Donos kojarzy się najczęściej z poufną albo tajną denuncjacją, skierowaną do urzędu, który uprawniony jest do przyjmowania i wykorzystywania donosów. Donosy najbardziej znane, a może tylko najgłośniejsze, to donosy tajnych współpracowników UB/SB i WSI, a także donosy obywatelskie do urzędów skarbowych, do prokuratury etc. W czasach PRL konsekwencją donosu tajnego mogło być więzienie, a niekiedy śmierć. Były też donosy jawne, drukowane w gazetach albo podawane w telewizji. Zadaniem tych donosów było zazwyczaj skompromitowanie oskarżanego.

Długa tradycja

Z donosami spotykamy się już w starożytnym Egipcie i w Babilonii. Tamtejsi władcy mieli specjalnych agentów-donosicieli, zwanych Okiem i Uchem Pana. Stosując dzisiejszą nomenklaturę, można nazwać ówczesnych agentów tajnymi współpracownikami. W starożytnej Grecji donosy do Trybunału albo do Rady Areopagu składali zawodowi donosiciele (sykofanci). W czasach Euripidesa donosicielstwo było nierzadko połączone z szantażem. Ze względu na spodziewane profity, sykofanci oskarżali głównie ludzi bogatych. Grecki model donosicielstwa przejął Rzym, tyle że zamiast sykofantów działali donosiciele, zwani delatorami. W niewielkich społecznościach, w miastach-państwach, donos miał najczęściej postać mówioną.

W roku 59 p.n.e. Cezar założył gazetę (Acta Diurna Populi Romani), która zawierała – oprócz rozporządzeń, relacji z obrad senatu i z procesów sądowych – także donosy jawne, adresowane do obywateli Imperium, nie zaś do trybunów ludowych, konsulów bądź kwestorów. Donosy jawne wchodziły w zakres działań, zwanych dzisiaj czarnym PR. Odpowiednio formowały opinię odbiorców, a uformowana opinia wymierzała oskarżonemu publiczną karę w postaci naznaczenia, odtrącenia i infamii. Donosy jawne utraciły pisany nośnik w roku 209 n.e. kiedy to przestały ukazywać się Acta Diurna. Swego rodzaju odrodzenie donosów jawnych nastąpiło po 1455 roku wraz z upowszechnianiem się druku Gutenberga. W siedemnastym wieku, gdy w Europie, a następnie i w Ameryce, zaczęła ukazywać się prasa (nazwa prasy – od łac. pressō: uciskać, tłoczyć), donosy jawne stały się zjawiskiem powszechnym. Pierwsza gazeta pod tytułem „Relation” ukazała się w Strasburgu w 1609 roku.

Gwałtowny rozwój prasy wielkonakładowej w dziewiętnastym wieku, a w następnym stuleciu pojawienie się radia i urządzeń do nagrywania dźwięku i obrazu, sprzyjało jawnemu donosicielstwu. Miało ono charakter plotkarski, niekiedy doprowadzało do rozpraw sądowych, do pojedynków albo zwykłych bijatyk.

Narzędzie walki politycznej

W czasach reżimu komunistycznego donosy jawne, produkowane przez funkcjonariuszy dziennikarstwa, literatury i filmu na usługach PPR/PZPR i UB/SB, stały się narzędziem walki politycznej. Najczęściej inicjowały, interpretowały albo usprawiedliwiały okrutne działania władzy, a jednocześnie starały się oczernić przeciwników komuny, działaczy PSL, SN i żołnierzy podziemia antykomunistycznego.

Donosy skuteczne musiały być wiarygodne, a zatem były tworzone przez „wiarygodnych” twórców i rozpowszechniane przez media, uznawane przez wielu odbiorców za wiarygodne.
Niemal przez cały okres PRL uchodziły za wiarygodne dwa pisma: krakowski „Przekrój” i wrocławski „WTK”. Wiarygodność tych pism była wykorzystywana przez czarną propagandę PRL. „Przekrój” drukował, przykładowo, donosy Waldorffa na księży katolickich i na żołnierzy NSZ. „Wrocławski Tygodnik Katolicki” rozbijał Kościół i oczerniał podziemie zbrojne.
Po śmierci Stalina jawni denuncjatorzy przefarbowali się, zmienili skórę. Wielu przycichło, wielu skryło się w esbeckim podziemiu. Największe kanalie z czasów wczesnego komunizmu przeszły reinkarnację i publicznie łaknęły prawdy i wolności. Zapomina się dziś o wybitnych twórcach, którzy nie pisali donosów, a jedynie snuli esbekom opowieści w dobrej restauracji przy dobrym obiedzie.

