Nareszcie wiadomo, co oznacza w całej rozciągłości i zawężeniu nazwa największego przedsięwzięcia ludzkości po egipskich piramidach, Rewolucji Francuskiej i rozpadzie ZSRR, czyli Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Bo że nie oznacza tego, co oznaczać miała, widzimy gołym okiem. Jakiej „świątecznej”, czy w styczniu są jakieś święta? No, chyba że zaliczymy do nich święto głupoty, która każe organizować największą zbiórkę na szczytne cele akurat w terminie, gdy Polacy po świętach, Sylwestrze, przeróżnych rocznych rozliczeniach czy kosztach opału, są w zdecydowanej większości kompletnie spłukani.

Nic to, utarło się, że akcja zwana orkiestrą Wielką jest, bo Wielki jest sam Jurek Jerzy, Juras, Owsiak, Robiący, co Chcący, showman Siema. No więc Jurek się ma, i to nie najgorzej. A ma się za Większego niż Najwięksi. I rzeczywiście jest, choć bardziej był - Wielki, gdy na pomysł swojej akcji wpadał. Nie chcę się dziś zniżać do Jurka Jerzego poziomu, ale jeszcze parę lat temu, zanim zaczął kompromitować Orkiestrę, tak jak on przywaliłby „z baśki” każdemu, kto krytykuje Wałęsę, tak ja wołałbym, że mordy w kublik i wara od Jurka.

Wszystko zmieniło się, gdy zaczął na Przystanek Woodstock zapraszać telewizyjne „autorytety” lizania władzy w ucho, nie dostrzegając, że swój własny, ten, który uporczywie budował, od dwudziestu kilku lat namawiając młodzież do empatii, rozmienia na drobne, drobniejsze, pył zaledwie. Pył potrzebuje oparcia, nic dziwnego, że – najwyższy czas o tym wspomnieć – wyrósł Jurkowi Jerzemu w ostatnich latach potężnych rozmiarów cokół, który majta mu się w okolicach tyłka noszonego wyżej niż najwyżsi górale pamiętają. Nie jest to coś, przy czym można zachowywać się racjonalnie i nie łazić np. na czworaka po stołach pełnych przedmiotów wystawionych przez innych ludzi na aukcję, w poszukiwaniu nieistniejącego podobno słoja. Niestety.
A więc są sprawy dwie: jedna to megazasługi Jurka Jerzego dla wielu nieszczęśliwych rodzin w Polsce, nieszczęśliwych nie tylko dlatego, że trapionych ciężką chorobą dziecka, a więc czymś najtrudniejszym do wyobrażenia, ale i skazanych na tzw. polską służbę zdrowia, czyli bryndzę i lata czekania na złudną nadzieję. Choćby dlatego, że zabrakło odpowiedniego sprzętu, by wcześniej zdiagnozować chorobę.

Tak, znam setki populistycznych pieśni o tym, że przecież są Caritas, organizacje społeczne, że Owsiak bawi się w ministra zdrowia, mało tego – że sam minister tak go traktuje, że gigantyczne pieniądze idą na promocję, na Przystanek Woodstock, na którym młodzież robi wszystko, ale na pewno nie prowadzi zdrowego trybu życia, choć i na to Polacy wrzucają Orkiestrze, swoje (ubogi Owsiak „z blokowiska” musi to wiedzieć aż za dobrze) ciężko zarobione pieniądze. I tu pytanie istotne - kiedy, w którym momencie swojej działalności Jurek Jerzy zadał Polakom to pytanie: ile i czy w ogóle on sam oraz jego rodzina mają zarabiać na WOŚP? Owszem, z czegoś żyć musi. Ale czy na pewno z chorych dzieciaków, bo to one najczęściej nie dostają „swoich”, gdyż dla nich przeznaczonych pieniędzy?

A jednak zniósłbym wszystko: każde tłumaczenie, nawet najbardziej naciągane, zniósłbym, bo też uważam, że lepiej robić coś dobrego niż udawać, że się robi, rzucając innym kłody pod nogi, lepiej w dobrą stronę iść choćby kulawo niż zza drzewa wystawiać kopyto, by się wszyscy inni na nim potykali. Jednego nie zniosę – tego koszmarnego, żenującego, okropnego i nieestetycznego przymilania się Jurka Jerzego do tych, którzy tworzą w Polsce okołoczerski ośrodek przekazu medialnego. Żeby jeszcze podlizywał się w imię większych wpłat na konto Orkiestry, żeby był w tym jakiś plan wzmocnienia jej zasięgu. Nic z tych rzeczy – podlizuje się wyłącznie dla siebie i sam z siebie (bo nie zgodzę się z interpretacją, że akurat rodzice w MO tłumaczą tu cokolwiek), godząc jednocześnie w dobre imię dzieła swoje życia - Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Bo czymże innym jest np. stałe zapraszanie na Przystanek Woodstock przedstawicieli jednej tylko opcji medialno-politycznej, mało tego, znanych z licznych szarż czystej, żywej nienawiści do ludzi inaczej myślących – o Polsce, Bogu, polityce?

A więc przeanalizujmy tę nazwę raz jeszcze.

Wielka – bo Wielkie nadmuchaliśmy Jurkowi Jerzemu ego.

Orkiestra – bo jego oponenci zaczynają wydawać z siebie nieznośną dla uszu kakofonię półprawd i nieudowodnionych insynuacji.

Świątecznej – bo odświętnej w sensie „rzadkiej”, i na nic się tu zdadzą nawoływania przeciwowsiakowych, że „można wrzucić pieniążek gdzie indziej”, bo można, ale nikt nie wrzuca, albo prawie nikt, że przeproszę co wrażliwszych.

A Pomocy, bo naprawdę wszyscy potrzebują jej w tej sprawie. Jurek Jerzy musi docenić lodówkę, do której warto czasem włożyć rozpalony lizusostwem i narcyzmem czerep rubaszny. Naprawdę szkoda chorych dzieciaków czy emerytów na polityczne przepychanki, jeszcze można się cofnąć i uznać, że Przystanek Woodstock nie powinien być miejscem taniej politycznej indoktrynacji. A Owsiaka oponenci? Im także pomoc bardzo by się przydała, czasem wystarczy przyjacielska dłoń położona na ramieniu i słowa „Daj spokój, nie masz się już na czym lansować?”.

Wyluzujcie panowie i przestańcie się szarpać, zanim Wam to chore dziecko całkiem wyleci z kocyka na chodnik.

 

 

 

 

----------------------------------------------------------------------------------

----------------------------------------------------------------------------------

Tylko w naszym sklepie wSklepiku.pl, można nabyć elegancki kubek z logotypem wPolityce.pl i specjalnie wykonanym rysunkiem znakomitego artysty Andrzeja Krauzego.

Kubek wPolityce.pl