"Daliśmy im już palec, a oni chcą rękę". Arciszewska-Mielewczyk o korzyściach mniejszości niemieckiej z rządów Tuska. NASZ WYWIAD

fot. premier.gov.pl
fot. premier.gov.pl

Polski rząd pochwalił się wypełnianiem umowy z 2011 r. i wypłaceniem mniejszości niemieckiej zadeklarowanej sumy - prawie 80 milionów złotych na potrzeby edukacyjne. Rząd niemiecki "pochwalił się" w tym samym czasie, że wstrzymał wszelkie dotacje w wysokości 328 tysięcy złotych (w przeliczeniu na euro) dla organizacji polonijnych w Niemczech.

CZYTAJ WIĘCEJ: Polska przeznacza dziesiątki milionów dla mniejszości niemieckiej na Opolszczyźnie. W tym samym czasie RFN wstrzymał wsparcie finansowe dla Polonii

To absolutnie nie jest żart, ale relacje rządu Tuska wobec zachodniego sąsiada są jak ze sceny z "Misia" Barei, gdy klient prosi o płaszcz, a szatniarz mówi: "nie mamy go i co nam pan zrobi"?

O klientelizmie rządu w Warszawie wobec Berlina rozmawiamy z Dorotą Arciszewską-Mielewczyk, posłanką PiS, szefową sejmowej komisji ds. mniejszości polskiej w Niemczech.

 

wPolityce.pl: Rażące dysproporcje w traktowaniu Polaków w Niemczech i Niemców w Polsce są faktem. Wielkie dotacje polskiego podatnika dla Niemców żyjących w Polsce i zerowe dotacje niemieckiego podatnika dla Polaków żyjących w RFN to tylko jeden z przykładów.

Dorota Arciszewska-Mielewczyk: To akurat nie jest dla ma nic nowego, ani zaskakującego. Ten rząd już w niczym nie dziwi, bo przecież obserwuję wszystkie kroki tego rządu wobec Polonii, w tym przejęcie funduszy na nią przez MSZ z rąk Senatu.

Ta władza nie przejawia w ogóle zainteresowania wywieraniem presji na zachodniego sąsiada w sprawie przestrzegania traktatu z 1991 r. Nikt z rządu Tuska nie zajmuje się tymi sprawami i to od dwóch kadencji. Umywa ręce Władysław Bartoszewski, który nie przychodzi na komisje, aby udzielić nam jakiejś informacji. Ciągle słyszymy te same argumenty, czyli że jest wszystko w porządku.

Stąd też moja niedawna inicjatywa, aby powołać osobną komisje działającą na rzecz mniejszości polskiej w Niemczech.

 

Tyle tylko, że nawet pozbawienie władzy Tuska i jego ludzi nie musi przynieść zrównoważenia tych dysproporcji, bowiem jeśli się coś komuś dało, to trudno to zabierać. Mam na myśli dotacje dla mniejszości niemieckiej.

Nieprawda! Ustawa o mniejszościach to jest indywidualna sprawa każdego rządu. Nie ma jakiejś dyrektywy, czy ogólnie obowiązujących przepisów, które mówią jak ma wyglądać polityka wobec mniejszości narodowych.

Nasza obecna ustawa może być „wzorem dla całego świata”. Wszystkim dajemy pieniądze i wszyscy za polskie pieniądze mogą się swobodnie rozwijać. Tylko, że w ustawie nie są wpisane prawa, lecz przywileje mniejszości. Prawa ma każdy obywatel Polski, przywileje mają mniejszości.

Te nierówności w traktowaniu Polaków w Niemczech można dość łatwo ukrócić. Wystarczy odebrać środki przeznaczone dla mniejszości niemieckiej w Polsce i dać je Polonii. Miał to robić rząd federalny, ale skoro tego nie robi, to musi to uczynić państwo polskie.

 

A czy wyobraża sobie pani to wycie lobby niemieckiego nad Wisłą? Nie po to nasi sąsiedzi zbudowali tu całą sieć przyjaciół, w mediach, w rządzie, w establishmencie, wśród intelektualistów, aby spotykać się z nimi na rautach. Oni mają służyć interesom niemieckim!

No ale co z tego? Jasne, że sobie wyobrażam te krzyki. Dlaczego polskie władze mają ciągle obłaskawiać? Czemu polska strona ma być ciągle chwalona de facto za to, że pozwala na złe traktowanie swoich rodaków w obcym krajów? Platforma Obywatelska nie wpadła nigdy na to, że politykę robi się na zasadzie: „coś za coś”. Jeżeli chcemy coś osiągnąć, to musi się to odbyć czyimś kosztem. Dlaczego to my musimy być zawsze na straconej pozycji i ciągle coś tracić? Aby druga strona mogła nas pochwalić za „dobre stosunki”? No pewnie, że są to dla nich „dobre stosunki”. Lepsze być nie mogą, skoro we wszystkim widzą ustępstwa.

Jednak nigdy na tym się nie kończy, bo Niemcy chcą jeszcze więcej. Zapisy „okrągłego stołu” z czerwca 2011 r. idą naprawdę daleko we wspieraniu mniejszości niemieckiej przez Polskę. Daliśmy im już palec, a oni chcą rękę. A nasi rodacy w RFN nawet tego „palca” nie mają. Na dodatek nie oddają im tego, co im w 1940 r. bezprawnie odebrano. Przecież Niemcy utrwalają stan prawny, który wprowadziła III Rzesza. Czas z tym skończyć, bo z dotychczasowych działań rządu Tuska absolutnie nic dobrego nie wynika.

Rozmawiał Sławomir Sieradzki

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...