Kato-hipsterska drużyna spod Sukiennic gromi biskupów za prawdę o gender. Komu zależy na przemyceniu pluszowego Dzieciątka Jezus i jasełkowej fikcji?

fot. sxc.hu
fot. sxc.hu

Hipsterski katolicyzm spod Sukiennic przetacza się taranem nowowiary przez mainstreamowe media. Po oswajaniu profanującego Biblię satanizmu, jako jasełkowej nieszkodliwości, przyszedł czas na oswajanie ideologii gender i efekciarski flirt z jej wyznawcami. W ataku na broniących prawdy biskupów nie ma już żadnych granic. Bloger z "Tygodnika Powszechnego" zadbał o sforsowanie ostatnich.

Propagandowa inwazja cywilizacyjnych rewolucjonistów, chcących pozbawić człowieka tożsamości, nie porusza intelektualnie kato-hipsterskich neofitów. Szukanie przyczyn, przewidywanie skutków i analizowanie zagrożeń nie leżą w kręgu ich zainteresowań. Wyzwanie, niezłomność, męstwo, jednoznaczność, obrona, walka to przecież terminy moherów i narodowców. Gdzieżby sobie nimi amatorzy nowowiary spod Sukiennic zawracali głowę. Wolą przestrzenie prostsze - emocja, nastrój, tolerancja, otwartość. Tyle wystarcza. W efekcie mamy populistyczne, emocjonalne apele "dziennikarzy" Tygodnika Powszechnego i ich duszpasterzy, którzy ślizgając się po powierzchownościach, próbują zbawić świat tanią nowomową, stawiając się w miejscu Tego, który dawno przewidział ich nieudolne posłannictwo.

Przyznam, że trudno mi wyjść ze zdumienia, gdy patrzę na medialną historię wpisu pewnego niszowego blogera. Żądny rozgłosu 25-latek, podający się za dziennikarza "Tygodnika Powszechnego", a wcześniej "Gazety Wyborczej", zrugał polskich biskupów za list pasterski na Niedzielę Świętej Rodziny. Z gimnazjalną nonszalancją pouczył przedstawicieli Konferencji Episkopatu Polski o czym wolno im nauczać z ambon, a co - jako cierpiący na zagrożeniowe urojenia - powinni zmilczeć. Zawarte w liście kwestie niebezpieczeństw cywilizacyjnych, jakie czyhają na polską rodzinę, Błażej Strzelczyk uznał za rzeczy błahe i nierzeczywiste.

Twórczość rozemocjonowanego młodzieńca trąci żenującą zuchwałością ignoranta, a impertynencki ton odziera go z dziennikarskiej wiarygodności.

Na pewno pamiętacie jeszcze, mimo wojen które toczycie, na czym polega Adwent. Zatem chodzimy na roraty, modlimy się, bierzemy udział w rekolekcjach. Część naszych księży przygotowała fantastyczną akcję na twitterze pod nazwą #budzik, która polega na pisaniu o Bogu, na zupełnie świeckim portalu społecznościowym – dacie wiarę!?

- pisze Strzelczyk. Jego list, adresowany do biskupów, przepełniony pseudobraterskim poklepywaniem po plecach, tak hierarchów, jak i młodych księży, których traktuje raczej jak kumpli od kato-hipsterskich flash-mobów, budzi spory niesmak.

Nie toczymy wojen, więc spokojnie mogliśmy wziąć również udział we Mszy Świętej robionej przez chłopaków ze wspólnoty Banita i ich duchowego kierownika – jezuitę Grześka Kramera. Po mszy – wyobraźcie sobie – przeszliśmy po krakowskim rynku z Najświętszym Sakramentem!

Postawiony biskupom za wzór o. Grzegorz Kramer, wywołuje we mnie - w kontekście swoich ostatnich poczynań - spory dystans. Wydawałoby się, że kapłan z kilkuletnim stażem powinien mieć głęboką świadomość wagi zobowiązania, którego podjął się przed laty. Powinien wiedzieć na czym polega istota kapłaństwa i jaka jest cena wierności. Skąd przyszło mu do głowy, że lepiej jest rzucić kapłaństwo, złamać dane przyrzeczenia, śluby i obietnice, zapomnieć o zobowiązaniach wobec Pana Boga i wiernych, by adoptować dziecko feministki, która na ekranach telewizorów stwierdziła, że planuje usunąć ciążę? Trudno to pojąć...

