Ukraina czy Ziemie Zachodnie? "Zamiast ulegać złudnej misji na Ukrainie, warto wreszcie zwrócić uwagę na ziemie zachodnie, jako podstawę naszej siły"

PAP/EPA
PAP/EPA

Ukraina czy Ziemie Zachodnie?

Szum medialny w sprawie aktualnych wydarzeń na Ukrainie wydaje się zbyt mętny i jednostronny. Statystycznemu odbiorcy trudno dociec o co chodzi w tej grze. Nie podaje się też mapy politycznej konfliktu. Więcej, swoje zainteresowania przenosimy poza granicę wschodnią i nie zauważamy, nie słyszymy echa, jakim odbija się ono na polskiej płaszczyźnie. Może więc warto pokusić się o interpretację polskich zachowań? A jeżeli tak, to w tym względzie można wyróżnić przynajmniej trzy płaszczyzny:

  1. jagiellońsko-piastowską,

  2. kulturowo-polityczną

  3. ewentualne scenariusze.

 

  1. Płaszczyzna jagiellońsko-piastowska

Ten punkt widzenia musimy podzielić na jagiellońską i piastowską. Płaszczyzna jagiellońska pokazuje jak w Polsce silne są jeszcze resentymenty i słabość do kresów. Ta słabość z jednej strony ma korzenie jagiellońskie. Korzenie jagiellońskie to polskie dziedzictwo kulturowe najwyższej próby, z którym, zgoda, musimy coś zrobić. Ale musimy też pamiętać, że to samo dziedzictwo dla Ukraińców, Litwinów i, w mniejszym stopniu, Białorusinów ma wymiar negatywny. Nie możemy też zapomnieć, że ten wymiar negatywnego odczucia powołał tam do życia antypolskie „diabły”, które, jak dotąd, są w uśpieniu. Rosjanie i Niemcy mogą próbować je zbudzić, ale tak naprawdę zbudzić mogą je swoim zachowaniem jedynie Polacy. I to jest jednak strona medalu.

Drugą, jest strach przed Rosją. I tu posiadamy wystarczającą ilość doświadczeń na jego uzasadnienie. Jeżeli dojdzie do podporządkowania całej Ukrainy Rosji to tak czy owak będzie to oznaczać formalną polsko-rosyjską granicę – a więc coś, czego nie chcemy (granica unijna będzie miała tu mniejsze znaczenie). Opanowanie całej Ukrainy przez Rosję będzie obnażeniem słabości linii obronnej Unii Europejskiej. Z geopolitycznego punktu widzenia to zamiana tradycyjnego frontu niemieckiego na rosyjski, a więc odwrócenie ekspansji w kierunku wschodniego na zachodni. Okręg Kaliningradzki jawi się jako dawne Prusy Wschodnie, a Ukraina to wyjście na Polskę od Południa (dawniej Czechy). Oczywiście nie chodzi tu o Polskę, lecz o Europę.

Natomiast zaporowe porozumienie rosyjsko-niemieckie i podział Ukrainy na dwie części oznaczać będzie okresowe wstrzymanie ekspansji Rosji w kierunku kanału La Manche. Podobnie zresztą, jak w XIX w. podział Polski zatrzymywał fizyczną ekspansje Rosji na zachód. Taki układ, nie ma co ukrywać, bardzo odpowiadał państwom spoza terenu działań operacyjnego Rosji i Niemiec – a więc Francji, Anglii, Włochom itd. W przypadku podziału Ukrainy, rolę dawną rolę Polski przejmie Ukraina Zachodnia. Rozwój sytuacji w Europie i w pewnym sensie – na świcie zależeć będzie więc od rozkładu sił na Ukrainie.

Pozostaje pytanie, jaką rolę w tym konflikcie pełni Polska? Polska, której chyba większość obywateli nie posiada poczucia państwa, a część z nich także mocnej świadomości narodowej, dla nikogo nie przedstawia żadnej strategicznej wartości. Bardzo to przykre, ale w takiej sytuacji Polska nie jest partnerem dla nikogo. A skoro Polska nie jest partnerem dla nikogo, to dla wielu partnerem może być Ukraina lub Zachodnia Ukraina, która w coraz większym stopniu zaczyna odwoływać się do własnej siły budowanej na UON-UPA. Dla strategów europejskich liczy się tylko siła. I tej siły oni szukają. Jeżeli znajdą, mogą ją wykorzystać na wiele sposobów. Ukraiński punkt odniesienia ich nie interesuje, ponieważ mają swój. Natomiast dla Ukraińców powoływanie się na ideologię Doncowa i praktykę bandery to nic innego, jak werbalne działania zaporowe pozwalające zachować efekty dokonanej w okresie II wojny czystki etnicznej, a także wyraźny sygnał, zwłaszcza do Polaków, że jeżeli tu wrócicie, czeka was drugi Wołyń.

Rzecz w tym, że polscy politycy zachowują się tak, jakby to Polska była podmiotem rozgrywającym na Ukrainie. Tam rozdają karty Rosja, Chiny, USA i próbują Niemcy. Polska ze swoją gospodarką i pozycją w UE nie ma nic do powiedzenia. W takiej sytuacji możemy spełniać jedynie rolę chłopców na posyłki, których wykorzystuje się, a potem porzuca. I tak mniej więcej jawi się płaszczyzna jagiellońska.

Płaszczyzna piastowska, a więc ziemia, po której chodzimy od prawie 70 lat nakazuje nam pilnowanie ziem zachodnich, bo dziś granica na Odrze i Nysie jest tak samo niestabilna, jak niegdyś granica wschodnia. Więcej, los granicy wschodniej zależy od losu granicy zachodniej. A zatem los całego terytorium Polski, i nas samych, zależy od zachowania nienaruszalności linii Odra-Nysa Łużycka, a więc w dalszym ciągu od ustaleń układu poczdamskiego.

W świetle dzisiejszej propagandy, to trudny argument do przyjęcia. Ale z geopolitycznego punktu widzenia i perspektywy dalszego rozwoju kraju, historia Piastów jest ważniejsza niż historia Jagiellonów, bo ta pierwsza pokazuje wszystkie uwarunkowania polityczne i geopolityczne po 1945 r. Uruchamia i unaocznia wszystkie mechanizmy pogranicza polsko-niemieckiego. Natomiast polityczny problem Polski polega na tym, że jagiellońskość nie podoba się Rosji, a piastowskość Niemcom. I to jest element stały, który spajał i nadal spaja interes naszych byłych zaborców. Polska jest pomiędzy i w tym położeniu musi odnaleźć swoją siłę, musi odnaleźć siebie. A nasi obecni politycy, zamiast przykłady odbudowy kraju czerpać z II RP, zaczynają powielać kalkulacje z okresu zaborów: z kim iść?

Tradycja piastowsko-jagiellońska jest naszym dziedzictwem, ale swojej siły powinniśmy szukać miedzy Odrą a Bugiem. Piastowskość wskazuje nam miejsce na ziemi, a jagiellońskość daje nam najwyższe notowania na forum demokratycznym i kulturową mądrość. Pomiędzy tym obszarem jest Polska i polskość. Poza nim nie ma nic. Nic!

 

  1. Płaszczyzna kulturowo-polityczna

Ukraina nie jest szarą strefą, jak to można wyczytać w niektórych mediach. Ukraina jest państwem w pełni niepodległym. A to zasadnicza różnica. Jej niepodległość dziś jest mocniejsza niż obecna niepodległość Polski. Strategia obronna Ukrainy podlega innym parametrom niż taka sama strategia obronna Polski. Istnieją sprawy, które nas łączą, ale też są takie, które nas dzielą. Co kiedy przeważy, zależeć będzie od przywódców obu narodów. Prawda jest jednak najpewniejszym korzeniem na przyszłość.

