Szef BBN gen. Stanisław Koziej w rozmowie z „Polska The Times” rozmawiał o najnowszym filmie Władysława Pasikowskiego. Obraz opowiadający o płk. Ryszardzie Kuklińskim jest pretekstem do wspomnień o bohaterze filmu.

Pamiętam go jako człowieka cichego, spokojnego, szlachetnego, dobrotliwego dla ludzi, ciepłego dla podwładnych, lojalnego pod każdym względem wobec przełożonych. Ale to przecież był urzędnik państwowy, żołnierz, który dopuścił się czynu trudnego do zaakceptowania dla ludzi w mundurach, tzn. służby dla obcego państwa. Stany Zjednoczone były wówczas po drugiej stronie żelaznej kurtyny, przedstawiało się je jako państwo, które w razie wojny zrzucałoby bomby na nasz kraj. Wyobraźmy sobie analogiczną sytuację dzisiaj, gdyby ktoś pracował dla obcego wywiadu, nawet sojuszniczego

- mówi Koziej.

W odpowiedzi na uwagę, że trudno o działaniach Kuklińskiego mówić jako o „pracy dla obcego wywiadu” szef BBN wyjaśnia o co mu chodziło:

Miałem na myśli odbiór czynu Kuklińskiego przez mundurowych, którzy wtedy z nim pracowali. Co do pułkownika, to, znając jego charakter, jego uczciwość wewnętrzną, jestem przekonany, że wierzył, że to, co robi, robi w słusznej sprawie. Pracując dla Amerykanów, był przekonany, że pracuje dla dobra Polski. Że obrany przez niego sposób działania zmniejsza ryzyko nieszczęścia dla naszej ojczyzny.

Dodaje również, że płk Kukliński był „trochę naiwny”, gdy skontaktował się z amerykańskim wywiadem.

Generalnie jestem jednak przekonany, że w pewnym momencie zorientował się, że w razie konfliktu między dwoma blokami Polska znów byłaby obrócona w perzynę. I to w większym stopniu niż w czasie I czy II wojny światowej. Więc jeśli myślał, że w taki sposób może zmniejszyć ryzyko wojny, to traktował to jako czyn nie tyle szlachetny, co czyn w interesie narodowym Polski. Czyn pragmatyczny

- wyjaśniał Koziej.

Pytany, czy przewidywania płk. Kuklińskiego nie były zbyt pesymistyczne gen. Koziej tłumaczy, że III wojna światowa była całkiem realna.

III wojna światowa była realnie nad nami wiszącą możliwością zagłady. My tę wojnę "ćwiczyliśmy" bez przerwy - wojska ciągle wyjeżdżały na poligony, oficerowie jeździli na granice i analizowali możliwe działania w wypadku wybuchu wojny. Dziś dywizje są daleko od granic. Wtedy armie po prostu stały naprzeciwko siebie. W gotowości było mnóstwo wojska. Mała iskra mogła przerodzić się w ostrzał. Ten zaś - w wybuch wojny. Efekty takiej wojny mogłyby być niewyobrażalne. W czasie ćwiczeń liczyliśmy, ile ludzi może zginąć w danym mieście, jaki obszar zostanie skażony, ile dni trzeba będzie czekać na przejście strefy skażenia promieniotwórczego itd. Były realne przygotowania i realne plany prowadzenia takiej wojny. Co prawda sam Kukliński konkretnych planów operacyjnych nie znał, ale uczestniczył w przygotowywaniu ćwiczeń i na tej podstawie mógł wyciągać wiele wniosków

- mówi dalej szef BBN.

Mówiąc o relacjach Kuklińskiego z szefostwem gen. Koziej wskazuje, że był on lubiany.

Nie tylko przez przełożonych, ale niemal wszystkich generałów - łącznie z gen. Jaruzelskim. U wszystkich miał markę świetnego fachowca. Był zawsze dyspozycyjny, w każdej chwili gotowy do realizacji najtrudniejszych zadań. Był lubiany także przez podwładnych. Pamiętam, że pułkownik pisał ołówkiem, co mnie osobiście bardzo dziwiło - "dlaczego on to robi, ciągle musi ten ołówek temperować?", (śmiech) Bazgrolił drobnym maczkiem na takich ogromnych płachtach papieru. Później pilnie musiały to przepisywać maszynistki, które miały zwykle pełne ręce roboty. Ale dla "Rysia" gotowe były rzucić wszystko inne. Był taką dobrą duszą: nigdy się nie denerwował, nie przeklinał, nie krzyczał. Przez trzy lata pracy z nim nie przypominam sobie żadnych nerwowych sytuacji

- dodaje.

