Politycy licytują się jak ukarać kierowcę, który prowadzi samochód pod wpływem alkoholu i prześcigają się w zaostrzaniu kar. Jeżeli chcemy, aby nikt, absolutnie nikt,  nie prowadził samochodu po wypiciu alkoholu to wprowadźmy karę obcięcia lewej dłoni (u mańkuta prawej), gdy podczas kontroli drogowej okaże się, że kierowca prowadził samochód pod wpływem alkoholu.

Gwarantuję, że wtedy staną się dwie rzeczy, po pierwsze - liczba osób, które wsiadają za kółko na cyku, rauszu lub bani spadnie prawie do zera. Czyli osiągniemy cel. Niestety, znajdą się nieliczni, którzy jednak pojadą po pijaku, wtedy, po drugie,  przybędzie jednorękich, albo standard życia policjantów z drogówki szybko się podniesie. Ale zawsze są jakieś uboczne negatywne efekty każdej regulacji.

Ale czy aby na pewno o to chodzi. Ekonomista podszedłby do problemu inaczej. Jaki jest faktyczny problem? Ano taki, że osoby pod wpływem alkoholu powodują wypadki drogowe. Czy jest ich dużo? W USA w 2009 roku było ponad 45,000 drogowych wypadków śmiertelnych, z czego w ponad 10,000 brali udział kierowcy pod wpływem alkoholu (0,8 promila lub więcej). To 22 procent wypadków. W Polsce w 2012 roku na drogach zginęło 3571 osób. Osoby pod wpływem alkoholu spowodowały 12 procent wypadków ogółem i zabiły 584 osoby, czyli odpowiadają za 15 procent zgonów z powodu wypadków drogowych.

Statystyki dla wielu krajów są dostępne tutaj (strona nr 10), pijani odpowiadają za: od 3 procent (kraje muzułmańskie) do ponad 20 procent (Chorwacja, Cypr) wypadków ogółem i ze skutkiem śmiertelnym. Większość krajów, dla których przedstawiono dane ma ten odsetek niższy niż Polska, zatem można postawić tezę, że w Polsce pijani kierowcy zabijają ludzi częściej niż przeciętnie w innych krajach. Poza tym w Polsce jest w ogóle więcej wypadków drogowych niż w innych krajach, co pokazuje powyższa mapka. Ale teraz zajmijmy się pijanymi kierowcami.

Przypomnijmy jaki jest cel tego doświadczenia myślowego, wprowadzić takie regulacje, które ograniczą liczbę wypadków drogowych powodowanych przez pijanych kierowców. Problem ten można rozwiązać na wiele sposobów, ale każdy ma jakieś negatywne efekty uboczne.

Po pierwsze, można zakazać jazdy samochodem w ogóle. Wtedy z pewnością pijani kierowcy nikogo nie zabiją, bo w ogóle nie będzie kierowców. Ale koszty dla gospodarki będą ogromne, bo tragarze na plecach będą nosić zaopatrzenie do Biedronek.

Po drugie, można w ogóle zakazać sprzedaży alkoholu. Przez pół roku nie będzie wypadków spowodowanych przez pijanych kierowców, a potem wydarzy się jedno z dwóch: albo będzie rewolucja albo w wielu domach pojawi się aparatura do pędzenia bimbru i jak po deszczu pojawią się nielegalne lokale z alkoholem. Jak w USA w czasach prohibicji. Koszty społeczne będą olbrzymie, a dodatkowo budżet straci dochody z akcyzy. A rząd nie zagłosuje za odebraniem sobie koryta. Odpada.

Po trzecie, można zaostrzyć kary za prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu. Ale jak zaostrzać to na poważnie, czyli jak sugerowałem na początku przez obcięcie dłoni. Ale koszty społeczne będą znaczące, bo być może wielu spokojnych kierowców, którzy nigdy nie spowodowali wypadku, a którzy akurat wsiedli za kółko po dwóch kieliszkach wina i wpadli podczas kontroli zostanie pozbawionych dłoni. Koszty społeczne mogą być znaczące Poza tym takie rozwiązanie promuje rozwój łapówkarstwa w policji, bo oczywiście każdy złapany proponowałby sporą kwotę, żeby tylko uniknąć amputacji. Więc niestety odpada.

Ale zastanówmy się, co by było gdyby gdyby wprowadzić karę obcięcia dłoni za spowodowanie wypadku pod wpływem alkoholu. Gdy kierowca spowoduje wypadek pod wpływem alkoholu, to zrobi wszystko co możliwe, żeby uniknąć wezwania policji, bo wtedy grozi mu amputacja ręki. Wtedy zaproponuje poszkodowanej osobie bardzo wysokie odszkodowanie. To jest społecznie bardzo pożądane, bo osoba która została poszkodowana dostanie odpowiednie odszkodowanie, a osoba która spowodowała wypadek zostanie finansowo ukarana. To niestety daje taryfę ulgową osobom bogatym, bo dla nich wypłacenie odszkodowania poszkodowanej osobie w wysokości 50,000 złotych to będzie cześć miesięcznego zysku lub pensji, a dla biednej osoby to mogą być oszczędności całego życia całej rodziny plus zaciągnięty kredyt. Ale bogaty może trafić na osobę, która wezwie policję bez względu na wysokość odszkodowania. I straci dłoń.

To ostatnie rozwiązanie ma bardzo dużo zalet. Bardzo surowo każe tych, którzy spowodują wypadek po spożyciu alkoholu, więc pojawi się efekt odstraszający, liczba kierowców prowadzących samochód po alkoholu drastycznie spadnie. Ci kierowcy, którzy wypili dwa kieliszki wina i spokojnie, jak zwykle, przyjechali do domu, nie będą karani. I słusznie, bo przecież nikomu nie wyrządzili żadnej krzywdy, co najwyżej własnej wątrobie. Osoby poszkodowane przez pijanych kierowców otrzymają solidne odszkodowanie, finansowe, albo moralne (obcięta ręka sprawcy). A chodzące po ulicach osoby bez dłoni będą żywą przestrogą dla innych, żeby nie jeździć pod wpływem alkoholu.