Nie możemy tracić z oczu faktu, że na wschód spoglądają też Niemcy. Stosunek Polski do Ukrainy, to test na stosunek Polaków do ziem zachodnich. Z tego testu wnioski wyciągają politycy i naukowcy niemieccy. Najciekawsza dla nich będzie odpowiedź na pytanie, czy resentyment do kresów jest większy niż poczucie przynależności ziem zachodnich do Polski? Warto zdać sobie sprawę, że poczucie własności ziem odzyskanych zaczęło znikać dopiero w III RP. Ba, znikać w sposób świadczący o braku politycznej orientacji naszych elit (Co oczywiście nie oznacza to pochwały dla PRL).

Fundamentem stosunków polsko-ukraińskich są więc różnice kulturowe. Warto to zauważyć, bo tego faktu już nikt nie zmieni i nie odwróci. I tu porównanie: na całym obszarze kresów nie lubią panów (polskich panów), a więc szlachty, choć nowobogaccy sami do niej podświadomie nawiązują. Na Ukrainie Zachodniej pojęcie „Lach” ma porównywalne zabarwienie, jak w Polsce niestety pojecie „szlachcic”. Ukraińcom Lach i Polakom wychowanym w komunizmie, szlachcic kojarzy się z tym samym – z wyzyskiem. Mimo to w tym podobnym skojarzeniu, dla Polaka szlachcic to ten, który tworzył wyższą kulturę polską, a dla Ukraińca (dziś też Litwina), ten sam szlachcic to już „instytucja” zupełnie obca. Więcej, Polak broniący się przed „polskim panem”, a więc przed twórcą wyższej kultury jest albo proletariuszem albo zwykłym ignorantem. Ukrainiec natomiast już nie, bo posiada swoje niezależne państwo, swoje cele i kultywuje własne wzorce, do których ma prawo.

Tej podstawowej różnicy nie pokonamy już nigdy. Komuna skończyła się i powinien skończyć się równy stosunek do „pana”. I trzeba to przyjąć do wiadomości. Natomiast my, jako sąsiad i państwo, też mamy prawo do oceny i stosownego zachowania wobec wydarzeń za wschodnią granicą.

 

***

Jadwiga Chmielowska, która ma niezwykłe zasługi w walce na Wschodzie, w wywiadzie dla ostatnich „Arkanów” mówi że Ukraińcy porównują ofiary mordów (kilkaset tysięcy) na Wołyniu z ofiarami trzech głodów (ok. 11 mil.), że oni mają tylko wybór pomiędzy Rosją lub UE a „potrzebując bohaterów chwycili się za kult UPA” bo w zasadzie nie wiedzą co działo się na Wołyniu. Podkreśla też, że Ukrainę musimy wspierać dla dobra Polski, bo Rosja bez niej nie będzie mocarstwem. Podobne stanowisko prezentował Jerzy Targalski (Józef Darski), kolejna legenda solidarnościowego podziemia (Arkana z 24.10.12). Zakładając portal mediawest.info dla Ukraińców chcących współpracować z Polakami zastrzega się, że portal podejmie współpracę „nie z retoryką bogoojczyźnianą, nie z nostalgią za kresami czy dawną Rzeczpospolitą lub utajonym <kochajmy się> ale z podkreśleniem [własnych] interesów”. Zauważa, że rozpad Ukrainy, to wariant gorszy niż jej akces do UE, bo Zachodnia Ukraina kusiłaby Polaków swoją pamięcią historyczną. Warto dodać, że konflikt ten korzystny byłby głównie dla Niemiec. Diagnoza ta wydaje się być ciągle aktualną.

Odmiennego zdania jest Lucyna Kulińska (Nasz Dziennik z ), wybitna znawczyni spraw ukraińskich, przypomina o przedwojennym i wojennym sojuszu banderowców z Niemcami oraz zwraca uwagę na straty, jakie ponieśliśmy za poparcie „pomarańczowej rewolucji” i bezpośrednio samego Juszczenki. Wymienia też, że główne siły działające na Majdanie: odwołująca się do OUN-UPA Swoboda, Batkiwszczyzna Julii Timoszenko, której retoryka zbliżona jest do retoryki nacjonalistów i Udar W. Kliczki.

