy nie podawać numeru telefonu, ale lokalu na razie nam nie wymawiają)... Kolegom mówię, żeby wysłuchiwali spokojnie, a później mówili tylko jedno: fajnie, stary, ale co ty możesz pomóc, co możesz konkretnego zrobić, żeby ten „Kurierek” był lepszy? Może jakąś maszynę do pisania, może maszynistkę, może papier albo benzynę, że o pieniądzach nie wspomnę. A może jakieś teksty, relacje, dokumenty? Robimy to wszystko sami, w parę osób, bez grosza, na wariackich papierach i bez wstępu do URM-u... Robimy tylko dlatego, że ludzie z „S”, z fabryk, domagają się informacji, potrzebują czegoś o stole. A przecież nikt z kierownictwa nie ma teraz do tego głowy. Rzecznicy zaś in corpore przesiadują w Pałacu... No, chyba starczy?!
Swoją drogą, te kopy w „Kurierka” są dobrą ilustracją do ostatniej mojej rozmówki z G. o wolnej prasie. Nikt tej prasy nie lubi. Działacze chcą mieć własną. Ciekawe czy „S” poszerzy przestrzeń dla wolnej prasy?

24 lutego, piątek

„Kurierek” wyjątkowo punktualnie wydrukowany, może tak już będzie? Dzwonił do mnie wczoraj jakiś gbur z „Trybuny Ludu” i pytał czy zechcę z nim porozmawiać. Czytali „Kurierka” i bardzo ich rozbawił, nawet chcieli go przedrukować w „Trybunie”. Na pytanie, co ich tak rozbawiło, unikał odpowiedzi. Był w tonie napastliwy, piszczał: to chce pan rozmawiać czy nie. Widać, że czują się bardzo niepewni, stąd ich agresywność. W „Kurierku” rozbieżne opinie czy powinienem rozmawiać czy nie. Józek sądzi, że nie. Że na pewno zrobią jakiś świński numer, Krzyś przeciwnie – uważa, że rozmawiać trzeba. Ja także, gdyż jeśli chodzi nam o wolną prasę i taką staramy się wywalczać, choćby gdzieś na marginesie rynku, to nie wolno odmawiać kontaktów – zawodowych! – z kimkolwiek. Nastrój wczoraj w nocy przy robieniu „Kurierka” wisielczochichotliwy. Z mojej winy – zbyt obszerny, wymagający wiele pracy – wywiad z Onyszem wstrzymał nam całą produkcję i coś, co mogłoby być gotowe o 10-tej było dopiero o12-tej. Trudno. Zaczynamy odczuwać presję zewnętrzną. Bo to i wieszają „Kurierka” w Pałacu (nasi), i rozdają na konferencjach prasowych, i traktują niemal jak jakiś organ... Zgroza.
Może coś o tym napisać w najbliższym numerze?
Teksty K.W. bardzo agresywne, zadziorne, zdecydowane. Myślę, że w jakiś sposób niesprawiedliwe, krzywdzące Wałęsę i jego linię. No, ale to już sprawa interpretacji, a jeśli o to chodzi gazeta powinna dopuszczać rozmaite głosy. Swoją drogą czy K.W. nie idzie w złą stronę, czy zacietrzewienie nie bierze u niego góry nad analizą? Szkoda by było, gdyż bardzo go cenię i lubię.
Zadzwonił zapowiadany facet z „Trybuny”, Tomasz Szymański, męczył mnie swoim słowotokiem chyba z pół godziny. Chodziło mu o to, że „Kurierek” judzi, jątrzy, zamiast sterować w stronę porozumienia i kompromisu, czyli, że nie realizuje linii koncypowanej, dogadywanej przy stole. Usiłowałem mu wytłumaczyć, że dopominanie się o sprawy elementarne nie jest agresją, tylko potrzebą i przejawem realizmu, ale to chyba do niego nie trafiło. Choć starał się grać rolę światłego, zdroworozsądkowego, porządnego człowieka. Zaproponowałem mu, żeby napisał pół stroniczki do „Kurierka” o swoich zastrzeżeniach i zastrzegłem, żeby nic nie drukował – co powoływałoby się na mnie – bez uzgodnienia. Chyba, że jego intencje są inne niż deklaruje i zamiast linii kompromisowej chce kolejnych scysji... Zobaczymy jak zareaguje. Wbijałem mu też w głowę, że porozumienie nie może polegać na zacieraniu różnic. Ciekawe czy napisze ten tekścik do nas? Co mu każą szefowie?
Piotr Marciniak uważa, że trzeba spokojnie patrzeć na stół i nie przywiązywać nadmiernej wagi do tego, co będzie tam podpisane. Życie i tak skoryguje czy nada właściwą treść wszelkim umowom. Sejm wybrany niezbyt demokratycznie, zgoda. Ale przecież będzie w nim liczna opozycja – a już Marks mówił, że parlament to miejsce rozmowy posłów z ludem, a nie z rządem. Więc taki sejm może przyspieszać korzystne przemiany. Dziwne, dodaje Piotr, że komuniści o tym nie pamiętają. To już nie  to pokolenie, które czytywało namiętnie klasyków. P. uważa także, że z różnych frakcji kol. Rakowski należy do najsilniejszych. Kiszczak ma za sobą policję, Miodowicz nieudaczników z nomenklatury i część betonu (najpewniej jednak nie ma między nim, a betonem przełożenia organizacyjnego, to nie jest typ przywódczy, zresztą, beton chyba w ogóle nie ma przywódcy), za to Rakowski (plus Wilczek) stwarzają korzystną szansę dla nomenklatury: uwłaszczenie; nadto mówią im: nie bójcie się, wcale nie jesteście gorsi, dacie sobie radę, będziemy rządzić tym krajem nadal, w sposób nowoczesny i światły. To jest to! Sejm uchwalił rządowy plan konsolidacji gospodarki narodowej. Oznacza to, że Rakowski wypowiedział wojnę stołowi i „S”. Z kolei „S” nie chce – w razie nieuzgodnienia stanowisk między związkami w zakładzie w sprawach podstawowych typu płace, socjały itd. – referendum wśród załogi. Dlaczego? To jest całkiem niezrozumiałe. Ponoć chodzi o to, żeby nie wywoływać licytacji międzyzwiązkowej w załodze. OPZZ chce referendum.
„S” zgadza się z rządem, że w takich wypadkach będzie decydować dyrektor firmy. To chyba duży błąd. I jak to – a zresztą, dlaczego? – wytłumaczyć ludziom.
Wilczek jako Minc doby współczesnej. Bardzo to zabawne spostrzeżenie i grymas historii. Oto prawdziwa natura „polskiego kapitalisty”! Chciałby wszystkim sterować ręcznie. D. nie widzi przyszłości dla powielacza. Józek ewentualnie widziałby jego użyteczność w klubie, no, ale kto to umie obsługiwać i drukować na tym?! Wyczuwam duże opory przed zrobieniem czegoś konkretnego, cała aktywność to gadanie i pisanie. Józek rozeźlony zachowaniem M. napisał gniewny list do Onysza, żądając wycofania się „S” z niefortunnego potępienie instytucji referendum.
Grzybowi nie podoba się stół, idącemu z nim Jankowi Strękowskiemu – długo go nie widziałem, kilka lat, a kiedyś ściśle współdziałaliśmy (Jaś wykonał kawał pięknej roboty, np. Tygodnik Wojenny) – podoba się średnio. Tym niemniej zasuwali właśnie na konferencję prasową. Ja nie. Dlaczego? Przecież dziś stolik środków komunikacji. O, mówię, jak będziemy mieli środki, to mnie i owszem zainteresuje, ale dopóki się tylko o tych środkach gada, to mnie nudzi. Wszystko jest zresztą na tym stole przeważnie nudne, więc trzeba sobie robić przerwy, inaczej człowiek zanudziłby się na śmierć. Popatrzyli na mnie ni to ze zrozumieniem, ni ze zgorszeniem. Pół na pół.
O pewnym piśmie. Nie ma go już półtora roku. Ponoć jest wydrukowana okładka, mówię do Ważnego, szybko wypuszczajcie resztę, nie czekajcie na żadne relacje ze stołu, musicie zaistnieć. – Ale wydawca bierze udział w rozmowach, nie możemy go zlekceważyć – pada odpowiedź.
No i do sejmu trzeba będzie głosować. – To dajcie na okładce: nasza kartka na Grzesia. I wydawca będzie zadowolony i będziecie mieli akcent aktualnościowy!
Żegnamy się ogólnym: do zobaczenia w sejmie!

26 lutego, niedziela

I jeszcze wczoraj. Wieczorem Australijczyk, który wybył z Polski przed sierpniem 1980 i nie może teraz zrozumieć, w jakim kraju się znalazł: czyta gazety, ogląda telewizję i własnym oczom nie wierzy. Nigdy, przenigdy, by nie przypuszczał, że może być taka wolność w kraju, z którego uciekł. Zresztą, nie z powodów politycznych, ale materialnych, ogólnożyciowych. Sądzi jednak, że to wszystko słowa bez znaczenia, które zawalą się prędzej czy później, gdyż tak naprawdę liczą się tylko pieniądze
(konkret), inne rzeczy to złudzenie, efemeryda.
Z kolei Janek M. – już w niedzielę – jest umiarkowanym optymistą. Sądzi, że procesy raz uruchomione są nie do zatrzymania. Należy więc na sprawy spojrzeć spokojniej, filozoficznie. Idzie ku dobremu i tego się trzymać. W każdym razie, już wypróbowali, że stan wojenny niczego nie załatwia, więc przynajmniej to nie grozi. Nie grozi? Akurat za oknem odezwały się syreny (karetka?, radiowóz?, straż pożarna?). – No, już jadą – zażartowałem. – Nie bacząc na „S”, ich zegar wybił odpowiednią godzinę.
Zdzisiek, chłopak prosty, powiedział: a ja Rakowskiemu nie wierzę (Janek M. o Rakowskim mówi: a gdyby mu uwierzyć, że ma dobre intencje...). Nadal będą nas ścigać. Może za rok, może za dwa, ale będą. Trzeba zatem robić II obieg, a pisma podziemne będą tym bardziej potrzebne. Mówi mi, że „TM” (o czym wiem) i „PWA” (co jest dla mnie zaskoczeniem) postanowiły zalegalizować się, wyjść na powierzchnię – to znaczy, poddać się cenzurze. Można i tak, ale uważam to za ciężki grzech, gorzej – błąd. Boguta to samo usiłuje robić już od roku.

Janek M. radzi zaufać przemianom ewolucyjnym. Basia daje mu łyżkę dziegciu: – Tobie może łatwo czekać (w domyśle: masz dobrze, nie martwisz się codziennością), ale dla innych rodzin, dołowanym co miesiąc, i co miesiąc w gorszych warunkach – życie staje się nie do wytrzymania. I czy oni mają liczyć na ewolucyjność przemian? Skąd mają wziąć cierpliwość, nie mówiąc o pieniądzach do pierwszego?!

27 lutego, poniedziałek

Józek wpada z mini-komentarzem dla „Kurierka”. Jak to u niego, skrót myślowy goni skrót, krzyżując się jeszcze nieraz z podtekstem – i kto to ma zrozumieć? Czytelnik tego powielaczowego pisemka? Zmęczony, który chce, żeby go rzetelnie poinformować jak jest, a nie truć dupy jakimiś tam dywagacjami...
Wieczorem „Kurierek”. Spotkałem Giełżyńskiego, właśnie wrócił z Indonezji, opalony, odprężony. Mówi, że tam Walesa i Solidaritas na pierwszych stronach gazet i telewizji. Wszyscy wiedzą o co chodzi. – Wszystkie plemiona – pytam podejrzliwie?
– No, nie – potwierdza Wojtek moją intuicję – spotkałem jedno, o nazwie Mantawai, które nie ma o Wałęsie pojęcia. Na usprawiedliwienie plemienia można dodać, że nie wie ono nawet tego, że mieszka w Indonezji. „Kurierek” szedł nam ciężko. Jałowość obrad stołu odciska się wyraźnie na relacjach. Nie sposób przynudzać czytelników. Z Pałacu (Białego Domu) odgłosy sympatyczniejsze. Wyraźnie zbastowali w sprawie NZS-u i UJ. Wycofali się z chęci zamknięcia Uniwerku i zapowiedzieli legalizację NZS-u. Jaruzel pojawił się po raz pierwszy od dłuższego czasu w telewizji (na konferencji partyjnej w wojsku) i zapowiadał konieczność reform, a także miejsce dla opozycji politycznej. – To normalne – powiedział jakby nigdy nic – Mówiłem już kiedyś o pluralizmie socjalistycznym, co należy czytać jako pluralizm w socjalizmie (!).
Więc albo Rakowski przegrał (od dłuższego czasu zaostrzał sytuację), albo grali jedną grę – wojna psychologiczna wobec opozycji – i pękli. Przestraszyli się rozlania fali z Krakowa na kraj? Wol. był na Śląsku i mówi, że w „S” wszyscy są za Wałęsą i przeciwko stołowi. Nadto, tam ludzie buzują niesłychanie, co jest o tyle zrozumiałe, że ledwie żyją, a jak zawieje od Moraw wiatr, to duszą się dosłownie.
Oni muszą ostro walczyć, bezpardonowo, gdyż walczą o przeżycie. Dosłownie. Gil mruga na mnie porozumiewawczo i szepcze, że jest newralgiczny moment teraz. W hotelu – jak się dowiaduję z boku – schodzą się Maz., Ger., Kur., inni (Gil?) i radzą, co robić. Czy ulegną presji psychologicznej?
Chyba nie. Szykuje się zatem jakiś przełom w rozmowach. I sądząc z propagandy tv, miękkiej, w dobrą stronę. Czerwony chyba, a na pewno jego część stołowa, zrezygnował z oporu. Byle „S” nie wzięła za mało. Chociaż, z drugiej strony, nie ma to takiego znaczenia. I tak, już po stole, w życiu wszystkie papierki wypełnią się treścią. Jestem optymistą. O ile będzie rozwój, droga ewolucyjna, będzie szło ku dobremu. Byle nie doszło do zderzenia zbyt wcześnie.

28 lutego, wtorek

H. mówi, że ona nic nie rozumie, ale z natury swojej jest za porozumieniem. Ona zawsze jest za zgodą. I dlatego z niechęcią słucha wszystkiego tego, co mówię, a co jej przeszkadza w słodkim, ufnym śnie. W ludziach jest dużo ufności i dużo marzeń. Są naiwni. Wydaje im się,
że musi być lepiej. A niby, dlaczego? Wisi nade mną kolejna robótka. Boże, daj czasu... Odezwała się Grażyna. Bardzo ja lubię, choć jest to nieco irracjonalne, gdyż wiem, że ma ona liczne złe strony. Ale, po pierwsze, kto ich nie ma. A po drugie – ileż ja ich mam sam! W Grażynie jest dużo bezinteresownej życzliwości. Chyba dlatego tak długo, ponad 20 lat!, myślę o niej ciepło. Nie pytam jej o stół. Dlaczego, sam nie wiem. Zahaczam o temat, ale ona nie podejmuje więc i ja go porzucam. Jedną z jej wad jest wyrachowanie polityczne. Czy może w ogóle wyrachowanie? A ja jestem tylko przerywnikiem w tym wyrachowaniu, a może raczej nic nie wadzącą, ale i nic nie znaczącą, pozycją
w konspekcie życia?

