Mogłoby się wydawać, że przyznanie się do dewiacji seksualnych jest gwoździem do trumny każdej osoby publicznej. Dla niektórych stanowi jednak furtkę do kariery. Najlepszym przykładem jest Mariusz Drozdowski, który obwieścił na swoim blogu, że jest pedofilem.

Portal dziennik.pl opublikował dziś bardzo długi wywiad z liderem środowisk LGBTQ na Uniwersytecie Warszawskim. Dziennikarz Paweł Zarzeczny mawia, że dziś już nie robi się wywiadów, tylko rozmówki, ponieważ ta działka dziennikarstwa już na zawsze pozostanie domeną Oriany Fallaci. Najwyraźniej w rolę legendy reportażu postanowiła wcielić się redaktor Marta Jarosz, która obsadziła „Jej Perfekcyjność” w roli nieomylnej Alfy i Omegi, ba, wyroczni delfickiej, która w swej cierpliwości i łaskawości odpowiada na wszystkie pytania dziennikarki, a jest ich... kilkadziesiąt.

Drozdowski oprócz opowiastek o zakładaniu damskich fatałaszków, goleniu nóg czy robieniu sobie makijażu i standardowej porcji użalania się nad sobą (oczywiście jako człowiek ciemiężony przez katolski ciemnogród wykonujący polecenia tyrańskiego Watykanu), deklaruje, że nie obchodzi go, jaki obraz jego osoby kreują media.

Na pytanie dziennikarki, dlaczego w takim razie doprowadził do zablokowania strony wSumie.pl, Drozdowski dopowiada:

Regularnie od kilku lat – chyba od chwili, gdy otrzymałem stypendium im. Jana Pawła II - mniej więcej co półtora roku środowiska prawicowe wynajdują jakiś powód, żeby mnie zaatakować i zdyskredytować. Dotychczas z tym nie walczyłem, ale ostatnio tak się jakoś złożyło, że poznałem prawnika, który zasugerował mi, że powinienem coś z tym zrobić. Przyznałem mu rację i wykorzystując to, że pozwolił sobie nie płacić horrendalnie wysokim kwot za obsługę prawną, przekazałem mu swoje pełnomocnictwo. Chciałbym, żeby ktoś, kto w przyszłości będzie chciał mnie atakować, zastanowił się dwa razy, zanim to zrobi.

Ależ Panie Mariuszu, nikt nie chce Pana zdyskredytować, ani zaatakować. Nasza doba ma standardowe 24 godziny, więc nawet nie jesteśmy w stanie wyłuskać choćby godziny na „ataki na Drozdowskiego”. Poza tym, miło wiedzieć, że otrzymał Pan stypendium im. Jana Pawła II – aż tak szczegółowo nie znamy Pańskiego życiorysu, a jakoś nikt z naszej redakcji nie podjął się jeszcze pisania Pańskiej biografii. Ba, nikomu to nawet nie przeszło przez myśl.

Jedyną „winą” portalu wSumie.pl piórem niżej podpisanego było zacytowanie wpisów samego Drozdowskiego, który deklarował swoją pedofilię. Na swoim blogu pisał m.in.:

 

Ja, dla przykładu, jestem transem i pedofilem. I spoko, żyje mi się z tym całkiem fajnie.

 

No i że odkryłem i powiedziałem wprost: jestem pedofilem i transgenderem. Jestem. I nie obchodzi mnie to, komu się to podoba lub kto uważa to za wymysł i moją kreację na pokaz.

Choć prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w tej sprawie, jej stanowisko było jasne.

Zgodzono się, że wpisy na blogu internetowym zamieszczone przez Mariusza D. są niestosowne i nie powinny się tam znaleźć -

oświadczył rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Dariusz Ślepokura.

To jednak nie przeszkadza Drozdowskiemu, aby odwracać teraz kota ogonem i przypisywać swoim słowom zupłenie inne znaczenie. Jakie? Ten klucz zna chyba tylko sam(a) „Jej Perfekcyjność”.

Od dłuższego czasu tłumaczę, że pewni ludzie mają problem z odróżnieniem rzeczywistości od tego, co się dzieje w dyskursie w tym na moim blogu. Sprawa, o której mowa, to nie tylko kwestia niezrozumienia mojego przekazu. Część z tego, co niby było cytatem i miało świadczyć o moich skłonnościach pedofilskich, zostało wymyślone, stąd też cała sprawa. Nie jestem pedofilem - mówi dziennikowi.pl Drozdowski.

To zapewne przez nasze problemy z wykładnią literalną stwierdzenia „Jestem pedofilem” opublikowanego na oficjalnym blogu „Jej Perfekcyjności”... Dlaczego w takim razie, Drozdowski po nagłośnieniu sprawy i złożeniu przez portal wSumie.pl zawiadomienia do prokuratury, zaczął zmieniać wpisy na swoim blogu, usuwając deklaracje o swojej pedofilii? Czyżby chciał coś ukryć?

Czy na to pytanie wygadana „Jej Perfekcyjność” udzieli równie wyczerpującej odpowiedzi? Jeśli nie, to służymy zabezpieczonymi archiwalnymi wpisami. A może Drozdowski znowu sięgnie po cenzurę? Powinen pamiętać, że to obosieczny miecz. Może sobie jeszcze połamać paznokcie...

Aktywista z dumą deklaruje zasłuchanej w jego wypowiedzi dziennikarce:

 

Ja po prostu lubię wyglądać jak mężczyzna źle przebrany za kobietę.

 

Nie mam też problemu, gdy nazywa się mnie, gejem, dziwakiem, a nawet lesbijką.

 

Mówią do mnie „Jej”, „Jotpe” lub Mariolka (...).

 

Oto narodziny nowego autorytetu!