Ostatnio partie te wprawdzie zjednoczyły się w „Ogólnonarodowe Zjednoczenie Majdan”, ale czas pokazał też rozbieżności, które będą przybierać na sile. Być może mamy do czynienia z procesem tworzenia się trwałych kierunków partyjnych. Ale dla pełniejszego obrazu warto tu też przytoczyć słowa Leona Popka, który w rozmowie prywatnej  powiedział, że Ukraińcy szanują tych polskich historyków, którzy cenią prawdę. Walczą z nimi, ale szanują. No cóż, taki stosunek do rzetelności zdarza się nie tylko na Ukrainie, ale powinien być normą chyba na całym świecie. Kulińska zauważa też, że „obóz Piłsudskiego […] nie przewidział, że wspierając czynniki nie mające w konfrontacji ze stalinowskim aparatem przemocy żadnych szans, wzmocnił wyłącznie siły, które […] później… [przyczyniły się – R.S.] do fizycznego wyniszczenia ludności polskiej”.

Gdy jednak spojrzymy na historię ostatnich 20 lat, to z łatwością zauważymy, że państwa koalicji hitlerowskiej są bardziej nagradzane, niż państwa antyhitlerowskiej. Pytanie, czy to, co dzieje się na Ukrainie, to gra na podział tego państwa, jak przedtem Czechosłowacji i Jugosławii? A jeżeli tak, to czy manewr ten jest uzgodniony ze Stanami Zjednoczonymi, może z Niemcami? A może Ukraina została sprzedana Rosji za Iran? Pytań jest oczywiście więcej. Jedno jest pewne, że rozwój sytuacji na Ukrainie zadecyduje o nowym Breton Woods.

 

  1. Ewentualne scenariusze

Scenariuszy rozwoju sytuacji na Ukrainie może być wiele. Podajmy kilka:

  1. Ukraina zostaje podporządkowana Rosji. Uzupełniając wcześniejsze uwagi warto raz jeszcze zauważyć, że jeżeli ten scenariusz spełni się, mamy nowego/starego sąsiada na wschodniej granicy. Część Ukraińców ucieknie na Zachód, w tym część do Polski, lecz tam będzie czekał ich talki sam los, jak kresowian po 1945 r. – bo tu chodzi o podporządkowanie Europy.

Wschodnia Ukraina podporządkuje się, a Zachodnia podejmie walkę o samostijną, zwracając się o pomoc do Polaków. Ta pomoc zostanie udzielona, również przez Ukraińców mieszkających w Polsce, i prawdopodobnie posłuży jako jeden z pretekstów do całkowitego podporządkowania sobie Polski. Ale nie wykluczone, że Polska podda się sama, zanim zażąda tego Rosja. Opanowanie Ukrainy, a następnie Polski będzie wstępem do opanowania całej Europy. Niemcy w tym układzie zostaną połknięte, tak samo, jak Polska.

  1. Ukraina zostaje podzielona. Wówczas mogą rozwinąć się dwa scenariusze:

a) Zachodnia część w akcie unijnego politycznego współczucia może zostać przyłączona do UE, a granice wschodnie Unii przesuną się na wschodnią granicę II RP (o takich projektach słychać już było w latach 90-ych XX w.). Koszty poniesie Polska, zyski wyciągną Rosja i Niemcy,

b) ze względu na niestabilność kulturową i gospodarczą Zachodniej Ukrainy, pozostanie ona niepodległa, jak obecnie, i może zostać wykorzystana np. do upokorzenia Polaków. Sądząc po ogólnoświatowej nagonce na Polskę, która, jak podkreśla Leszek Żebrowski, trwa od lat 1960-ych (polskie obozy koncentracyjne, polski antysemityzm itd.), tego wariantu wykluczyć nie można. Za plecami będzie miała potęgę rosyjską, a przed sobą słabą Polskę i poparcie Niemiec. Zacurzonie czeka. A może coś więcej?