1 marca, środa

Zapomniałem zapisać, ale od poniedziałku wiem, że szykuje się spotkanie Kiszczak – Wałęsa. Ma ono przynieść przełom, dać pozytywne efekty. Gdyby się tak nie stało, to nie będzie o nim nawet najmniejszej wzmianki. K.W. wpadł dziś z samego rana i stwierdził, że ten dołek w rokowaniach jest zamierzony i obie strony traktują go spokojnie, gdyż na końcu i tak czeka na nie sukces. Otóż, jeżeli „okrągły stół” oznacza ogromne oczekiwania, a ma przynieść malutko, tyle co nic, to w trakcie stołu musi powiać grozą, musi być załamanie, żeby później z dumą pokazać – jednak popatrzcie, ile w tej sytuacji udało nam się załatwić.
Charakterystyczne zachowanie Strzembosza podczas wczorajszego stolika prawnego. Ale nim o tym, parę słów o wczoraj jeszcze. Dowiedziałem się jakoby między G. i M. doszło do rozbieżności w związku z nasiloną wojna propagandowo-psychologiczną ze strony władzy wobec „S”. Otóż, ponoć G. jest bardziej miękki i chce zawęzić pole sukcesu. Ale na czym miałyby konkretnie polegać te różnice, nie wiadomo.
Romaszewski powiedział wczoraj przy stoliku, że poprawianie kolejnych punktów kolejnej ustawy nie ma sensu, gdyż chodzi tu o ducha prawa, nie o szczegóły. Naprawy nie zmienią systemu. Na to Balcer wrzucił, że oni proponowali dyskusję nad całościową reformą prawa w PRL, ale to strona opozycyjno-solidarnościowa nie zgodziła się na nią. Na co Strzembosz: zróbmy raczej konkretnie to, co możemy od ręki zrobić, resztę zostawmy, przecież są tutaj dwaj członkowie Biura Politycznego, to oni będą wiedzieli lepiej, co, kiedy zrobić całościowego, im przecież zależy na tym, żeby władza odzyskała wiarygodność. Hamulcowy Strzembosz, skomentował W. Jedna linia, szefowie zespołów są od pilnowania grup, żeby nie popsuć linii generalnej. A moja uwaga: czy chodzi o zmianę władzy?
W redakcji „Ładu” naczelny uważa, że nastąpił kryzys w rozmowach.
Pocieszam go, że nastąpi przełom w dobrą stronę. Nie wygląda na uspokojonego.
O. leci na konferencję prasową, gdyż dzisiaj stolik polityczny i myśli, że się czegoś dowie. Złudzenia.
Z naczelnym jeszcze rozmowa o prasie, której dużo ukaże się po stole. Ale czy będzie wolna? Kto w ogóle lubi wolną prasę?! – zastanawiam się. Wszyscy chcieliby mieć „organy”! W czasie meczu Józek truje o polityce. To jest silniejsze od niego, musi analizować. Myślę, że jak zwykle przekombinowuje, co się wyraża tym, że nadaje znaczenie rzeczom bez znaczenia, przypadkowym. Ciekawe, czy on wyznaje spiskową teorię historii? Muszę się go o to spytać. A.M. i Z.B. twardo mówią, że nie ma mowy o prezydenturze. A co będzie jak się jutro dowiedzą, że się na nią zgodziliśmy? Czy odejdą od stołu? Myślę, że wątpię. Na dzisiejszej konferencji nikt nie spytał o jutrzejsze spotkanie Lecha z Kiszczakiem. Pełna kultura. Ci, co wiedzą o spotkaniu, nie pytają z grzeczności, pozostali – z niewiedzy. Konopka przyrzekł nam rozmowę do „Kurierka” jutro wieczorem, po tym spotkaniu. A jeżeli rozmowa nic nie da? Może ona w ogóle nie ma znaczenia? Od nas ma być 5 osób, poza główną trójką – Bujak i Trzeciakowski. U nich podobno do delegacji usiłuje się wcisnąć Miodowicz. Ale niezależnie od tego, nie wydaje się, żeby tak rozszerzone grono z Miodowiczem mogło o czymkolwiek istotnym decydować. To będzie wówczas spotkanie dla pucu, po to żeby ogłosić, że nastąpił przełom i czas już podejmować konkretne decyzje. Taki niby sukces rokowań. Bez tej dramaturgii spektakl byłby nudny, fałszywie brzmiący. O ile to jest spektakl? Nie mam bowiem co do tego pewności.
Ponoć Reykowski dostał piany na ustach po zgłoszeniu przez „S” własnej ordynacji wyborczej.

2 marca, czwartek

Z Danusią parę słów o stole. Boi się zagrożenia nacjonalistyczno – populistycznego. Partii populistycznej. Uważa, że to jest nasza perspektywa. Bez emocji o stole, gdyż ten niczego nie załatwi. Ceny rosną w sposób niewyobrażalny. Od rana rozmawiają w Magdalence. Nic poza tym nie wiadomo. Nie odbędą się dzisiaj żadne konferencje prasowe „S”. Tylko będzie coś w OPZZ. Podobno w Magdalence jest też Mietek Gil, później trzeba będzie złapać go w hotelu. Na kilka choćby słów. Może pęknie? Gila nie złapałem. Konopka nie chciał nic powiedzieć. To znaczy bąknął coś o nowych elementach w sprawie systemu konstytucyjnego. Prezydent? Na moje napomknięcie, nie zareagował w sposób potwierdzający. Późno w noc robimy „Kurierka”. Znowu z mojej winy trwa to tak długo, gdyż fatalnie nagrywam wywiad z Konopką, słaba słyszalność. Co się dzieje?! Chyba nie powinienem robić żadnych rozmówek dla „Kurierka”! A. H. zostawił komentarz o redukcjach w wojsku. Trzeba go tylko dwukrotnie skrócić i już będzie to co trzeba, przy okazji „podprawić”. Józek narzeka na jakość tekstu. Ja mu tłumaczę, że nie ten tekst jest zły, który trzeba poprawiać tylko ten, z którym już nic nie da się zrobić... W nocy dowiaduję się, że jutro rano przyjedzie do mnie Marysia
G., emigrantka belgijska. Lubię ją i zapewne spędzimy razem cały dzień.
A zatem, jutro wolne od polityki!

3 marca, piątek

Z Marysią b. przyjemne rozmówki. Choć, niestety, w dużym stopniu o polityce. Leniwy rytm życia. Dobry relaks. Mówię, że jeżeli znowu w Polsce miałoby się zawalić, to niech mi szykuje papiery emigracyjne. Ja już nie mam czasu czekać następne 10 lat! Poza zaś wszystkim innym, szkoda mi dzieci. Gdyby komuna zacisnęła obręcz, w tym kraju nie byłoby już czego szukać. Miejmy chociaż nadzieję, że w ostateczności będzie można wyjechać.
Marysia wyjeżdża, a dosłownie 10 minut potem atakuje mnie nasza rzeczywistość. Wiadomość, że w Magdalence władza zażądała i uzyskała zgodę na prezydenta. Nie mam tylko jasności czy prezydent miałby być już zaraz, przed wyborami do sejmu, to znaczy wybrany przez stary sejm? Jeżeli tak by miało być, to – moim zdaniem – potwierdziłoby podejrzenia niektórych, że stół jest ukartowany od początku do końca. To znaczy tak: kontrakt został zawarty przed stołem i oznacza on zgodę na system
prezydencki i niedemokratyczne wybory w zamian za legalizację „S”. Wszystko inne jest tak sobie omawiane przy poszczególnych stolikach i ma charakter seminarium, luźnej wymiany poglądów. Poglądy będą zbieżne czy nie, nie ma to znaczenia. Zabawna jest w tym kontekście krzątanina różnych ludzi, ich zabiegi żeby być, choćby w drugim szeregu, przy stolikach. Po prostu, żeby być. Wszędzie ten salon.

4 marca, sobota

Nie idzie mi robota, którą przyrzekłem oddać do końca lutego. Właściwie trudno powiedzieć dlaczego. Źle mi się pisze. W telewizji występ naszych od stolika prasowego. Irytujące są szczególnie różne osoby, które stają za plecami aktualnego gadacza i tkwią uparcie w kadrze kamery. Tak się zresztą przesuwają, żeby w tym kadrze być. Dotyczy to – jak zauważyłem – równie dobrze osób „z tła”, jak i znanych intelektualistów. Magia szklanego ekranu? Przy stoliku prasowym pełen pat. Jak z goryczą mówi szef delegacji „S”, w przyszłości na pewno wygramy. Ba! Chyba chodzi o to, że Wałęsa kazał już kończyć i powoli wszyscy rozumieją, że biorą udział w teatrze...
Stolik polityczny przesunięty. Potrzeba czasu widocznie, żeby przygotować się na te „nowe elementy” z Magdalenki. A zatem to kolejne potwierdzenie systemu prezydenckiego i jego przełknięcia przez „S”. Jeszcze z wczoraj. Marysia, która nigdy nie interesowała się ekonomią, mówi mi: dopóki w Polsce gospodarka nie będzie miała właściciela (prywatnego), to nic dobrego nie będzie się w tym kraju działo. Ma rację, ale zabawne jest to, że zrozumiała to dopiero, gdy wyszła za mąż za belgijskiego przedsiębiorcę. (Dużo mi zresztą opowiadała o jego ciężkiej pracy; ach, gdyby w naszym kraju kiedykolwiek zaprocentowała ciężka ludzka praca! Bylibyśmy krezusami Europy).

5 marca, niedziela

Swoją drogą, jak Wałęsa i Geremek z Mazowieckim wyobrażają sobie przekonanie społeczeństwa i „S” do niedemokratycznych rozstrzygnięć? I mniejsza tu o zasady – to wcale nie jest takie istotne jak ględzą różni krzykacze. Ale ludzie muszą mieć jakieś gwarancje i wabika w postaci choćby lekkiej poprawy bytu. Nie uwierzą już nikomu – nawet „S” – na słowo! Coraz silniej utwierdzam się w przekonaniu, że mamy w tej chwili do czynienia z trzema scenariuszami. Jeden, to ten, na który zapewne liczą Wałęsa i jego doradcy, że „stół” rozpocznie proces ewolucyjny, strajki nie wywrócą tego procesu, społeczeństwo przeniknie do organów władzy państwowej – aż wreszcie, partia, komuniści wraz z prezydentem, okażą się skorupą, pod którą kryje się już całkiem inna treść. Skorupę zaś bez  problemu będzie można odrzucić. Z kolei komuniści, co jest w pewnym sensie niesprzeczne z poprzednim scenariuszem, liczą na to, że umowa z „S” zalegalizuje ich władzę, pozwoli utrzymać monopol, tyle że nieco uszczknięty i w nieco innych formach (np. przez uwłaszczenie nomenklatury
zamiast dyrygowania gospodarką z komitetów) i stopniowo kraj cywilizować. Łagodnie i bezpiecznie. Taki oświecony absolutyzm komunistyczny. I scenariusz najbardziej prawdopodobny: wybuchają strajki, nie są one kontrolowane przez nikogo, są skierowane tak przeciwko władzy, jak i „S”. Władza pacyfikuje fabryki. Ale „S” już nie ma, skompromitowała się i uległa zatracie (resztki może przy okazji pacyfikacji fabryk wydusić sama władza). W efekcie, społeczeństwo jest rozbite i skazane na rozproszoną walkę z komunistami i ich państwem. Komuna ma spokój na kolejne 10 lat. No, nie ma postępu ekonomicznego, ale trudno. Rząd się wyżywi, a reszta niech zdycha. Wszystkie scenariusze są albo całkowicie, albo częściowo na rękę władzy. To więc my gramy ich grę, a nie oni naszą. Koniec z buńczucznym pokrzykiwaniem. Oni górą. Na razie. A czy stanie się z komunistami jak z niepotrzebną skorupą? To najbardziej kluczowe dla społeczeństwa pytanie, ale i jednocześnie najmniej prawdopodobna możliwość. Coś z pogranicza pobożnych życzeń i bajek dla naiwnych dzieci. Osobiście, stawiam na wariant trzeci, choć niczego innego bym nie pragnął niż wariantu pierwszego. Rozumiem Wałęsę, że gra na ten wariant. Czego się jednak boję (i nie rozumiem), że „S” nie szykuje koncepcji alternatywnych, że nie szykuje się na wariant wojny. Piotr O. jest pełen najgorszych przeczuć. Uważa, że zaczyna się okres brudnej polityki, „S” nigdy już nie będzie miała swojego dawnego etosu. Zastanawiam się, na ile idealizm bierze w nim górę nad rozumem i analizą, ale myślę, że generalnie ma rację. Tu nie chodzi o żadną czystość w rozumieniu romantycznym czy coś w tym rodzaju. O nie. Tu chodzi, po prostu, o wartości. Rozbrat z nimi, obserwujemy to na własne oczy, jest
przeżyciem ciężkim i właściwie niewytłumaczalnym. Czyż tego wszystkiego, co się dzieje nie można by robić uczciwiej, rzetelniej?! Myślę, że tak. I wcale nie potrzeba by było do tego więcej wysiłku, wystarczyłoby zaufanie do innych, szanowanie innych, mniej klikowe rozgrywanie spraw. Zapewne się powtarzam, ale mam nieodparte wrażenie, że salon zdominował nie tylko inicjatywy „S” i Wałęsę, ale w ogóle całą opozycję. Salon najprostszą drogą do degrengolady. A z drugiej strony potworny łeb populizmu! W tej sytuacji należałoby opowiedzieć się za salonem. Jednak obie opcje są mi obmierzłe. Właśnie dlatego, że zmusza do takich wyborów, polityka jest dla mnie obrzydliwa. Wolę odrzucić obie opcje – salon i populizm, i tkwić w domu. W luksusie nieponoszenia odpowiedzialności i niepodejmowania decyzji.

6 marca, poniedziałek

Coraz gorzej znoszę dni po nieprzespanych nocach. Więc i dzisiaj do obiadu nie mogę się pozbierać.
Na stolikach blokada; dla „Kurierka” piszę komentarz, że pora skończyć grę pozorów, przestać udawać, że toczą się jakieś negocjacje, że niech załatwią nasi główne sprawy (kontrakt wyborczy i prezydencki w zamian za legalizację „S”) i do domu! A propos „Kurierka”, od wydawcy dowiedzieliśmy się, że region nie chce dać pieniędzy, gdyż gazeta jest „prywatną inicjatywą” (!). To mi
się podoba, region nie powołał „Kurierka”, a ponieważ nie ma nad nim kontroli, to nieważne, że „Kurierek” zaspokaja potrzeby – ba, żądania – członków i aktywistów fabrycznych „S”; wprawdzie psim obowiązkiem RKW byłoby wydawanie takiej informacyjnej gazetki, ale nie chce im się. A teraz, na dodatek, podgryzają. Oto miara upadku!

7 marca, wtorek

Znowu Kiszczak – Wałęsa. Biuro Polityczne z przerwami (i od dwóch dni obróbka pierwszych sekretarzy KW oraz członków KC). Może by łączne obrady BP i KKW? Byłby świetny komunikat. Wygląda na to, że ostatecznie zawarli kontrakt, który będzie jeszcze parafowany przez KC oraz mini-zjazd „S”. Podpis planowany 3 kwietnia. Nie chce mi się nawet spekulować, co do zawartości tego kontraktu. Obawiam się, że przyszłość potoczy się w najczarniejszym wariancie.

8 marca, środa

Najpierw długo, długo nic. A później może jakiś promyk, promyczek, nadziei?! Ale wątpię.

9 marca, czwartek

K. G. przyszedł się mnie spytać, co sądzę o ewentualnym pójściu do pracy w „Tygodniku Solidarność”. Powiedziałem mu, że sam prawdopodobnie, gdyby mi to zaproponowano, bym poszedł, zwłaszcza, że nie widzę, gdzie miałbym się podziać. Nie wiem jednak czy interesują mnie gazety, będące organami. Ja bym już chciał pracować w wolnej gazecie, najlepiej we własnej. Ale skąd ją wziąć?! A, sądzę, M. nie zaproponuje mi pracy. Generalnie wygląda na to, że ostatnia Magdalenka stała pod znakiem
dużych ustępstw władzy. Może dzisiaj wieczorem poznam jakieś szczegóły. Sprawy testujące, to monopol w gospodarce i telewizji, a także nomenklatura w różnych dziedzinach życia.
Geremek szczęśliwy. Rozmawiają z Onyszem i Konopką długo wieczór w pokoju. „Kurierka” chyba będziemy musieli robić na korytarzu. Jak zwykle niezawodny Krzyś Leski pisze praktycznie cały numer. Poprawiam tylko tytuły, czasem wykreślę jakieś zdanie komentujące, czasem dodam parę słów uogólniających – i to dziś cała moja robota.

10 marca, piątek

Kilka minut pogawędki z J.D. na temat kontraktu „S” z władzą. „Przymierzam frak, żeby zostać portierem jakiegoś senatora” – podgaduje J. Nie pytam go o „TS”. Wiadomo, że będzie. J.D. mówi, że musi się psychicznie przestawić na nową sytuację. Czy to prawda, pyta, że Ernest będzie prowadził dziennik na czas kampanii wyborczej? Takie chwilowe przedsięwzięcie raczej nie ma sensu.