Rozkwit

Donosicielstwo jawne rozkwitło w nowej Polsce. Sprzyjało temu wiele czynników politycznych i technicznych. Na przykład, zaczęły pojawiać się informacje o czyichś „taśmach” z podsłuchanymi rozmowami.

Najgłośniejsze taśmy wyprodukowała „Gazeta Wyborcza” w sprawie „niemoralnej propozycji”, złożonej w 2002 roku przez Rywina. „Afera Rywina” była ciosem w rząd SLD, który przygotowywał ustawę ograniczającą olbrzymią koncentrację mediów w rękach „Agory”. Nie doszło do dekoncentracji mediów, doszło natomiast za sprawą „Agory” do ograniczenia rynku politycznego SLD.

Cztery lata później wybuchła „afera taśmowa”, wywołana przez polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy przedstawili „niemoralną propozycję” posłance „Samoobrony”, Renacie Beger, w sprawie jej przejścia do PiS. Afera była szeroko komentowana przez wszystkie media, szczególnie zaś przez „Gazetę Wyborczą” i przez TVN, co podkopało pozycję PiS na rynku politycznym.

W mediach pojawiły się też samozwańcze wyroki tzw. autorytetów moralnych, które skazywały na infamię dziennikarza i historyka, który śmiał powiedzieć na konferencji naukowej, że aresztowanie w stanie wojennym podziemnego wydawcy, drukarza i zabranie przez SB offsetu, a następnie, po dwu dniach, zwolnienie wydawcy i drukarza, a nadto odwiezienie przez SB offsetu, papieru i kilkuset druków do piwnicy wydawnictwa, to jakaś naprawdę dziwna sprawa.

U schyłku 2013 roku „Newsweek” upublicznił aferę taśmową ze zjazdu dolnośląskiej PO. Z taśm wynikało, że posłowie PO namawiali działaczy PO do odpowiedniego głosowania, obiecując w zamian pomoc w zatrudnieniu na dobrze płatnych stanowiskach.

Ostatnia afera podsłuchowa związana jest z posłem Tomaszem Kaczmarkiem. Przez ostatnie lata był publicznie lżony, nękany i zabijany przez TVN, TVP i „Gazetę Wyborczą” jako agent CBA. Nikt z posłów PiS nie stanął w jego obronie. W końcu TVN ujawniła taśmy na posła Kaczmarka. Poseł, doprowadzony do ostateczności, powiedział telefonicznie to, czego nie powinien powiedzieć. I musiał wystąpić z Klubu PiS.

Klęska państwa

Okazuje się, że w nowej Polsce taśmy, podsłuchy i donosy są akceptowane zarówno przez lewicę, centrum, jak i przez prawicę. Nieopatrzne słowa z podsłuchu, z donosu więcej znaczą dla wizerunku partii niż zachowania niektórych polityków: rozwody, bicie żony, pijaństwo, korzystanie z agencji towarzyskich etc.

Donosami nie da się oczyścić życia politycznego. Wiadomo o tym nie od dziś. Donosów nie usprawiedliwia niemoc konstytucyjnych organów państwa – służb specjalnych, prokuratury, sądów. Donosy są zwyczajną klęską państwa.

Z historii wiadomo, że donosy odegrały istotną rolę w upadku Rzymu. Pierwszy chrześcijański cesarz Rzymu, Konstantyn Wielki, stwierdziwszy, że donosy psują państwo, niweczą wspólnotę ludzką, specjalnym edyktem, ogłoszonym w 312 roku, zakazał pisania i rozpatrywania donosów.

Michał Mońko