Oczywiście, dla Rosji i Niemiec wygodny byłby podział tego państwa. Rosja zyskując Ukrainę Wschodnią, zyskuje spokój i przemysł ciężki, Niemcy podporządkowując sobie Ukrainę Zachodnią uzyskują rynki, dostęp do surowców i wpływ na Polaków. Podział Ukrainy wprowadza porządek w stosunkach niemiecko-rosyjskich. Układ ten ze względu na brak konfliktu zaakceptują Stany Zjednoczone. I w tym wypadku Targalski ma rację twierdząc, że „Bruksela póki co daje trwałość prorosyjskiemu systemowi oligarchicznemu”. Ale nie wiadomo czy Rosja będzie chciała czekać?

  1. Dochodzi do skutku sojusz Rosji z Unią Europejską, który oznacza podporządkowanie całej Europy i Ukrainy interesom Rosji. Pytanie czy Rosja się udławi? Ona nie potrzebuje Europy do trawienia, lecz wzmocnienia swojej siły wobec Chin lub USA. NATO zostanie natychmiast rozwiązane, a europejskie siły zbrojne podporządkowane strategii moskiewskiej. Główny kurek do gazu i ropy pozostaje na terytorium rosyjskim. Dywersyfikacja to marzenie, bo pozostałe źródła energii zostaną przejęte bez sprzeciwu. To, co pozostanie w Europie może toczyć się swoim torem. Ale przejęcie UE przez Rosję oznaczać będzie ostateczną klęskę komunizmu.

  2. Scenariusz czwarty, najbardziej prawdopodobny, dotyczy roli Chin, które są głównym rozgrywającym w Azji i stabilizatorem jednocześnie – podobnym, jak niegdyś I RP. Wizyta Janukowycza w Pekinie była posunięciem logicznym – jedynym, który mógł zatrzymać Rosję. Podpisał umowę z Pekinem o przyjaźni i współpracy z możliwością pogłębienia strategicznego partnerstwa. Chińskie inwestycje dotyczyć będą energetyki, przemysłu stoczniowego (kilka portów na Krymie) służby zdrowia i infrastruktury. Ponadto Ukraina zobowiązała się sprzedawać Chinom cztery miliony ton kukurydzy rocznie oraz ogromne ilości soi. To wszystko nie będzie liczone w dolarach, lecz w juanach. Mamy więc do czynienia z wejściem juana na rynek europejski. Rzecz w tym jednak, że Janukowycz mógł pojechać do Chin, tak samo, jak mógł odmówić podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE – bo jest prezydentem niezależnego państwa. Polakom układać się z Chinami nie wolno.

I teraz jakie korzyści z tego będzie miała Ukraina, a jakie Polska? Na krótką metę skierowanie eksportu rolnego na wschód uratuje polskie rolnictwo przed konkurencją ukraińską. Na dłuższą, będzie inaczej. Korzystna wymiana pozwoli ukraińskiemu rolnictwu odbudować się i poprzez Chiny, w przyszłości, może mieć sposobność opanowania rynków zachodnich. Porozumienie ukraińsko-chińskie wzmacnia i Ukrainę i Chiny jednocześnie, osłabia Rosję. Ale to nie koniec. Na ostatnim chińskim zjeździe zadecydowano, że chiński rolnik będzie mógł nabyć ziemię na własność, a przeciętnemu Chińczykowi podniesiona zostanie przeciętna pensja. Oznacza to, że komuna w państwie środka kończy się. Zaczyna się budowanie twardych podstaw potęgi chińskiej.

 

***

A co dzieje się w Polsce na ziemiach zachodnich? Polscy rolnicy dalej sądzą się tam z polską władzą o zwrot zagarniętego niegdyś majątku. Żaden z polskich rządów nie przeprowadził procesu zamiany prawa użytkowania wieczystego na prawo własności. Nie sposób więc wyjaśnić procesu myślowego wszystkich posolidarnościowych rządów.

 

Majdan

Takiej zwyczajowej instytucji, jak majdan w Polsce nie ma. Podobieństw tej agory można u nas szukać gdzieś w odwołaniach do korzeni, ludowych lub chłopskich. Ale takie odwołanie w polskim przypadku miało zawsze charakter odgórny. Jeżeli na Ukrainie respektowany jest głos ludu, to tak czy owak mamy do czynienia z demokracją. Oczywiście, dziś jest ona łatwa do manipulacji. Ale jest. Swoje źródła ma w tradycji kozackiej i chłopskiej, ale też z polskiego okresu I RP. Gdyby taka instytucja istniała w Polsce (co niestety jest niemożliwe), inaczej wyglądałyby nasze elity, nasz przeciętny poziom mentalnościowy i widoki naszego państwa. Majdan jest symbolem ukraińskiej siły, ale obecnymi wydarzeniami może zostać skompromitowany – o co będą zabiegać główni gracze. Polacy, niestety, swojego ośrodka siły na Ukrainie nie posiadają.

 

Zakończenie

Zamiast ulegać złudnej misji na Ukrainie, warto wreszcie zwrócić uwagę na ziemie zachodnie, jako podstawę naszej siły. Może polskie elity dostrzegą wreszcie ile tam domów publicznych, ile eurosierot, jak wygląda stopa życiowa w małych miasteczkach i jaki jest sposób myślenia tamtejszych ludzi. Niech przejadą przez polskie uczelnie i określą ich wartość. Janukowycz, jak się wydaje, poprzez kontakt z Chinami mocniej wbił ukraińskie słupy graniczne i wiele wskazuje na to, że zdoła utrzymać jedność Ukrainy, bez naszego udziału. Gdyby Janukowycz był pachołkiem Moskwy, nie pojechałby do Chin. Nie wiadomo jeszcze co prezydent, w zamian za obniżkę ceny gazu, obiecał Rosji i co z niepodległości Ukrainy pozostało, ale jej premier ogłosił, że ich państwo na tym nie ucierpi. Nikt natomiast miedzy Bugiem a Odrą nie zadaje pytania, jaki los czeka Polskę i nas wszystkich bez ziem zachodnich?!

Kto ma więc rację Chmielowska i Targalski czy Kulińska? Chmielowska i Targalski sugerują, że nieobecność Polski na Ukrainie to zgoda na budowanie tego państwa w opozycji do Polski, jej obecność natomiast mechanizm ten skierowuje w stronę Rosji. Ale w tej kalkulacji dużą rolę mogą też ogrywać osobiste przyjaźnie z okresu walki, a które mogą teraz, ale nie muszą się sprawdzać. Po prostu zmienił się układ. Dziś Polska nie ma nic do zaproponowania Ukrainie. Mieszkając w Lublinie odbieram sygnały bardziej negatywne, niż pozytywne.

Kulińska proponuje postawienie warunku – rozliczenie się z przeszłością, albo nie ma o czym mówić, bo nie ma z kim rozmawiać. Interesy nasze i Ukrainy są odmienne. Piłsudski popełnił błąd, którego dziś nie możemy powielać. Chmielowska i Targalski wyciągają rękę, choć w nieco inny sposób. Ale wydaje się, że nie należy łączyć podobieństw polskich i ukraińskich i odnosić je do okresu Solidarności, bo to zupełnie inne uwarunkowania. Bardzo pożądane jest działanie w kierunku jedności Europy Środkowo-Wschodniej, ale nie wolno nam zapominać, że równie ważny, szczególnie dla nas, jest los ziem zachodnich.