11 marca, sobota

Intensywnych zajęć ubocznych ciąg dalszy. Słyszę tylko lewym uchem, jakoby dziennik opozycyjny miał być na stałe, a na czas kampanii wyborczej specjalnie temu poświęcona gazeta. Dziennik byłby wielkim przełomem.

12 marca, niedziela

Jak słyszę, władza wycofała się z uzgodnionej – i niedemokratycznej – ordynacji wyborczej. Niestety, nie w stronę demokratyczną. Szkoda, byłoby to zabawne. A tak jest po staremu: koniec przerwy – zanurzamy się. Nasi mówią, że to zagrywki taktyczne. Co mają mówić, skoro postawili na tego konia? Teraz nie wiem, co władza musiałaby zrobić, żeby Lechu wstał od stołu...

13 marca, poniedziałek

„Kurierek” jakiś taki bezbarwny. Albo nuda, albo zniechęcenie. Brak mi wigoru.

14 marca, wtorek

Jednak RKW, po zażartej dyskusji i kilkakrotnych zmianach decyzji, przydzielił trochę grosza „Kurierkowi”. Za to Fundusz Inicjatyw Prasowych „S” i SDP odmówiły pomocy. Ani to inicjatywa, ani dziennikarstwo...
W Płocku wydaje się, że jesteśmy w przede dniu wybuchu. Rozwiązali MPK, trwa strajk głodowy i groźba strajku powszechnego w mieście. Wygląda to na prowokację większego kalibru. Od razu przypomina mi się Bydgoszcz w 1981 r. i przewidziany dla niej scenariusz. Ciekawe, czy tu chodzi o to samo i jaki będzie przebieg dalszych wydarzeń. Marysia twierdzi, że wszyscy ludzie jakich spotyka, są zniechęceni i oklapli. A przecież, dodaje, można sobie znaleźć jakieś sensowne zajęcie. Jak się chce i dobrze poszuka... Zapomniała szybko jak sama zachowywała się w tym kraju jeszcze kilka lat temu.

15 marca, środa

Według K. W., Komitet Obywatelski dzieli się już wyraźnie na partię wewnętrzną i partię zewnętrzną. Ci z partii wewnętrznej są bardzo nerwowi i przez całe niedzielne zebranie manipulowali wręcz gorączkowo. Pojawił się – kontynuuje K. – z powrotem Modzelewski, który zaraz na początku dyskusji zaproponował głosowanie nad dokumentem popierającym negocjatorów i ich osiągnięcia. Michnik opowiedział anegdotę o Żydzie, który narzeka w bożnicy, że znowu nie wygrał na loterii. Daj mi szansę, mówi Bóg, i kup los. Że to niby ten naród nigdy nie dał szansy Bogu? Odpowiedział mu Woźniakowski anegdotą krakowską: spotyka Józko Kazika i mówi: pożycz mi tysiąc złotych. Nie mam, mówi Kazik, mam tylko pięćset. Dobrze, mówi Józko, daj pięćset i pięćset będziesz mi winien. Po czym Woźniakowski wyszedł. Partia wewnętrzna parła do bezdyskusyjnego przyjęcia linii negocjatorów.
Część KO krzyczała, że przecież oni mieli być ekspertami, doradcami, nie jakimś ciałem politycznym (teraz się obudzili! A jak przyjdą miejsca w Senacie, to też chyba nie będą mieli nic przeciw temu?!),  część ostrzegała. Np. Bortnowska, żeby uważać, bo możemy zostać powieszeni na gałęziach razem z komunistami, albo Wajda – że serial pt. „Goście Mazowieckiego” w reżyserii Andrzeja Wajdy to nie jest to o co chodzi i nie zainteresuje on telewidzów (podobno na tym ma polegać te pół godziny w telewizji dla „S”). Jednak Michnik, Kuroń i Wałęsa parli do zaakceptowania, no i Mazowiecki, Geremek, oczywiście, także. W trakcie dyskusji okazało się, że samorząd – dupa, stowarzyszenia
– dupa, prawo – coś czego nie warto nawet brać, górnictwo – dupa. I co, to ma być zaakceptowane?! W efekcie, napisali papier o niebezpieczeństwie i ryzyku. No, ale wchodzą. Zwłaszcza, że Geremek straszy, że beton jest strasznie silny i wszystko odbierze, jeżeli się nie podpisze tego, co jest teraz.
Miał być zwołany w Gdańsku sejmik „S”, ale po uchwałach dwóch regionów, że cena wyborów i prezydenta za „S” jest zbyt wysoka, wycofają się chyba z sejmiku i zwołają w niedzielę tylko tzw. aktyw. Skąd my to znamy?!

16 marca, czwartek

Ciekawa propozycja, ale nie związana ze stołem. Na poczcie dowiaduję się, że prenumerata nie będzie roznoszona przez listonoszy. To co z gazetami? Chciało się przez lata judzić ludzi, namawiać do strajków, to będę teraz miał za swoje! Dobrze mi tak.

17 marca, piątek

Z rana dzwoni Wojtek A. z prośbą o pomoc przy robieniu „Who is who” naszej delegacji przy „okrągłym stole”. Obiecuję współdziałać, gdyż nie wypada przecież zostawić kolegi, choć sam co do pomocy innych – przy „Kurierku” – mam złe doświadczenia. Wszyscy się wypinają. Może dlatego wstyd mi odmówić Wojtkowi?

18 marca, sobota

Podobno kiedy strona rządowa oznajmiła przy jednym ze stolików (prasowym czy prawnym?), że nie ma kompetencji, to opozycja wstała i zagroziła wyjściem. Strona rządowa poleciała do telefonu i za chwilę już miała kompetencje; otrzymała je po drucie – opowiada mi to zemocjonowany Wojtek. A mnie się przypomina rok 1981 i identyczne sytuacje. Rząd gra starymi, znaczonymi kartami i wcale się tym nie krępuje.

19 marca, niedziela

Od piątku trwa kryzys w negocjacjach, gdyż rząd wniósł do sejmu projekt ordynacji wyborczej i o urzędzie prezydenta w kształcie innym niż wstępnie uzgodniony przy stole. Ciosek i Gdula, po ostrym proteście Onyszkiewicza, zorganizowali spotkanie z Geremkiem, Mazowieckim i innymi; tam ponoć gorąco przepraszali, ale żeby nie zwracać na to uwagi, gdyż w sejmie zaraz się wszystko zmieni zgodnie z ustaleniami przy stole. To też stary numer. Granie na różne frakcje, Jaruzel tylko ręce zaciera i bezpiecznie tkwi ponad tym wszystkim. Z Jankiem długa rozmowa o polskich szansach. J. jest optymistą i pochwala Wałęsę. Ja nie jestem przeciw niemu, ale ogarnia mnie sceptycyzm. Poza tym sądzę, co jasno sobie uświadomiłem już kiedyś, że bez rozwiązania kwestii własności w Polsce, nie ma zapewne o czym mówić. Wszystko będzie kulawe, ułomne. Jak to zrobić? Bo ja wiem? Najbardziej
trafia mi do przekonania pomysł liberałów z Gdańska, żeby rozdać wszystkim obywatelom akcje (bon na akcje?). A resztę ureguluje giełda i rynek.

20 marca, poniedziałek

Z J.D. rozmawiałem przez telefon, pytając czy szykuje się do pracy (w „TS”), a on na to, że nie wie do czego byłoby teraz słuszne ludzi agitować, do czego przekonywać. Pomyślałem, ale nie powiedziałem (dlaczego?), że czas nie na agitki i propagandę, ale na przekazywanie tego, co wiadomo, na ukazywanie, na relacjonowanie. Nastrój mam jednak podobny do D. Czerw zwątpienia drąży...

