Prof. Legutko odpowiada Tuskowi. „Jeśli premier mówi, że szczęście mają ci, którzy mają obcojęzyczną babcie, to jest to nie na miejscu”. NASZ WYWIAD

Fot. wPolityce.pl, mk
Fot. wPolityce.pl, mk

wPolityce.pl: od 1 września 2014 roku na uczniów klas pierwszych czekać będą darmowe podręczniki. Premier Tusk i minister Kluzik-Rostkowska mówili, że państwo chce wspomóc rodziców i to ono wybierze i zakupi podręczniki. Jak pan ocenia te zapowiedzi?

Prof. Ryszard Legutko, filozof, europoseł PiS, były szef MEN: Wydaje się, że ten pomysł do próba osłodzenia planu posłania dzieci do 6-latków oraz faktu, że rząd zignorował potężny ruch rodziców przeciwko tej reformie. Resort edukacji jawić się ma jako dobrodziej, który coś chce zrobić dla sfrustrowanych rodziców.

 

Może zrobi coś dobrego?

Trudno powiedzieć. Należałoby znać szczegóły, jak będzie realizowany ten plan. Większość pomysłów tego rządu jest niestety realizowana paskudnie. I w tym przypadku może się okazać, że coś pójdzie nie tak. Polska edukacja jest w stanie złym i on się pogarsza. Obecny pomysł to kolejne robienie piany, danie ludziom materiału, który ma odciągnąć uwagę od tego, co dzieje się w szkole i jak ona wygląda.

 

Nie wchodząc w szczegóły rządowych planów sam pomysł, by to MEN, państwo odgórnie decydowało z jakiego dokładnie podręcznika się będą uczyć dzieci oraz co w nim będzie pan popiera? Może to szansa na wysoki poziom nauczania...

Gdybym miał gwarancje dotyczące jakości tego podręcznika to być może specjalnych kopii bym o to nie kruszył. Jednak nie wiadomo, jak on będzie wyglądać, jaki on będzie miał poziom. A jeśli on okaże się fatalny czy wręcz szkodliwy to będzie poważny problem. Nikt nie będzie przed nim mógł uciec.

 

Minister Kluzik-Rostkowska informowała, że projekt ustawy dot. podręcznika jest gotowy, ale sam projekt. A mamy już luty... W pana ocenie uda się do września opracować dobry podręcznik?

Znów wskaże, że nic w tej sprawie nie wiadomo. Można jedynie przypuszczać. Jest mało czasu, szczegółów nie znamy. Pamiętając doświadczenia wcześniejsze, jestem nieufny wobec tego rządu, wobec obecnego MEN. Ten resort od paru lat robi bardzo złe rzeczy z polską edukacją. Przyznam się, że wolę, by kto inny tym podręcznikiem się zajmował, jeśli sens jego tworzenia. O ile wiem to sprawa podręcznika do tej pory nie szczególnie emocjonowała polskie społeczeństwo i rodziców. Nie wiadomo dlaczego premier i resort wychodzą z tym jako z jakimś szczególnym dobrodziejstwem. Boje jakie toczą się od kilku lat o polską oświatę nie tego dotyczą. Mamy odciąganie uwagi, rozwiązywanie sztucznych problemów. To jednak może zacząć być problem realny, jeśli ten podręcznik okaże się strasznym gniotem.

 

W czasie konferencji premiera i minister edukacji jeden z dziennikarzy pytał o naukę języków obcych i wyniki tej edukacji. Minister przyznała, że dzieci się dobrze uczą jeśli mają bogatych i dobrze wykształconych rodziców, mogą chodzić na dodatkowe zajęcia. A premier mówił, że nauczanie języków obcych zawsze pozostawia wiele do życzenia, a on sam lepiej nauczył się niemieckiego od babci niż rosyjskiego ucząc się znacznie dłużej w szkole. Czy to potwierdzenie, że system nauczania języków obcych w szkole nie działa?

Tak, to jest potwierdzenie tego faktu. To jednak nie jest szczególnie odkrywcza rzecz. Wiemy, że nauczanie języków obcych w szkołach jest mało skuteczne, z wielu względów. Żeby się nauczyć języka obcego nie wystarczy mieć dwóch godzin tygodniowo w szkole. Jest prawdą, że trzeba mieć różne inne możliwości szkolenia języka. Prawdą jest także, że Polacy raczej słabo znają języki obce. Jednak ja wolałbym zobaczyć jakiś przemyślany plan co zrobić, by było lepiej. Mówienie, że jest lepiej jak się ma wykształconych rodziców, którzy znają języki i mogą wysłać dziecko na dodatkowe lekcje, wakacje itd. to jest prawdą. Ale nie tego oczekuję od premiera i szefowej MEN. Zamiast mówić o oczywistościach należy stworzyć system, który tych języków uczy każdego i pozwala przełamywać bariery. Takie wypowiedzi, jak przytoczone przez pana, to nie odpowiedź na żadne pytanie, ani problem. To irytujące.

 

Dlaczego irytujące?

Ludzie między sobą mogą rozmawiać, że niczego się nie nauczyli w szkole, że nauczyli się od babci, kolegi czy rodziców. Tak sobie można rozmawiać. Ale jeśli premier czy minister edukacji mówi, że szczęście mają ci, którzy mają obcojęzyczną babcie, to jest to nie na miejscu. I to bardzo delikatnie mówiąc...

 

Zakończył się ostatnio proces, jaki wytoczyli panu młodzi ludzie, gdy organizatorów kampanii przeciwko krzyżom w klasach określił pan mianem "rozpuszczonych smarkaczy". Sąd Najwyższy uznał, że musi pan przeprosić, utrzymując w mocy wyroki dwóch instancji. Co pan zamierza w tej sprawie?

Polska droga prawna się skończyła. Czy będzie dalszy ciąg? Tego jeszcze nie wiem.

 

Zamierza pan przeprosić?

Wyrok wykonam, ponieważ politykowi nie wypada wyroku nie wykonać. Jednak z pewnością do tej sprawy wrócę. To był mój pierwszy kontakt z polskim sądownictwem, tym większe jest moje zdziwienie uzasadnieniem obu wyroków. One są zupełnie niebywałe. Gdyby student przyniósł mi pracę prezentującą taki poziom argumentacji, to bym go wyrzucił i jeszcze raz kazał przepracować materiał. W tych dokumentach znajduje się zupełnie skandaliczne rozumowanie, sofizmaty. To była dobra lekcja, pokazująca, jak działa polski wymiar sprawiedliwości, jak wielki jest upadek etyki sędziowskiej. Sędziowie mogą mieć swoje sympatie, antypatie, ale żeby takie rzeczy wyczyniać, to jest niebywałe... Zapewne swoją sprawę opiszę i to już niedługo. Sądzę, że to będzie interesujące dla ludzi.

Rozmawiał Stanisław Żaryn

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...