Odpuszczenie ziem zachodnich na rzecz zaangażowania na Ukrainie to merytoryczny błąd, ba, swoista megalomania. Majdan jest własnością niepodległego ukraińskiego państwa. Możemy tam pojechać na wyraźne zaproszenie i zachowaniem etykiety. Owszem powinniśmy popierać kierunek ukraińskich przemian, ale w sposób dyplomatyczny i humanitarny. Nie możemy bowiem wykluczyć, że w tym chaosie kulturowo-politycznym swoimi dobrymi chęciami nie realizujemy obcej strategii i obcych interesów. Jakich? Przykład z pozoru absurdalny: włączanie się Polski w wydarzenia Ukrainy to burzenie granicy UE z Ukrainą lub Rosją. Z punktu widzenia UE to nonsens, ale z rosyjskiego już nie bardzo. Mamy tu więc do czynienia z zachwianiem proporcji i realizacją albo polityki niemieckiej, albo rosyjskiej, bo nie mamy własnej. Na końcu tego wszystkiego jest kolejna klęska Polski.

Z drugiej strony trudno nie zauważyć stabilizującej roli Chin w tym regionie, która dla Polski jest najbardziej korzystna, bo nie oparta na sile militarnej i absorbująca Rosję. Nie możemy zapominać, że tam gdzie Niemcy i Rosja zaczynają prowadzić swoją politykę najczęściej leje się krew. Nie mniej już dziś kilka rzeczy jest jasne:

1. z drugiej wyprawy na pomarańczową rewolucję pozostanie nam policzenie strat za rosyjskie i prawdopodobnie ukraińskie embargo,

2. decyzja pomocy jest bardzo szlachetna, ale w momencie istniejącego niepodległego państwa ukraińskiego i wzrastającej potęgi Rosji wymaga innych środków,

3. Sposób udzielenia pomocy wskazuje na brak polskiej polityki wschodniej,

4. Swoim zachowaniem nie zbudziliśmy ukraińskich diabłów, ale dla Rosji okazaliśmy się tą samą wrogą wichrzycielska cywilizacją polską, a dla Niemiec nadzieją na wskrzeszenie idei pruskiej.

Z wymieniony wyżej czterech punktów wynika, że i tym razem nie ma dla Polski dobrego rozwiązania. Pocieszeniem jest fakt, że dziś świat rozszerzył się i swoich sojuszników musimy szukać poza strefą dawnej I RP.

Ile jeszcze musi upłynąć czasu i jakie ofiary nasz kraj musi ponieść, aby polskie społeczeństwo, a przede wszystkim jego elity, zrozumiały, że Polska leży pomiędzy Bałtykiem a Karpatami oraz miedzy Odrą i Nysą Łużycka a Bugiem i obecną granicą wschodnio-północną? Że na tym obszarze ma budować swoje szczęście i swoją przyszłość oraz że poza tym obszarem nie ma dla nas miejsca na ziemi. Na pytanie co robić, można odpowiedzieć: w pierwszej kolejności wzmocnić własną świadomość historyczna i polityczną oraz nauczyć się ziem zachodnich. Bez tych umiejętności we własnym kraju będziemy V Kolumną.

I na koniec przypowieść. Chłop, chcąc przypodobać się Żydowi, nie ściągnął czapki przed krzyżem. Żyd zobaczył to i zerwał z nim umowę mówiąc, że jeżeli nie potrafi uszanować swoich obyczajów, nie poszanuje i jego. Ten sam problem dotyczy wielu przedstawicieli polskich powojennych elit. Ukraińcy bardzo chcą utrzymać swoje państwo, u Polaków jakoś tego nie widać.

 

CZYTAJ TAKŻE: Stowarzyszenie Edukacji Medialnej i Społecznej, powołane przez środowisko tworzące portal wPolityce.pl, buduje polski portal na Górnym Śląsku

 

 

 

 

------------------------------------------------------------------

------------------------------------------------------------------

Do nabycia wSklepiku.pl!

"Dwór - polska tożsamość"

Dwór - polska tożsamość

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...