21 marca, wtorek

Z mojej winy nie wkleiliśmy w makietę „Kurierka” relacji o obradach stolika związkowego. Zorientowałem się o tym późno w noc. Czy ktokolwiek, łącznie z kolegami z „Kurierka”, to zauważy? Oto test na czytelnika! Plotki, plotki! Nie widzę sensu, żeby je tutaj powtarzać. Wczoraj w rozmowie z Wojtkiem A. pomyślałem przez chwilę, że takie plotki byłyby najciekawsze dla czytelnika i czymś w rodzaju bomby podłożonej sobie pod tyłek przez autora. Z kolei, jeżeli nie ma tych plotek, to co kogo
obchodzą jakieś mdłe dywagacje czy pospolite skojarzenia? Na szczęście, przyjdą święta i będzie można zrobić przerwę w tych zapiskach.

22 marca, środa

Już nawet chyba przed samymi sobą nie tają, że dali dupy?!

23 marca, czwartek

Kazik Wój. Powiedział do mnie z zatroskaniem, że ludzie chyba nie dojrzeli politycznie do wykorzystania szansy, jaką stworzył im „okrągły stół”. Biedni ludzie! Znowu będzie na nich. A przecież, jak twierdzi jeden z uczestników stołu, osiągnięto przy nim tak wiele!
Ile? I co?

24 marca, piątek

Post i sprzątanie. Na kilka dni spokój z polityką.


25 marca, sobota

A jednak nie do końca spokój. Zadzwoniła Teresa K. w sprawie jakiejś książki. Przy okazji, rozmowa o stole. I tak wszystko wypełni się treścią później, mówi Teresa. Nie ma się teraz czym przejmować.

28 marca, wtorek

Dzisiaj podobno spotyka się „mała krajówka”? W Gdańsku? W Warszawie? Nawet tego nie chciało mi się dowiedzieć. Wiadomo doskonale, że muszą ratyfikować znany układ.

29 marca, środa

Na piłkę przyszedł Marek M. Ledwo co wrócił z Paryża. Mówi, że nie przypuszczał, że takie gówno zastanie (myślał o stole i jego efektach). A w Paryżu tego nie widać? – pytam. Owszem. Ale nie do tego stopnia. Książę zachowuje zdrowy dystans. „Kontakt” jest cały za rozmowami, jakby nie wiedział, że to bicz na jego dupę. Mówi Marek: w Paryżu w 15 minut można dowiedzieć się ważnych rzeczy i załatwić coś istotnego. A tu? Byłem w kawiarni „Czytelnika”, spotkałem paru facetów, którym wygryziono jaja i przez półtorej godziny nie dowiedziałem się niczego. Wieczorem byłem – ciągnie M. – na spotkaniu radiowo-telewizyjnym, trzy godziny. – I też niczego się nie dowiedziałeś? – No, nie, dowiedziałem się. Że mogę pracować w telewizji, jeżeli zechcę. – A kto będzie szefem? – pytam. – Jak to kto? Urban!

30 marca, czwartek

Przy „Kurierku” czyjeś spostrzeżenie: co to jest, że „Kurierka” o stole robią sami przeciwnicy stołu i linii Wałęsy! Ale to niezbyt trafne ujęcie. Owszem, krytycy tej linii, raczej stosowanych metod i niektórych koncepcji. Tak w ogóle jednak zwolennicy ewolucji i przemian stopniowych; w tym sensie zwolennicy porozumienia. Lecz nie za każdą cenę i nie w każdej sytuacji (z każdym?).

31 marca, piątek

Czy Wałęsa zostanie prezydentem? Wycofuje się teraz. Dlaczego? Żeby wrócić jak się już wszystko rozsypie i okaże się, że Polacy niczego nie potrafią. Dlatego też nie musi się specjalnie przejmować zawieranym kontraktem.
Spotkanie z negocjatorami przy stoliku mass-mediów. H.Ł. zadowolona bardzo z siebie, chociaż dla tych, co zostają pod podłogą niczego nie załatwiono. Korzyści głównie dla tych, co wychodzą na powierzchnię, co chcą się normalizować. Niezależnie od intencji negocjatorów – nikt nie wątpi, że były jak najszlachetniejsze – taka jest wymowa polityczna efektów tego stolika.

1 kwietnia, sobota

Kontynuując zapiski z wczoraj. W wyniku stolika mass-mediów, w II obiegu powstaną trzy grupy: tych, którzy wychodzą na powierzchnię (normalizują się), tych którzy zostają i nie będą ścigani przez policję, przynajmniej nadmiernie (np. PWA, KOS, Nowa Gazeta) i ci, których policja będzie niszczyć (np. „Solidarność Walcząca”). Oto jest polityczny efekt tego stolika. Plus dezintegracja w II obiegu, a taka jest w tych warunkach nieuchronna, no i wszelkie resentymenty, konflikty, anse itp. Przecież to małe środowisko, może z 1000 osób? Byłem dzisiaj na kongresie kultury niezależnej. Wielki jubel, i jak to zwykle w takich wypadkach, nudny, ceremonialny, targowisko próżności i parada ambicyjek. Cel – jak tylko wszedłem do gmachu Auditorium Maximum i usłyszałem głos Geremka z głośników, jako prowadzącego obrady, stał się dla mnie jasny – przyklepanie przez środowiska twórcze uchwał „okrągłego stołu”. No i przyklepano, w nastroju dosyć triumfalistycznym, w czym celował Bujak. Jeden Bielecki (Czesław) zapytywał trzeźwo czy nikt nie widzi wielkich niebezpieczeństw wynikających ze stołu: legitymizacji władzy i utraty tożsamości przez opozycję?! Przestrzegał też Bielecki, że triumfalizm obecny na tej sali jest nastrojem mniejszości, że większość społeczeństwa widzi wspomniane niebezpieczeństwa, boi się ich, i ma diametralnie inne nastroje niż ta sala. Dowiedziałem się smakowitej rzeczy. Otóż, jesienią w paryskiej „Kulturze” ukazał się tekst Rafała Grupińskiego, będący pamfletem na Pinów (Polskich Intelektualistów). Tekst częściowo mi się podobał, częściowo wywołał mój sprzeciw. Napisałem krótki tekścik, który wysłałem do Księcia. Tymczasem, „Vacat” postanowił wydrukować oba głosy: Grupińskiego i mój. Ale oto „Vacat” drukowany jest przez NOW-ą. Ktoś wyłapał ten dwugłos; czujnie – a i słusznie – zauważył, że moja wypowiedź jest tylko częściowo polemiczna wobec Grupińskiego, nadto w kluczowej sprawie, czyli ocenie Pinów idę jeszcze ostrzej i dalej niż Grupiński. Pod pozorem polemiki dopieprzam Pinom. NOW-a zażądała od „Vacatu” wycofania obu tych tekstów, gdyż inaczej nie będzie drukować pisma. I to już w ogóle! „Vacat” postawił się. Ale na jak długo? I jak to się zakończy?!
Ponoć najbardziej urażony tekstami czuje się Adam M. W każdym razie, niezła wiadomość jak na kuluary kongresu kultury niezależnej...

2 kwietnia, niedziela

Rozmowa z Giełżem. Przedstawiłem mu koncepcję zbudowania dziennika niezależnego. Po chwili konsternacji i niewiary, zapalił się. Może rzeczywiście warto uruchomić maszynerię?! Co do ocen politycznych obecnej sytuacji, mamy zgodne: linia polityczna Wałęsy nie ma sensownej, poważnej alternatywy, ale to szkoda, gdyż linia ta jest mocno wątpliwa i ryzykowna.

