Pisałam niedawno w tygodniku wSieci, że sprawa rybnickiej "Szczęśliwej piętnastki" czy "tęczowych przedszkoli" to zaledwie wierzchołek góry lodowej. KAŻDA placówka czy organizacja, która skorzystała z unijnych funduszy, ZOBOWIĄZANA jest realizacji strategii gender mainstreaming. Feministki biorą Kościół pod lupę i sprawdzają czy katolickie instytucje wydały unijne pieniądze zgodnie z przeznaczeniem.

Na poszerzenie dostępu do edukacji przedszkolnej w latach 2007-2013 przeznaczono ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego ok. 1,7 mld zł. Pieniądze wędrowały głównie na obszary wiejskie, gdzie tworzono przedszkola dla dzieci w wieku 3-5 lat. Nowoczesne, kolorowe i świetnie wyposażone placówki z pewnością ucieszyły rodziców, dzieci i nauczycieli. Jaka jest jednak ich prawdziwa cena? Najwyższa, bo indoktrynacyjna. Wszystkie projekty unijne muszą realizować element równościowy, bo takie są wytyczne Komisji Europejskiej.

Zasada równości kobiet i mężczyzn jest jedną z zasad horyzontalnych polityk Unii Europejskiej zgodnie z zapisami Traktatu Amsterdamskiego art. 2 i 3. Zobowiązanie państw członkowskich do eliminowania wszelkich nierówności oraz promowania równości pomiędzy kobietami a mężczyznami wyraża się także w programach realizowanych z udziałem funduszy strukturalnych. Zapisy rozporządzeń na lata 2007–2013, zarówno rozporządzenia ogólnego, jak i rozporządzenia w sprawie Europejskiego Funduszu Społecznego zobowiązują państwa członkowskie do przestrzegania zasady równości szans kobiet i mężczyzn oraz włączania tej zasady w główny nurt polityk. W ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki zasada gender mainstreaming będzie wdrażana na każdym etapie realizacji programu

- czytamy w Programie Operacyjnym Kapitał Ludzki.

Widać więc wyraźnie, że unijne pieniądze, przekazywane Polsce na rozwój, wykorzystywane są do programowej propagandy. Na szczęście, na tym etapie można było realizować programy równościowe w tysiącach placówek oświatowo-wychowawczych w sposób wybrany przez nauczycieli. W realizacji wymogów unijnych, wielu z nich kieruje się zasadą zdrowego rozsądku. Organizuje np. "pikniki równościowe", podczas których "dzieci biorą udział w zabawach, wymagających od dziewczynek siły fizycznej i odwagi, a od chłopców odpowiedzialności i empatii". Uczą, że ratownikiem czy policjantem może być tak kobieta, jak mężczyzna, a tata może się równie dobrze zajmować dziećmi, jak mama. Granica jest jednak coraz bardziej płynna. Część placówek sięga po forsowany przez środowiska feministyczne program "Równościowe przedszkole", gdzie w ramach przełamywania stereotypów płciowych, przebiera się chłopców w sukienki i peruki, zachęcając ich do malowania paznokci koleżankom.

Większość beneficjentów, zachęcana przez rząd i samorządy do korzystania z unijnych funduszy, nie miała pojęcia o większości zobowiązań. Jeszcze niedawno o ideologii gender mówiło się niewiele, choć zapis nakazujący jej wdrażania widniał we wszystkich unijnych dokumentach. Ciszę tę na szczęście skutecznie przerwano, co podniosło znacznie świadomość społeczną w tej kwestii. Fakt ten pociągnął za sobą ostry sprzeciw feministek. Z racji tego, że Kościół wskazał jednoznacznie na negatywne konsekwencje ideologii gender, uderzającą w tożsamość człowieka i tradycyjny model rodziny, organizacje feministyczne wytoczyły najcięższą armatę. Feminoteka wzięła na cel wszystkie instytucje kościelne, które skorzystały z dofinansowania unijnego. Zapowiedziały, że rozliczą je z realizacji wytycznych Komisji Europejskiej. Wanda Nowicka z "Twojego Ruchu" ogłosiła na konferencji prasowej 6 grudnia 2013, że skieruje w tej sprawie wniosek do Najwyższej Izby Kontroli.