Pytany, czy płk Kukliński napisał dużo przemówień generałom Jaruzelskiemu i Kiszczakowi, Koziej odpowiada:

Dla gen. Jaruzelskiego tak, dla gen. Kiszczaka nie. Nie pracowaliśmy dla niego. Często pisaliśmy rzeczy nie tylko fachowe: wojskowe czy strategiczne, ale także polityczne wystąpienia. Pisaliśmy też teksty gen. Siwickiemu: na plenum Komitetu Centralnego lub na posiedzenie Biura Politycznego. Z tym się wiąże humorystyczne wspomnienie. W naszym oddziale często powstawały opracowania zbiorcze, tzn. że np. jakiś zarząd Sztabu Generalnego dawał jedną wstawkę, a Inspektorat Techniki, Główny Zarząd Szkolenia Bojowego lub Główny Zarząd Polityczny - inne. Z tego razem trzeba było zrobić materiał, który np. był zabierany przez szefostwo na posiedzenia komitetu Układu Warszawskiego. No i gdy ktoś przywoził swoją wstawkę, to Kukliński zawsze mówił: "Wow, miodzik, świetnie napisane, dzięki, lepszego się nie dało!". Wycałował jegomościa i ten odjeżdżał zadowolony. A później Kukliński mówił do mnie: "Zobacz, Staszek, dramat! Znowu trzeba pisać wszystko samemu", (śmiech) Nawet w sytuacjach, kiedy otrzymywaliśmy wyraźny "gniot", Kukliński zawsze wychwalał autora. Po prostu taki był. Tym sposobem zjednywał sobie sympatię także w innych instytucjach. Jeśli teraz na to popatrzymy, to może to nie było jego spontaniczne zachowanie? Może była to celowa taktyka agenta, który chce zjednywać sobie innych ludzi?

- snuje domysły szef BBN.

Mówiąc o współczesnej ocenie płk. Kuklińskiego oraz propozycji nadania mu Orderu Orła Białego gen. Koziej wyjaśniał, że sam Kukliński nie byłby zadowolony, że wokół jego osoby toczą się dyskusje.

Gdyby płk Kukliński żył dzisiaj i obserwował niektóre spory go dotyczące, to byłby nimi mocno zniesmaczony. Niektórzy wykorzystują pułkownika do autopromocji - chcą wynosić go na ołtarze, aby pokazać, jakimi sami są patriotami. To mojemu szefowi najbardziej by się nie podobało

- tłumaczy Koziej, który w całym wywiadzie podpiera się w niemal co drugim słowie postacią płk. Kuklińskiego i wskazuje, że wspólnie pracowali w czasach PRL.

Sprawa wspólnej pracy gen. Kozieja i płk. Kuklińskiego w ogóle przedstawiona jest w sposób bardzo wybiórczy. Obecny szef BBN pracował w tym samym oddziale co Kukliński, jak sam obecnie mówi wiele działań prowadził razem z Kukliński. Co więcej, w rozmowie przyznaje, że był świadomy, że Polsce groziła III wojna światowa. Ba, nawet ćwiczył ją na co dzień. Co zrobił ze swoją wiedzą? Czy godził się na zniszczenie Polski w ramach działań wojennych?

Wiadomo, że płk. Kukliński swoje wiadomości postanowił wykorzystać na korzyść Polski i udzielając informacji USA uchronił zapewne Polskę przez całkowitym zniszczeniem. Co w tym czasie zrobił Koziej?

Niestety na takie pytania szef BBN nie odpowiada. Bowiem one nie padają...

Czytelnik nie dowie się również o historii dwóch kolegów z oddziału. Płk. Kukliński swoją wiedzą podzielił się z Amerykanami – w odpowiedzi został skazany na śmierć, a jego synowie zginęli w niejasnych okolicznościach. Gen. Koziej o swojej wiedzy milczał, współpracował z gen. Jaruzelskim, gen. Siwickim, działał w wojsku podporządkowanym Sowietom, a w III RP zrobił błyskotliwą karierę.

Gen. Koziej jest dziś szefem BBN, płk Kukliński nawet po śmierci musi się zmagać z kłamliwymi oskarżeniami o zdradę. Historia Polski ostatnich lat w skrócie?

KL