W każdej rozmowie o Majdanie pojawia się wzmianka o zbrodni wołyńskiej i o zakusach wobec Przemyśla. Samotność Majdanu staje się faktem

PAP/EPA
PAP/EPA

Dziesięć lat temu, podczas „Pomarańczowej Rewolucji” w 2004 roku, polskie media non stop przekazywały informacje o tym, co dzieje się na Ukrainie. Obecnie ograniczają się one do zdawkowych relacji i jest to w serwisach informacyjnych trzecia lub czwarta informacja okraszona komentarzem, że jeszcze opozycja na Majdanie nie skłoniła demokratycznie wybranych władz do zawarcia kompromisu.

To, co dzieje się na Ukrainie wydaje się znaczyć tyle samo, co wydarzenia w Nowej Zelandii. Wcześniej pojawia się w takim serwisie na przykład informacja o zagrożeniu kotów spowodowanym mrozami, lub informacja o urodzeniu się syjamskich bliźniaków zrośniętych brzuszkami z komentarzem lekarza i wywiadem ze szczęśliwą mamą i dziadkiem. Zidiocenie można by pomyśleć. Otóż nie. Jest to świadoma polityka odpolitycznienia świadomości ludzi i kształtowania idiotów. Słowo idiota traktuje jako opisowe, zgodnie z jego pierwotnym greckim znaczeniem. Idiotes to grupa ludzi, która nie jest zainteresowania życiem publicznym w przeciwieństwie do Polites. Polites to ludzie żyjący w cnocie dobrego i aktywnego uczestnictwa w życiu polis. A ta różnica w jakości przekazu uzmysławia stopień upadku życia publicznego jaki dokonał się w Polsce po 10 kwietnia i recydywę mentalności postsowieckiej. System się domyka. W chwili wybuchu protestów w Kijowie panowała pewna dezorientacja, jak to komentować.

Gdy włączyła się trochę do akcji dyplomacja europejska, pojawiły się komentarze przychylne rewolucji na Ukrainie, po czym wraz z narastającą obojętnością mediów, coraz częstej podkreślano, że jest to wystąpienie przeciw legalnie wybranej władzy i że zagrożenie także dla Polski stanowić mogą spadkobiercy strasznych banderowców. Bierność władz polskich w próbach zażegnania kryzysu wiele mówi o tej władzy. Jest to istotne, bo gdyby wybuchła by wojna domowa, możemy się liczyć z emigracją milionów ukraińskich obywateli, których trzeba będzie przyjąć. Nie lubię określenia „rewolucja na Ukrainie” z dwóch powodów. W pacyfistycznej Europie słowo rewolucja ma rozmyte znaczenie. Zostało przez lewackie rewolucje pozbawione swej wyrazistości (męczennicy 68 roku) a kontrkultura wszystko, co modne uczyniła rewolucyjnym. Polska „Solidarność” jest określania mianem „pokojowej rewolucji”, co jest chyba oksymoronem jak czarne słońce. Ponadto, jeśli założymy, że reżim Janykowycza, to rządy czelistów-bolszewików, prawnuków Polaka Feliksa Dzierżyńskiego, którzy zrobili Rewolucję Październikową z pomocą niemieckiego wywiadu, to mamy do czynienia na Ukrainie raczej z kontrrewolucją, która ma wyrwać ten kraj ze świata, który nigdy nie zaznał dobrodziejstw liberalnej demokracji, która choć ułomna najlepiej zabezpiecza wolność jednostki. Ukraińcy chcą żyć w świecie cywilizowanym a ich silne narodowe poczucie nie pozostałoby bez wpływu na narody europejskie. Ale czy tego chcą lewicowe elity rządzące Europą? Coraz silniej zauważalny jest dystansujący się ton przekazów głównych mediów. Wojnę propagandową w polskich mediach zwolennicy promoskiewskiego kursu zaczynają wygrywać bez większego trudu. Z udziałem agentów wpływu i pożytecznych idiotów w ciągu kilkudziesięciu godzin media są zdolne „zmienić zdanie”. Wajcha zostaje przestawiona.

I oto w centrum Kijowa nie manifestuje naród domagający się niepodległości i odejścia bandyckiego reżimu, ale ekstremiści a często kandydaci na ludobójców. Z forów internetowych wylewa się oburzenie na tych polskich polityków, którzy cynicznie lub naiwnie wspierają bunt wnuków Bandery przeciw legalnej władzy. Dużą rolę odegrał oczywiście dziennikarz „Rzeczpospolitej” Jędrzej Bielecki, który na znaczącą postać Majdanu wykreował Andrija Tarasenkę z Prawego Sektora. Swoją drogą, Prawy Sektor odniósł się do tej publikacji, podając, że dziennikarz zadawał prowokacyjne pytania.

Efekt jest taki, że w każdej rozmowie o Majdanie pojawia się wzmianka o zbrodni wołyńskiej i o zakusach wobec Przemyśla. Samotność Majdanu staje się faktem. Każdy dzień przynosi nowe prześladowania, przybywa zaginionych, porwanych etc. Nową formą są listy faszystów publikowane w Internecie. Pod wskazane adresy udaje się dresiarski aktyw, by palić samochody. Czy pacyfikacja Majdanu rozłożona będzie w czasie, czy rozegra się w ciągu kilku dramatycznych godzin – nie wiadomo. Wiadomo, że ginąć będą samotni. I bez czci: faszyści! Stara bolszewicka, sprawdzona i skuteczna metoda „niezidentyfikowanych” sprawców. Niczego nie trzeba wymyślać.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych