Kiedy liderzy ukraińskiej opozycji odrzucili propozycję wejścia do rządu, w polskich mediach odbyła się charakterystyczna wymiana zdań. Zapytano dawnych czołowych działaczu „Solidarności” z końca lat 80. o ocenę tej decyzji. Ich reakcje są świadectwem tego, jak bardzo polska debata na każdy temat stała się zbiorem banałów, a przede wszystkim jak bardzo wynika z ról, które pojedyncze postaci zaczynają odgrywać jakby na zawołanie. Zwalniając się od myślenia.
Pomińmy barokowe jak zwykle opowieści Lecha Wałęsy, który z jednej strony krytykuje Jaceniuka i Kliczkę, że się nie zgodzili, z drugiej opowiada, że powinni żądać „referendum w sprawie przyszłych wyborów” (ale przecież oferta Janukowycza tego akurat nie obejmowała). Pomińmy, bo odpytywanie Wałęsy stało się jakimś smętnym rytuałem. Przypominającym nam za każdym razem, jak bardzo dawny bohater polskiej rewolucji jest niedoinformowany i zarazem hucpiarski.
Ale pojawiły się i inne postaci – zauważyłem Zbigniewa Bujaka, Andrzeja Celińskiego, mignął Bogdan Lis, Zbigniew Janas. Wszyscy chórem zakrzyknęli: przyjmować oferty, rozmawiać, porozumiewać się. Dlaczego? Bo mają w głowach zakodowany utarty podział: sami są współtwórcami Okrągłego Stołu, powinni być więc w każdej sytuacji za dialogiem, kompromisem, wzajemnym robieniem sobie miejsca.
Tymczasem trudno sobie wyobrazić większą intelektualną łatwiznę. I większe nieporozumienie. Pomińmy już zasadne skądinąd pytanie, czy na Okrągły Stół na nieco lepszych warunkach nie można by poczekać chwilę dłużej. Ale przecież zgoda Jaceniuka i Kliczki na firmowanie rządu i polityki Janukowycza przypominałaby decyzję na wpół podziemnej „Solidarności” o wejściu do Rady Konsultacyjnej, a potem do rządu Messnera przed Okrągłym Stołem. Na co „Solidarność” się jednak, i bardzo słusznie, nie zdecydowała.
Że sytuacja różna, bo Jaceniuk miałby być premierem, a Kliczko wicepremierem? W warunkach ukraińskich byłoby to jednak nadal konstruowanie fasady. Tamtejszy system rządów jest półprezydencki, rząd zależy w pełni od Janukowycza. Nawet jeśli dziś mocno pogubionego, to jednak wciąż potężnego. Pytanie, na ile ci ludzie byliby więc współtwórcami nowego kursu, a na ile legitymizowaliby stary.
Jest i inny dość oczywisty problem, który zauważył tylko Zbigniew Romaszewski, Który skądinąd z naturalnych powodów musi być wobec paktowania z wrogiem sceptyczny, bo jest w obozie , który Okrągły Stół krytykuje. Ale to on w tym przypadku ma po prostu rację. Były wieloletni senator zauważył, że sytuacja na Ukrainie jest rewolucyjna, więc liderzy sprzeciwu nie mogą nagle przejść na drugą stronę. Jeżeli by przeszli, oddaliby te tłumy na pastwę rzeczywistych radykałów, a być może po prostu ślepego chaosu, odruchu zemsty. Która mogłaby być wodą na młyn obozu rządowego.
W Polsce do Okrągłego Stołu siadano jednak w warunkach zaledwie społecznego niezadowolenia, tlących się strajków. Na Ukrainie właśnie przelano krew, wspólny rząd tworzono by w tym samym czasie, gdy Berkut katowałby jeszcze ostatnich ludzi powyciąganych ze szpitali. Takie kompromisy rzadko są trwałe: patrz casus Mikołajczyka negocjującego w Moskwie równolegle z procesem szesnastu.
Tym bardziej to oczywiste w warunkach ukraińskich, gdzie partyjne podziały były zawsze płynne, a różni politycy odgrywali przez lata różne role. Co do dziś jest ulubionym argumentem tych ludzi Zachodu czy nawet Polaków, którzy na rewolucję z Majdanu reagują irytacją, lekceważeniem, albo podejrzliwością. Ja jej nie idealizuję, ale jeśli Jaceniuk i Kliczko mieliby szanse stać się wyrazicielami autentycznego interesu narodowego Ukrainy, nie mogą na samym początku dokonać takiego manewru. Bo w kraju, gdzie niedawno poszczególne klany podkupywały sobie posłów z dnia na dzień, to by oznaczało konserwację starego systemu i starych obyczajów, cokolwiek to nie oznacza.
Zdawałoby się oczywista oczywistość. A jednak nie. Nie ma to jak potęga stereotypu. „Wyborcza” jest w tej akurat sprawie ostrożniejsza, wszak kierują nią ludzie inteligentni. Ale to ona powbijała te stereotypy Polakom, w tej liczbie dawnym i obecnym politykom, do głów.
Oddzielnym problemem jest reakcja na to co się tam dzieje – Polski i Zachodu. Ale o tym w następnym tekście.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/184170-zaremba-niektorzy-polacy-debatujac-o-tym-co-powinni-zrobic-ukraincy-odwoluja-sie-do-wyuczonych-rol-skutkiem-banal-i-intelektualna-latwizna
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.