Pacyfikacja protestów, o ile w ogóle się uda, doprowadzi do stworzenia na Ukrainie kolejnej, obok Białorusi, enklawy autorytaryzmu i korupcji

PAP/EPA
PAP/EPA

Sytuacja na Ukrainie z każdym dniem staje się coraz bardziej rozpaczliwa. Obawiam się, że bez mocnego głosu Unii Europejskiej, do którego impulsem mogłaby być pryncypialna postawa Polski, prezydent Janukowycz doprowadzi do szybkiej i brutalnej pacyfikacji protestów w Kijowie, a następnie do systematycznej rozprawy z całą opozycją polityczną w kraju.

W poniedziałkowy wieczór mówiłem w TV Republika o tym, że priorytetem dla Unii Europejskiej zawsze była i jest stabilizacja. Dla europejskiej dyplomacji najważniejszym będzie zapobieżenie rozlewowi krwi, choćby za cenę pozwolenia na stworzenie na Ukrainie kolejnej środkowoeuropejskiej dyktatury. W obliczu narastającej przemocy w Kijowie, a zwłaszcza momentu, w którym pojawią się pierwsi zabici, co przy strzelaniu na wprost gumowymi kulami i powszechnym użyciem koktajli mołotowa wydaje się nieuniknione, Unia Europejska postawi na mocniejszego partnera w konflikcie.  Ze względu na organizacyjne i finansowe wsparcie Rosji będzie nim rządzący prezydent Janukowycz, któremu pozwoli się na szybkie i zdecydowane użycie siły w celu zakończenia protestów.

Warto zauważyć, że gdy w USA rozważa się wprowadzenie sankcji personalnych wobec członków ukraińskich władz i zamrożenie kont należących do ukraińskich przedsiębiorstw państwowych (na wzór sankcji zastosowanych wobec Białorusi), pytana o analogiczne rozwiązania szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton odpowiedziała, że póki co nic takiego nie jest brane przez UE pod uwagę. Wydawałoby się, że wielusettysięczne manifestacje trwające bez przerwy przez dwa miesiące, coraz to brutalniejsze ataki na dziennikarzy i aktywistów opozycji, zmiany prawa pozbawiające ludność części praw obywatelskich oraz otwarta groźba użycia broni do pacyfikacji protestów powinny być dla unijnej dyplomacji dostatecznie silnym impulsem do zaostrzenia kursu wobec władz Ukrainy. A jednak nie jest, co skłania do stawiania pytań o przyczyny tej bierności.

Pacyfikacja protestów, o ile w ogóle się uda, doprowadzi do stworzenia na Ukrainie kolejnej, obok Białorusi, enklawy autorytaryzmu i korupcji. Co gorsza, tak jak Białoruś będzie to enklawa używana do realizacji rosyjskich celów militarnych, politycznych i ekonomicznych. Załamanie się demokracji na Ukrainie będzie dla Polski prawdziwym wyzwaniem, wymagającym zaangażowania olbrzymich środków finansowych i politycznych przez szereg następnych lat. W oczywisty sposób niekorzystnie zmieni także bilans naszego bezpieczeństwa, narażając Polskę na otwartą rosyjską presję militarną. Rosyjski parasol nad Ukrainą bardzo skomplikuje także wszelkie plany uniezależnienia Polski od dostaw gazu z Rosji w oparciu o ewentualne zasoby basenu Morza Czarnego. To Polska będzie także musiała w pierwszej kolejności przygotować się na przyjęcie fali ukraińskich uchodźców politycznych i ekonomicznych.

Rozumiem, że z perspektywy Brukseli te problemy są znacznie mniej ważne od kryzysu syryjskiego, nota bene także sponsorowanego przez Rosję, ale dla polskiej racji stanu jest to sprawa olbrzymiej wagi. Bez otwartego i jednoznacznego stawiania tych spraw w Komisji Europejskiej, Europarlamencie czy w stosunkach bilateralnych z państwami członkowskimi i Ukrainą, zostaniemy zmarginalizowani. Za dzisiejszą niemrawość polskiego rządu najpierw zapłacą Ukraińcy, a zaraz potem polski podatnik.

Drodzy Państwo, bardzo chciałbym być fałszywym prorokiem. Być może do pacyfikacji nie dojdzie przed wizytą komisarza Stefana Fulle na Ukrainie, a wizyta ta jej ostatecznie zapobiegnie. Polska nie ma jednak ani minuty do stracenia. Nie możemy teraz stać z boku i zdawać się na europejski punkt widzenia, który zawsze będzie ciążył ku rozwiązaniom doraźnym, a w długim horyzoncie fatalnym w skutkach. Zwłaszcza dla Polski.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych