Wycofanie przez Marcina Pakulskiego, pełniącego obowiązki szefa NFZ skargi z Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego na ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza, nie zaskakuje.

Zawsze wiedział, z której strony wieją wiatry. Jest w końcu sternikiem jachtowym

- twierdzą jego znajomi.

Czy Marcin Pakulski, który kilkanaście dni temu został p.o. szefa Narodowego Funduszu Zdrowia będzie lekarzem kulejącego systemu czy „pływakiem”? Czy też, zgodnie z teorią mimikry, przyjmie styl pracy szefa resortu zdrowia Bartosza Arłukowicza:

to nie ja, to kolega?

Zawodowy życiorys Pakulskiego, przynajmniej na początku, robi wrażenie. Na mnie zrobił, zatem cytuję go niemal w całości ze strony internetowej Centrali NFZ:

Lekarz-pulmonolog, absolwent Akademii Medycznej we Wrocławiu. Ukończył studia podyplomowe na Politechnice Częstochowskiej w zakresie zarządzania i marketingu, specjalizacja - zarządzanie w ochronie zdrowia. W 1995 roku podjął pracę w Zespole Szpitali Miejskich SPZOZ w Częstochowie, gdzie w latach 1995-2003 pracował kolejno na stanowisku młodszego asystenta i asystenta. Następnie objął stanowisko zastępcy naczelnika Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych w Urzędzie Miasta Częstochowy. Od 2004 roku pełnił funkcję dyrektora naczelnego SPZOZ w Lublińcu, a w 2007 został dyrektorem naczelnym SPZOZ Miejskiego Szpitala Zespolonego w Częstochowie. 7 lutego 2008 r. powołany na stanowisko p.o. Dyrektora Śląskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ w Katowicach. Funkcję tę sprawował do marca 2008 r., gdy został Zastępcą Dyrektora SOW NFZ do spraw medycznych. Od lipca 2012 do 16 września 2012 r. pełnił obowiązki Dyrektora Oddziału NFZ w Katowicach.

Potem został awansowany na stanowisko wiceprezesa Centrali NFZ. Pakulski był jednym z założycieli Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy i Stowarzyszenia Przyjaciół Szpitala im. Tytusa Chałubińskiego w Częstochowie. Przeszedł ewolucję – od lekarza – związkowca do dyrektora, niekoniecznie lubiącego związki zawodowe.

Jak widać, na zawodowej trampolinie Marcin Pakulski znalazł się w 2003 roku. Zdecydował wtedy, że zamiast leczyć, woli zarządzać. Inną kwestią jest, czy z korzyścią dla pacjentów?

W podjęciu tej życiowej decyzji pomogła mu partia. Pakulski jest bowiem członkiem Platformy Obywatelskiej od 2001 roku. Jego partyjna legitymacja nosi niski numer.

Z bloga Haliny Rozpondek, posłanki PO z Częstochowy:

1 lutego 2001 r. powstała w Częstochowie Platforma Obywatelska. Założycielami jej byli: Bogusław Chatys, Halina Rozpondek oraz Artur Borys. […] Po rejestracji Platformy Obywatelskiej jako partii jej pierwszym Przewodniczącym w Częstochowie został Bogusław Chatys – pełnił tę funkcję do 2010 roku. Na spotkaniu założycielskim, które odbyło się 5 lutego 2001 r. dołączyli kolejni członkowie, w liczbie około 20. Wśród nich byli działający do dzisiaj: Marcin Pakulski, Andrzej Zembik, Andrzej Kwapisz i Krzysztof Łoziński i oczywiście Bogusław Chatys i Halina Rozpondek.

Jednak dzisiaj promotorem Pakulskiego już nie jest Halina Rozpondek, ale Grzegorz Sztolcman, prominentny poseł PO z Częstochowy, który szczególną atencją darzy służbę zdrowia, a szpitale – w szczególności.

Marcin stara się niczego nie podpisywać, a już szczególnie kontrowersyjnych dokumentów. Jeżeli może, to tę czynność przerzuca na podwładnych. Jest wierny zasadzie, iż nic tak nie plami, jak atrament

– uważa jego dawny współpracownik z NFZ w Katowicach.

Kiedy Pakulski był dyrektorem w Lublińcu, jednym z lekarzy szpitala był wówczas dr Ryszard Antkowiak. Pakulski znał go bardzo dobrze. Po odejściu Pakulskiego z lublinieckiej lecznicy na stanowisko dyrektora szpitala w Częstochowie (2007 r.), później dyrektorką „osieroconej” placówki została Mirella Mac. Na tym stanowisku była tylko 18 dni! Nawiasem mówiąc do Lublińca trafiła ze stanowiska dyrektorki szpitala w Mysłowicach, które straciła po miesiącu! Później do pracy w szpitalu w Świętochłowicach przyjął ją ówczesny dyrektor Grzegorz Nowak (obecny szef Oddziału NFZ w Katowicach). Nowakowi jak widać nie przeszkadzały zarzuty prokuratury, że Mirella Mac nie ma wyższego wykształcenia, niezbędnego na stanowisku dyrektora szpitala.

Portal naszemiasto.pl tak donosił w październiku 2008 roku o sytuacji w szpitalu w Lublińcu:

Ryszard Antkowiak dostał wysoką podwyżkę i został przez dyrektorkę szpitala Mirellę Mac mianowany zastępcą ordynatora chirurgii i pełnomocnikiem ds. restrukturyzacji. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że doktor Antkowiak pracował w Lublińcu jako lekarz kontraktowy, a w Mysłowicach był ordynatorem w jednym ze szpitali miejskich, a w drugim działał w spółce medycznej. Co więcej, ten sam lekarz wykonuje w lublinieckim szpitalu zabiegi endoskopowe, wykorzystując własny sprzęt, a szpital płaci za tę dzierżawę kilka tysięcy złotych miesięcznie. Przeciwko temu ostro zaprotestowali lekarze, którzy skierowali oficjalne pismo w tej sprawie do dyrektora szpitala.

Ciekawe, czy obecny szef NFZ wiedział o takim wykorzystywaniu sprzętu? Sprawa była głośna, środowisko małe, zatem z dużym prawdopodobieństwem mogło tak być.

Kolejny raz drogi Antkowiaka i Pakulskiego przecięły się cztery lata temu. Marcin Pakulski był wtedy zastępcą Dyrektora Śląskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ do spraw medycznych. Antkowiak natomiast – współwłaścicielem spółki Eskulap, zajmującej się świadczeniem usług medycznych.

23 grudnia 2011 roku śląski NFZ rozpisał konkurs na chirurgię jednego dnia. Termin składania ofert upływał 5 stycznia 2012 r. Żeby złożyć ofertę, szpital musi mieć wpis w rejestrze wojewody. Jednak o taki dokument można się starać dopiero wtedy, gdy sanepid uzna, że obiekt jest gotowy do przyjmowania chorych. Tyle teorii. Praktyka w tym przypadku była inna.

Szpital spółki Eskulap w Wieprzu otrzymał taką decyzję, bo już 30 grudnia został wpisany do rejestru wojewody z datą rozpoczęcia działalności leczniczej 2 stycznia 2012 roku. Mógł więc złożyć ofertę w NFZ-ecie.

Przeprowadzona w 2011 roku kontrola oddziału chirurgii małoinwazyjnej szpitala spółki Eskulap w Wieprzu koło Żywca wykazała szereg poważnych uchybień. Wyszło, że mimo iż szpital jest w budowie, to otrzymał kontrakt na leczenie chorych z NFZ! Okazało się też, iż szpital nie zawał umowy ubezpieczenia na rzecz pacjentów z tytułu zdarzeń medycznych określonych w przepisach o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta.

To nie wszystko. Kontrolerzy opisywali m.in. taki stan rzeczy:

W części dotyczącej struktury organizacyjnej przedsiębiorstwa podmiotu wskazano oddział neurochirurgii jednego dnia, oddział urologii jednego dnia, oddział ginekologii jednego dnia, oddział laryngologii jednego dnia oraz poradnię urologiczną i poradnię urologiczną dla dzieci; we wskazanych komórkach organizacyjnych nie są udzielane świadczenie zdrowotne z powodu braku personelu medycznego mającego udzielać świadczeń we wskazanym zakresie oraz braku kontraktu ze Śląskim Oddziałem Narodowego Funduszu Zdrowia.

Dlaczego przypominam tę sprawę? Otóż – jak się dowiedziałem nieoficjalnie – przyznanie kontraktu dla lecznicy w Wieprzu jest jedną z nielicznych decyzji, pod którą swój podpis miał złożyć Marcin Pakulski.