Ze spisu beneficjentów EFS wybrałyśmy katolickie instytucje oświatowe, organizacje pozarządowe, archidiecezje, parafie. Niewykluczone, że liczba katolickich beneficjentów jest jeszcze dłuższa – umieściłyśmy na niej tylko te podmioty, które mają przymiotnik „katolicki” w nazwie, oraz archidiecezje i parafie. Istnieje możliwość, że wśród podmiotów o neutralnych, ogólnych nazwach znajdują się również organizacje o profilu katolickim. Projekty unijne były realizowane przez podmioty katolickie we wszystkich 16 województwach. Fundusze unijne przyznane na ich realizację to łącznie 61.499.178,14 zł (sześćdziesiąt jeden milionów czterysta dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy sto siedemdziesiąt osiem złotych i czternaście groszy)

- mówiły działaczki Feminoteki podczas sejmowej konferencji, podkreślając że "największą pulę unijnych środków otrzymał Katolicki Uniwersytet Lubelski (blisko 15 mln zł).

Obawiając się, że Kościół, który tak negatywnie wypowiada się na temat gender, nie realizuje w sposób właściwy wytycznych UE, zaapelowały do Ministerstwa Rozwoju Regionalnego o skontrolowanie "katolickich beneficjentów środków unijnych, w jaki sposób i czy w ogóle zasada polityki równości płci (gender mainstreaming) była realizowana".

Prawdopodobnie doszło do użycia funduszy unijnych niezgodnie z przeznaczeniem, co oznacza że pieniądze powinny zostać zwrócone. Należy sprawdzić czy nie doszło do popełnienia przestępstwa – tym zajmie się prokuratura, która otrzyma stosowne zawiadomienie

- zagroziły feministki.

Jak widać, w tej bitwie nie ma żartów. Warunki dyktuje ten, kto płaci. Pocieszające jest to, że wytyczne Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki 2007-2013, skupione były na kwestiach równouprawnienia kobiet i mężczyzn na rynku pracy i w edukacji. Zobowiązywano beneficjentów do "wdrażania gender mainstreaming na każdym etapie realizacji programu", wskazując wśród priorytetów m.in. konieczność zwiększania zatrudnienia kobiet, podnoszenie kwalifikacji zawodowych, łączenie pracy z macierzyństwem, rozwijanie aktywności ekonomicznej, pobudzanie postaw przedsiębiorczych. Również edukacja równościowa skoncentrowana była na zakorzenianiu równości płci. Od pewnego czasu przebija się jednak nowy trend, przenoszący ciężar łamania stereotypów znacznie dalej. Pojawiają się niepokojące wytyczne dotyczące edukacji seksualnej, jako elementu walki z dyskryminacją kobiet.

Dopracowywane właśnie programy strategiczne na lata 2014-2020 świadczą o tym, że realizacja programu "gender mainstreaming" wejdzie na kolejny, tym razem bardzo niebezpieczny poziom. Szczególną atencją zostaną objęte programy edukacyjne w przedszkolach i szkołach. Świadomość, że to prawdopodobnie ostatnia fala unijnych pieniędzy na podjęcie nowych inicjatyw, może być dla wielu środowisk kusząca. Nie łudźmy się jednak, że jakakolwiek instytucja odda nam swój majątek za darmo. Przed podpisaniem cyrografu, warto zrobić rachunek zysków i strat. Zwłaszcza organizacje kościelne, pouczone ostatnimi groźbami Feminoteki, powinny pamiętać o podstawowych wytycznych, zapisanych w dokumentach:

Gender mainstreaming to uwzględnianie społecznego i kulturowego wymiaru płci we wszystkich dziedzinach życia oraz we wszystkich działaniach Unii Europejskiej, włączanie perspektywy gender do wszystkich aktywności realizowanych przez kraje członkowskie, we wszystkich wymiarach życia społecznego, ekonomicznego, politycznego, we wszystkich realizowanych projektach, bez względu na ich tematykę. Wszystkie realizowane polityki muszą być weryfikowane pod kątem zapewniania równego dostępu i równego udziału obu płci.

Wydaje się, że z wdrażania strategii gender mainstreaming w finansowym rozdaniu 2009-2013, można się jeszcze w miarę rozsądnie wybronić. Wzięcie pieniędzy z rozpakowywanej dopiero puli, może słono kosztować. Warto w tym kontekście pogłębić swoją wiedzę o ideologii gender, wsłuchując się choćby w list pasterski biskupów, który czytany będzie jutro w polskich kościołach.

 

 

CZYTAJ TAKŻE: "Ktokolwiek odważy się negatywnie ocenić dewiację, zostanie ukarany". "wSieci" o bardzo groźnym projekcie ustawy