Aberracje sięgają zenitu. Potencjalnie były ksiądz chce adoptować dziecko, były wychowanek "Wyborczej" robi biskupom wykład z homiletyki i namawia kapłanów do buntu przeciwko swoim zwierzchnikom. Do tego ta żałosna "pluralis maiestatis", mająca nadać blogerowi "My-Strzelczykowi" powagi.

Tak prawdę mówiąc, mimo że wierzymy w Was i jesteśmy z Wami pamięcią, ostygł jakby nasz zapał. Czytamy te Wasze listy napełnieni smutkiem i powoli mamy już tego dość. Dlatego też proponujemy księżom, by jednak nie czytali waszego listu w ostatnią niedzielę tego roku. Chcemy w tym dniu posłuchać o Zbawicielu, Bogu i Ewangelii. Chcemy pokrzepienia serc i obudzenia ewangelicznego zapału

- pisze "My-Strzelczyk".

List pasterski KEP zostanie - mam nadzieję - odczytany we wszystkich polskich kościołach w najbliższą niedzielę. To ważne i potrzebne przesłanie.

Blogerowi spod Sukiennic, domagającego się milusiej adoracji pluszowego Dzieciątka Jezus w aksamitnym żłóbku, dedykuję jutrzejszą Liturgię Słowa. Nie bez powodu Kościół w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia wspomina św. Szczepana - pierwszego męczennika, który przelał krew za wiarę w Chrystusa. Jego Mistrz nie rozrzedzał faktów. Od samego początku przygotowywał uczniów na prześladowania i odrzucenie. To właśnie świadectwo męczenników przekonuje Kościół od dwóch tysięcy lat, że osobista więź z Chrystusem wykracza poza ziemską miłość, "święty spokój" czy tępawą radość. Przekonuje, że życie wieczne wyraża się w doświadczeniu zwycięstwa nad lękiem o własne życie. Czytana w drugi dzień świąt Ewangelia św. Mateusza nie pozostawia wątpliwości co do tego, na jakie postawy powinien być gotów każdy katolik:.

Jezus powiedział do swoich Apostołów: „Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was. Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony" (Mt 10, 17-22).


Błażej Strzelczyk i jego kato-hipsterska drużyna spod Sukiennic chcą jarmarcznego chrześcijaństwa, wyznającego radosną wiarę w pluszowe Dzieciątko Jezus. Było już takich wielu. Pamiętamy amerykański twór, którego zgniła "nowowiara" rozlała się po Europie. Organizacja Catholics for Choice (Katolicy na rzecz Wyboru) z zapałem przekonywała, że aborcja jest zgodna z duchem Ewangelii. Mimo, że głoszenie proaborcyjnych poglądów i przyczynianie się do zabijania ludzkiego życia jest równoznaczne z ekskomuniką, wielu "Katolików na rzecz" podaje się za członków Kościoła.

My-Strzelczyk, podobnie. Posuwając się do jawnego rozbicia jedności wspólnoty i siania zamętu, uważa się za prawowitego katolika. Przerabialiśmy już w historii Kościoła wiele takich przypadków. W tle zawsze tkwi zwodniczy pozór dobra. Na szczęście wiemy jak je traktować. Wątpliwości rozstrzygnął już Chrystus, przypomnieli to ewangeliści, a święty Jan w swoim pierwszym liście należycie utrwalił:

Umiłowani, nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie. (...) Oni są ze świata, dlatego mówią tak, jak [mówi] świat, a świat ich słucha. My jesteśmy z Boga. Ten, który zna Boga, słucha nas. Kto nie jest z Boga, nas nie słucha. W ten sposób poznajemy ducha prawdy i ducha fałszu. (1 J 4, 1-5)

Autor

Wspieraj uczciwe, wolne, polskie media. Subskrybuj! Wspieraj uczciwe, wolne, polskie media. Subskrybuj! Wspieraj uczciwe, wolne, polskie media. Subskrybuj!
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...