3 kwietnia, poniedziałek

Ernest nie stracił jeszcze nadziei na „Gazetę Wyborczą”. Ale – mówi  – nie układa się dobrze; po pierwsze dlatego, że Michnik, po drugie, że miałaby to być „TM-ka”. Po trzecie ponieważ nie chcą się zgodzić na X. jako menedżera, a przecież chodzi o nowoczesną gazetę, nie gazetkę... Swoją drogą, cóż też oni – Ernest i Paszyński – widzą w tym X. Przecież facet zachował się nielojalnie w sprawie „Miasta” (z tym, że jeszcze we wcześniejszej fazie, gdy był w „Mieście” zachował się nielojalnie wobec mnie, ale za pozwoleniem Olka i Chmiela; więc czuł się zapewne w porządku generalnie, zrobił to, co mu było wolno, na co wcześniej mu przyzwolili).
Jakieś kwasy coraz intensywniejsze wokół „Kurierka” i mojej skromnej osoby. Ludzie A.M. chodzą i kręcą nade mną głowami, cmokają i mówią, że – ja – albo, że „Kurierek”, to coś nie tak. No, dobrze – spytał Jerzy D. w sprawie „Kurierka” – ale co jest nie tak. – No, no, to się... tak dobrze czyta! – A co z K.Cz. – spytał z kolei Heniek – co jest z nim nie tak? – No, ho... – No, co?! – No, on był w wielu firmach i... on jest leniwy! (Zapewne z lenistwa robi też „Kurierka”?). I trzeci przykładzik. Opowiadał Teoś, że na Deotymy, w miejscu spotkań działaczy „S” z regionu, na rozmaitych spotkaniach i zebraniach robotnicy pytają o „stół” i atakują, dlaczego delegacja „S” oddała to czy tamto. A pytając o to, mają w  łapie „Kurierka” i powołują się na jego treść. Wystarczy grzechów! Z komunikatów z Magdalenki wynika, że impas całkowity. Musi teraz nastąpić przesilenie.

4 kwietnia, wtorek

Giełż przestraszył się ewentualnej kooperacji. – Byłem już flekowany, pod obcasami – powiedział mi szczerze. – Nie chcę tego przeżyć po raz drugi. A w ogóle to zgadzam się z tobą, myślę tak samo. No i bawimy się dalej. W rozmowach zamiast przesilenia, kumulacja. Kiedy pierdolnie?!

5 kwietnia, środa

Dzisiaj KKW i konieczność zdecydowania czy podpisujemy kontrakt z bombą z uruchomionym zapalnikiem w postaci sporu o indeksację?! Słusznie powiedział wczoraj Bugaj: nie zazdroszczę moim przyjaciołom z KKW podejmowania decyzji. Ale sam do niej doprowadził! Podobno o 15-tej planuje się podpisanie układu przy stole. Prawdziwe schody jednak dopiero się zaczną. Jak znaleźć się między demagogią OPZZ, a koniecznością ochrony poziomu życia rodzin? Jak w tym konflikcie jednocześnie budować Związek, robić wybory, inicjować i popychać reformy. Jak? Podpisano dopiero późno wieczór. Po kabaretowo-żałosnej przepychance w wykonaniu Miodowicza. Ale wszystko jest doskonale znane i nie ma co pisać. A ja już sądziłem, że szykuje się afera po bezpardonowym – merytorycznie słusznym lecz w formie fatalnym – wystąpieniu Michnika o OPZZ.
Tę noc jeszcze za hotel zapłaci PRON, ale jeżeli Wałęsa będzie chciał nocować z czwartku na piątek, to musi zapłacić sam. Kto zapłaci? Region odmówił. Niech płaci KKW. Swoją drogą zabawne, PRON płacił za wszystko, ale machina biurokratyczna robi swoje. Stół był do nocy ze środy na czwartek, i też do tego momentu księgowość uzna rachunki. Co potem, to won! Drugie jeszcze zabawniejsze: PRON płaci za „S”. Nie lepiej wziąć od Kongresu Amerykańskiego?

6 kwietnia, czwartek

Od rana dzika gonitwa. Po pierwsze, dlatego, że są konferencje prasowe po stole. Po drugie, trzeba błyskawicznie zebrać materiał do „Kurierka”. Wczoraj w URM-ie Biuro Polityczne (bez Jaruzelskiego) nie mogło ujarzmić Miodowicza, w związku z tym załatwiło „S”. „S” (w osobach Geremka, Mazowieckiego, Gila) długo nie chciała się zgodzić na zmianę ustalonego porządku przemówień. Dopiero, gdy Ciosek powiedział, że stół zostanie przerwany, a rząd wyda komunikat, że niczego nie podpisano dlatego, że „S” nie chciała się zgodzić, żeby Miodowicz mówił jako trzeci, „S” ustąpiła. Skąd był wcześniej ten upór? Po co? Przecież dzięki tej imprezie kol. Miodowicz stał się dla całego aparatu niekwestionowanym liderem. Siedzi w OPZZ i mówi: chodźcie do mnie! Będę wam przewodził. Razem wygramy. Po południu kończymy „Kurierka”. Jest to już ostatni akcent „okrągłego stołu”. Wyrzucam gazety z ubiegłych dwóch miesięcy.


Fragment książki "Pierwsze podejście. Zapiski naocznego świadka".

