Można zaryzykować twierdzenie, że malarstwo Antoniego Fałata wywodzi się z pop-artu i fotorealizmu. To były kierunki dominujące w czasach młodości malarza. Kształcił się w Akademii, w której dominował koloryzm. Ale te kierunki jako źródła inspiracji zostają za sprawą osobowości artysty uwznioślone. Dzieje się tak ponieważ, przedmiotem „malarskiej refleksji” jest w tej sztuce upływający czas.

Antoni Fałat korzysta w swojej pracy z fotografii, ze starych zdjęć z przełomu XIX i XX wieku, ale także ze zdjęć robionych osobiście. Czas, który „pracuje” nad zdjęciami przeszłości, „wchodzi” do obrazów Fałata, jest przez artystę pochwycony, a dokonuje się mocą silnego indywidualnego przeżycia i malarskiej techniki.

Malarstwo Antoniego Fałata to próba odzyskiwania czasu, z jednoczesną świadomością daremności tych wysiłków, co czyni tę sztukę elegijnie melancholijną. Ta łagodność nie dotyczy obrazów malowanych z fotografii współczesnych autorowi, oraz gdy pracuje z modelką. W nich jest raczej wściekła melancholia. Dotyczy to zwłaszcza aktów malowanych grubym czarnym konturem, podkreślającym suwerenność ciała wobec tła. Ten zabieg ma coś wspólnego z malarstwem niemieckiego ekspresjonisty Beckmana, posługującego się w ostrym dysonansami czerni i żółci. Bo w wizerunkach kobiet jest Antoni Fałat malarzem wybuchowym, namiętnym. Użycie fioletów i czerni, koloru śmierci i żałoby jako dopełnienia śmiałych, w malowanych alla prima wizerunkach młodych kobiet, nadaje tym obrazom dwuznaczność, która rodzi pytanie: czy należą one do domeny życia czy śmierci? Związki między Thanatosem a Erosem są oczywiste. Życie to gra tych zasadniczych potężnych sił, które „płyną” w człowieku, dręczą go i mamią słodkimi złudzeniami. Te naładowane silnym ładunkiem erotyki obrazy Fałata są podobne do nocnych motyli, które są symbolem gęstej, uwikłanej w gry erotyczne, udręczonej ludzkiej Psyche szukającej ponownego zjednoczenia z Erosem. Ale w „harcach kobiety i mężczyzny nie ma nic innego, prócz beznadziejnej walki, do której zagrzewają bezlitosny egoizm i pozbawiona hamulców próżność” – zauważył Sandor Marai. Stąd wizerunki młodych kobiet Fałata są jednocześnie przyciągające i odpychające jakby Fałat mówił poprzez swoje obrazy, że ten, który leży w łóżku w objęciach kobiety, leży na żarzących się węgłach. Może przypalić sobie skórę.

Natomiast w swoich obrazach malowanych ze starych fotografii Antoni Fałat odwołuje się do mitu sielskiej przeszłości, do elementarnej potrzeby człowieka, szukania mitycznej Arkadii. Ta potrzeba jest silna w czasach kryzysów, gdy człowiek żyje w „metafizycznej próżni”.

Ale mityczna kraina w obrazach Fałata - kiedyś żywa, teraz wyidealizowana na Arkadię - pogrąża się na naszych oczach w wiecznych ciemnościach. Każdy obraz będący pożegnaniem z nią ożywia w nas jej istnienie i być może jednocześnie uzmysławia, jak cenna jest pamięć o niej. Dramatyczność tej sztuki wynika z faktu, że Fałat dociera do takiego momentu, w którym nie bardzo wiemy, czy obraz należy do sfery życia, czy może jesteśmy już w Hadesie. Najprawdopodobniej zmęczony przeprawą Charon zatrzymał łódź na krótki moment na środku Styksu. Znajduje się więc ona pomiędzy światem żywych i umarłych. Podobnie jest ze sztuką Fałata, która ma ambicję pośredniczenia. Budzi refleksje, podobne do tych, jakie pojawiają się, gdy oglądamy dokumentalny film sprzed pierwszej wojny światowej i uzmysławiamy sobie, że całe to kłębiące się w przyspieszonym tempie mrowisko ludzkie już nie istnieje. Fałat jest wytrawnym artystą, więc odwołuje się do jedynej być może sfery legitymizującej dzisiaj sztukę na poziomie idei - do historii. Stąd to uparte „chwytanie się” przez artystę prywatnych wizerunków ludzi, którzy odeszli do wieczności. Efekt melancholijny osiąga Fałat przez znakomite użycie czerni i walorowe zatapianie płócien w czające się jak tygrys do skoku ciemności. Kolor w tym malarstwie ma wyraźne znaczenie symboliczne. Jest nośnikiem znaczeń. Ulubiona przez malarza czerń, pozbawiona światła, ustępuje bogactwu blasku innych kolorów, chociaż zestawiona z nimi, daje w jego sztuce piękny efekt. Jest kolorem nocy, zniszczenia i żałoby, a przede wszystkim śmierci i królestwa zmarłych. Jest kolorem bogów podziemia.

Piękne są w tym malarstwie zestawienia czerni z fioletami. Antoni Fałat operuje szerokimi płaszczyznami, co nadaje jego pracom znamię monumentalności. Podkreślają ją przeważnie duże formaty obrazów. Fiolet powstały ze zmieszania błękitu i czerwieni, a więc symbolu nieba i życia, można uważać za kolor pośredniczenia. W fiolecie duchowość błękitu łączy się z ziemską zmysłowością i witalnością czerwieni. Fiolet to kolor dwuznaczny, gdyż czerwień jest barwą ognia, a więc zniszczenia.

Każdy obraz Fałata zawiera w sobie klucz interpretacyjny, każdy zmusza do podjęcia wysiłku, zapraszając do niego łagodną perswazją swojej wyrafinowanej estetycznie formy.

Sztuka Antoniego Fałata jest świadectwem zmęczenia historią, która gromadząc tragiczne zdarzenia, nie może ich ani unieść, ani wyrzucić poza obręb swojego doświadczenia. Jednocześnie ta historia to nie jakaś abstrakcyjna, z ducha heglowska idea, tylko myślący i wrażliwi ludzie. Sztuka postmodernistyczna, przynajmniej ta najlepsza, za wszelką cenę daremnie te doświadczenia usiłuje egzorcyzmować, co po pierwsze, nie jest możliwe, chyba że za cenę zredukowania człowieka do bytu ideologicznego, rozrywkowego lub ekonomicznego, a po drugie, jest niebezpieczne, gdyż człowiek nie zakorzeniony w historii, jakakolwiek by ona nie była, staje się człowiekiem pozbawionym tożsamości. Twórczość Fałata jest zwierciadłem skierowanym w przeszłość. Artysta podjął się próby wydobywania z niej tego, co jest warte ocalenia. Obcując z tym malarstwem, odzyskujemy żywy związek z własną przeszłością, co czyni nas bardziej ludźmi a także z wielkimi mitami kultury, które się wcale nie skończyły.