Prof. Andrzej Paczkowski w wywiadzie dla „Polski The Times” analizuje ważne rocznice przypadające w tym roku. Jego zdaniem ważniejszy od roku 1989 był rok 1914.

W 1914 r. rozpoczął się cały wielki ciąg wydarzeń, który swoje zakończenie znalazł dopiero w 1945 r., a w Polsce dopiero w 1989 r. Przecież konferencja w Jałcie była jakby przedłużeniem konfliktu z 1914 r.

- uważa Paczkowski.

Od 1989 r. minęło już 25 lat, reperkusje tamtych zjawisk są bardzo odłożone w czasie. Wydarzeń na Majdanie w Kijowie nikt już nie łączy z Okrągłym Stołem. Choć rocznica wybuchu I wojny jest też wygodna, gdyż odrywa od bieżących konfliktów. Przypomina coś, co się wydarzyło 100 lat temu. Dla większości to, co się wówczas wydarzyło, nie ma związku z tym, co się dzieje teraz i w związku z tym łatwiej to zaakceptować, łatwiej upamiętniać. I wojna światowa przez wielu Europejczyków była zapomniana, dziś wraca się częściej do jej zakończenie niż początku, choć to początek jest ważniejszy. Przecież bez początku nie byłoby końca

- dodaje historyk.

Prof. Paczkowski przemiany demokratyczne, jakie dokonały się w Polsce w latach 80. utożsamia z postacią Lecha Wałęsy, uważając go za jedną z kluczowych postaci tamtego czasu:

Dzisiaj także jesteśmy świadkami prób podważania legitymizacji porozumienia z 1980 r. poprzez atakowanie Lecha Wałęsy, jednego z głównych architektów tamtejszych wydarzeń

- twierdzi Paczkowski, deprecjonując zarazem dokonania polskiej „Solidarności” i rolę tego ruchu w obaleniu systemu komunistycznego. Historyk pomija rolę pontyfikatu bł. Jana Pawła II oraz wielomilionowego ruchu obywatelskiego, jakim była „Solidarność”. Zamiast tego wolał przyjąć perspektywę niemiecką, podkreślając, jak doniosłym wydarzeniem był upadek muru berlińskiego, nie zauważając, iż procesy, które do tego doprowadziły, zaczęły się w Polsce.

Upadek muru był o wiele bardziej spektakularnym wydarzeniem, tym bardziej że stał się on też symbolem zjednoczenia Niemiec. To stanowiło bardzo istotny geopolityczny punkt zwrotny, gdyż było też elementem zjednoczenia się Europy. To była jakby zapowiedź kolejnych ważnych polskich dat, które przypadają w tym roku: 15. rocznicy wejścia do NATO i 10. rocznica dołączenia do Unii Europejskiej. Wreszcie upadek muru miał wymiar symboliczny. Wszyscy pamiętają, jak upadał mur berliński, gdyż pokazywały to telewizje. Tego się rzeczywiście nie da zapomnieć.

To nie pierwsza zaskakująca wypowiedź prof. Paczkowskiego. W czasie organizowanego w Niemczech sympozjum, historyk dopuścił się haniebnego szkalowania Polaków.

Z rąk polskich chłopów, często za kilo cukru lub litr wódki wręczany przez niemieckiego policjanta, zginęło zapewne  kilkadziesiąt tysięcy Żydów uciekających z "likwidowanych" gett, a drugie tyle wydano w ręce niemieckich oprawców

- stwierdził wtedy Paczkowski.

Trudno nie zadać pytania o kompetencje naukowe historyka dopuszczającego się tak poważnych manipulacji. O ewidentnej stronniczości prof. Paczkowskiego warto pamiętać także analizując jego wypowiedzi na temat dokonań Lecha Wałęsy i jego roli w „obaleniu” systemu komunistycznego. Trudno także oprzeć się wrażeniu, że tego rodzaju historycy bardzo ułatwiają działania wszelkim antypolskim działaniom w dziedzinie polityki historycznej - zarówno rodzimej, jak i europejskiej.

"Polska The Times"/aż