6 lutego, poniedziałek
Wieczorem jestem z Jackiem w „Zachęcie” na wystawie fotografii
Tomka Tomaszewskiego „Poszukiwanie Ameryki”. Trudno ją znaleźć!
Tłok większy niż w sklepach, ponieważ nie „bywam”, to zapomniałem,
że wernisaż nie jest okazją do podziwiania dzieła, ale w najlepszym wypadku
samego twórcy, a najpewniej różnych kreacji i „postaci”. Od Jarka
i Krzysztofa B. pierwsze „przecieki” na temat „okrągłego stołu”, który
zaczął się parę dni temu. Zdaniem Jarka znakomite było, choć przypadkowe,
że delegacja „S” przyszła do Pałacu Rady Ministrów piechotą
(z pobliskiej Karowej, gdzie mieści się nasze Biuro Organizacyjne). Przed
Pałacem stał kilkutysięczny tłum ludzi, obserwując jak kolejne delegacje
i notable podjeżdżają luksusowymi limuzynami. Ludzie sądzili zresztą, że
Lechu jest już w środku, czekali, że może pokaże się w oknie. A tu niespodziewanie
tup, tup, patrzą, Lechu i inni zasuwają chodnikiem. Wrzawa,
oklaski, nader „wrogie okrzyki” (dla władzy). Świetne wejście!
Z kolei Krzysztof B. mówi o niezaplanowanym wejściu w dyskusję
Siła-Nowickiego, który po przemówieniu Kiszczaka nacisnął guzik,
że chce zabrać głos i zmusił wszystkich obecnych do uczczenia minutą
ciszy poległych księży Niedzielaka i Suchowolca. „Aby cień tych spraw
nie zaważył na obradach”.
Szkoda jednak, że pojechałem do „Zachęty”. W efekcie nie obejrzałem
telewizyjnej retransmisji obrad „okrągłego stołu”, a i fotografii Tomka
też nie. Wieczorem jeszcze kilka kolejnych głosów ze „stołu”. M.in.
znakomity Pietrzyk, górnik, który wyrąbał o poległych za „S” w kopalni
„Wujek” oraz podziękował wszystkim strajkującym w maju i sierpniu
ub.r. Miodowicz gra na populistyczną nutę, przy tym zażądał zniesienia
cenzury. Ciekawe, że Turowicz (red. naczelny „Tygodnika Powszechnego”) pogodził się z cenzurą. Myślę, że takich niespodzianek czeka nas
jeszcze więcej.
7 lutego, wtorek
Rano jestem na konferencji u Onyszkiewicza (na UW), ale niewiele
z niej wynika. Janusz z góry zapowiada, że nie będzie mógł powiedzieć
nic konkretnego, gdyż stanowisko „S” zostanie przedstawione przy okazji
dyskusji, negocjacji przy kolejnych „stolikach”. Mimo to chmara dziennikarzy
pyta. Onysz wije się zręcznie, czyli bez okazywania znużenia czy
zniecierpliwienia. Ale podaje też jedną b. ciekawą informację, mianowicie,
że delegacja „Sajudisu” (ruch społeczny z Litwy) była u Wałęsy
i zaprosiła przedstawicieli „S” na 16 lutego, z okazji dnia niepodległości
Litwy. Oczywiście, dodał Onysz, ze względu na „okrągły stół” nikt z „S”
nie będzie mógł pojechać. Takie bajdurzenia niech sobie między bajki
włoży! Nikt nie może! Oczywista bzdura. Chodzi zapewne o to, że Rosjanie
już zaczynają się oswajać z „S”, ich prasa pisze o „S” bez sympatii,
ale i bez zaciekłej wrogości, a zatem – „wyższa polityka”, nie popsuć tego
procesu jakimś zbyt radykalnym gestem.
Po konferencji, z kolegami na kawie. Problem czy wydawać gazetkę
relacjonującą na bieżąco, codziennie, „okrągły stół”. I czyja poligrafia to
udźwignie, nie mówiąc o tym czy starczy materiału (to znaczy, na razie
nie, ale od przyszłego tygodnia, gdy rozkręcą się poszczególne stoliki,
chyba tak). Charakterystyczne, że np. „Tygodnik Mazowsze” nie chce
takiej gazetki; boi się narazić komentarzami „dyrekcji”? Na razie są tym
zainteresowane PWA, KOS, Wola, „Nowa Gazeta”...
Z rozpędu dałem się zaciągnąć do naszego Biura Organizacyjnego na
Karowej, zresztą i tak miałem tam wpaść, żeby upewnić się czy wpisano
mnie na listę uczestników konferencji prasowych Onysza i pobrać stosowną
kartę akredytacyjną. Kart jeszcze nie było. Za to złapał mnie Moskwa
i razem z Onyszem zaproponowali, żebym nagrywał na video fragmenty
DTV o „okrągłym stole” (i inne odpowiednie audycje) i codziennie rano
przekazywał im swoje uwagi, np. co do linii propagandowej, przekłamań
itd. Nie wypadało odmówić, wiem, że coś takiego ktoś powinien robić.
Zgodziłem się. Oznacza to jednak kompletne „ugotowanie” na najbliższe
dwa miesiące (minimum 4 dtv plus inne audycje dziennie!). Moja jedyna
szansa, to że Biuro nie zdoła wypożyczyć dla mnie video! Gdy Moskwa zastanawiał się jak to zrobić, podrzuciłem, że na pewno ksiądz J. ma odpowiedni
sprzęt, ale M. nie odbił piłeczki i na poważnie zaczął rozważać,
z której parafii pożyczyć. Rozmawialiśmy też razem w Firmie, ale oni
będą za to chcieli pieniądze i jeszcze nie wiadomo ile.
Wieczorem SDP, z udziałem niektórych „gazetek”. Żałosne przedstawienie!
Nie można, twierdzili poważni koledzy, w stanowisku SDP na
„stolik prasowy” iść dalej niż idzie strona społeczna w „dużym stole”. To
znaczy nie można np. postulować zniesienia cenzury czy też prawa do
założenia własnej telewizji. Ot, lepiej mieć „własny kącik” w państwowej
telewizji, np. półgodzinną audycję raz w tygodniu i stopniowo się rozrastać.
Zresztą, mówili mędrcy, gdyby nam dali telewizję, to byśmy jej
nie udźwignęli! Dlaczego? Nie wiadomo. I kto to są ci „my”?! Sądzę, że
dalibyśmy sobie radę, a od pożytecznych pomocników nie moglibyśmy
się opędzić. Wyszedłem z tego spotkania wcześniej i nie powiedziawszy
ani słowa. Napyskowałem się już nieraz wcześniej. Tym razem nie widzę
sensu; tutaj i tak niczego sensownego się nie załatwi. Może złożę odpowiedni
papier bezpośrednio do stolika?
L. powtórzył mi coś, co mówił już wcześniej, przy okazji X plenum
KC. Otóż, jego zdaniem, w trakcie drugiej części plenum, Ciosek zaaranżował
podpisanie umowy między Czyrkiem i Mazowieckim (plus
Ciosek i Orszulik), że w zamian za relegalizację „S”, opozycja – a właściwie
„S” – nie zbojkotuje wyborów i podżyruje kredyty dla rządu na jego
politykę gospodarczą. L. twierdzi, że kasety video z zamkniętej części
plenum były dostarczane na bieżąco do Episkopatu i stanowiły główny
materiał, wspomagający zawarcie umowy. Umowa była niezbędna dla
„bandy czworga” ( Jaruzelski, Siwicki, Rakowski, Kiszczak), żeby miała
pewność, że „S” nie zlekceważy jej manewru na plenum. L. Rozmawiał
dzisiaj z jednym księdzem kurialnym, który à propos „okrągłego stołu”
powiedział: Panie L., czym tu się ekscytować, wszystko zostało przecież
z góry umówione, teraz odbywa się tylko spektakl dla gawiedzi.

8 lutego, środa
Zapomniałem wczoraj zapisać, co powiedział mi Jacek M. Otóż, z tym
dojściem delegacji „S” na piechotę, wszystko było precyzyjnie zaplanowane
wcześniej. Taka zagrywka. Świetnie wypaliła, a ojcem pomysłu nie
wiadomo kto jest. Jakoś się tak zrodził zbiorowo. Co do Pietrzyka (któego wystąpienie bardzo chwaliłem), M. mówi, że wiele godzin musiał
przekonywać Mazowieckiego, że warto Pietrzyka dopuścić do głosu przy
„dużym stole”. Okazuje się także, że Miodowicz miał kilka perfidnych
zagrywek kuluarowych. Najpierw wręczył Pietrzykowi jakąś kopertę.
Okazało się, że jest to nagroda pieniężna OPZZ za prowadzenie przez
Pietrzyka klubu sportowego na Śląsku. Gdy ten się zorientował, co jest
grane, to jak była jego kolej na zabranie głosu, powiedział, co zrobił Miodowicz,
dodał, że nie życzy sobie żadnych nagród z OPZZ, wstał i odniósł
kopertę Miodowiczowi. Wrócił na miejsce i dopiero zaczął swoje
wystąpienie (dobrze mu poszło – to komentarz Jarka, świetnie znającego
Śląsk i działaczy „S” stamtąd – gdyż się wkurwił, Pietrzyk potrzebuje
takiego wkurwienia na rozruch).
I druga zagrywka Miodowicza, podleciał do Gila w kuluarach z okrzykiem:
Mietek, co tam słychać w naszej hucie?! Za Miodowiczem już pełzły
kamery i mikrofony, już miało być uwiecznione spotkanie „dwóch
hutników”, już Miodowicz wołał kordialnie: Mietek, ależ ci broda posiwiała!
Gil stał jak zamurowany, ale ktoś czujny z boku zahuczał: Posiwiała,
bo trzy razy kiblował! I Miodowicz zwinął się w pół kroku, kamery
trach w inną stronę... Po zabawie.
Aha, jeszcze jedno. Mówił mi wczoraj Boguta, że Michnik zwrócił się
do Kiszczaka w jego sprawie (Grześ od wielu lat nie dostaje paszportu).
Na co Kiszczak: Panie Adamie, ja już o tym słuchać nie mogę, jest pan
dzisiaj piątą osobą, która się z tym do mnie zwraca. Boguta dostanie paszport.
Przyrzekam.
Wspaniałe – dla Grzesia paszport, a dla mnie to „Panie Adamie...”.
No, a teraz o samej środzie. Profesorzy radzą o gospodarce. Temat
raczej znany. Jak powiedział przypadkowo spotkany na ulicy w porze
obiadowej Aleksander P., to nie jest grono do decyzji. Zebrało się seminarium,
a poszczególni prelegenci i tak doskonale znają swoje poglądy
i oceny. Niech się wygadają. Rząd może użyczyć Pałacu na miesiąc czy
dwa. Prądu na oświetlenie sali też wystarczy. Jednocześnie A. P. jest tajemniczy
i nie chce nic powiedzieć. Ale ponieważ jest z natury uprzejmy,
stoi i uśmiecha się życzliwie. Gdyby go przycisnąć puściłby może farby.
Nie chcę jednak, nudzą mnie „kulisy” tego przedstawienia.
Moją niechęć utwierdza konferencja prasowa w Auditorium Maximum.
Zasiadło za stołem chyba ze stu profesorów z „S” (i jeden dok-
tor Bugaj). Klarowali przez wiele minut znudzonym dziennikarzom problem
inflacji. Nad salą zaś wisiała sprawa strajku w Bełchatowie i przykrej
pogłoski jakoby został tam przez strajkujących wygwizdany Alojzy Pietrzyk,
wysłannik Lecha, ten, który tak ładnie przemówił pierwszego dnia
„okrągłego stołu”.
Spotykam na sali Gila, uczestnika dzisiejszych negocjacji. Pytam czy
poruszano sprawę uwłaszczenia nomenklatury (pytany wcześniej Paszyński
zaprzeczył), Gil potwierdza – i mówi, że to ważne, że oni tam
w Krakowie mają na to dokumentację, będą gardłować. Obiecuje mi
udostępnić tę dokumentację.