Dyskusja wokół "Resortowych dzieci" trwa. Publikacja wzbudziła oburzenie głównie po stronie bohaterów książki, jednak zastrzeżenia do niej mają także publicyści i dziennikarze na co dzień opowiadający się za jawnością powiązań dzisiejszych elit z systemem PRL.

Pisarz i publicysta Bronisław Wildstein zwraca uwagę, że tak naprawdę "gorąca atmosfera" została wykreowana później:

W Telewizji Republika w moim programie "Bronisław Wildstein przedstawia" rozmawialiśmy na temat "Resortowych dzieci". W studiu pojawili się Dorota Kania i Piotr Zaremba. Spierali się bardzo ostro, ale nie wyszli pokłóceni. Fatalna aura wokół tego wydarzenia powstała dopiero później. Stało się tak, bo atmosferę kreują sekundanci. Ci, którzy stoją z tyłu i wciąż powtarzają: "ugryź, ugryź!" To kreacja wrogości.

Dziennikarz podkreśla, że książka jest bardzo ważną pozycją na rynku, gdyż

jako pierwsza pokazuje realne zjawisko. (...) Dzięki publikacji możemy obserwować poważny proces reprodukowania się elit PRL-owskich w III RP. Krótko mówiąc: elity III RP dziedziczymy z czasów komuny. Ta książka dobrze to pokazała na płaszczyźnie medialnej.

Wildstein zauważa jednak, że książka ma też wiele niedociągnięć. Zdaniem publicysty "Resortowe dzieci" opisuje także postaci, które nie powinny się tam znaleźć.

To ułatwia wprowadzenie dyskusji na niewłaściwie tory

- dodaje redaktor naczelny TV Republika.

Jego zdaniem, głosy publicystów, np. Piotra Skwiecińskiego czy Michała Karnowskiego są w tej dyskusji bardzo ważne. Jednak nie można zapominać o głównym celu publikacji Doroty Kani i Jerzego Targalskiego.

Ta publikacja miała pokazywać elementarną jakość socjologiczną. Rodowód elit jest strasznie ważny. Bardzo interesująco jest prześledzić, jak one wyglądają, jak są spluralizowane. Jeżeli mamy jednorodne elity w III RP, które wyrastają bezpośrednio z PRL-u, to możemy powiedzieć, że w jakimś sensie dziedziczymy PRL. (...) Ale ludzie nie ponoszą winy za swoich rodziców! To oczywiste i nigdzie w tej książce nic takiego nie ma. (...) Jeśli znacząca część elit jest kontynuatorem elit komunistycznych, to staje się to zjawiskiem społecznym

- wyjaśnia Wildstein, podkreślając, że poprzez wychowywanie się w konkretnych środowiskach ludzie dziedziczą mentalność.

Dziennikarz dodaje, że pochodzenie ma znaczenie, w momencie gdy determinuje nasz sposób myślenia i pozycję.

Ma znaczenie wyłącznie, kiedy przekłada się na konsekwencje społeczne. Jeśli to byłyby pojedyncze przypadki typu: pojedyncze osoby z obecnych elit miały rodziców w UB, to nie miałoby znaczenia. (...) Kiedy jednak takie przypadki stanowią znaczący czynnik stratyfikacji społecznej, wszystko się zmienia, bo ludzie są (mniej lub bardziej) determinowani przez układ, w którym funkcjonują

- stwierdza publicysta.

mc, "Polska The Times"