Czy zakończony rosyjsko-ukraiński szczyt z udziałem prezydentów Putina i Janukowycza zacznie, już formalnie, nowy etap w stosunkach tych dwóch państw? Czy ów skręt Kijowa w stronę Moskwy, skręt według władz Ukrainy dokonany z konieczności, a nie z wyboru, będzie „przyklepany”, czy też Ukraina będzie broniła resztek swojej suwerenności ekonomicznej?
Mało kto zwrócił uwagę na wypowiedź ukraińskiego premiera Mykoły Azarowa (urodzonego w Rosji, ale mającego polskie korzenie), który już w lutym 2013 r. mówił, że przyszłość jego kraju to balansowanie między Unią Europejską a Rosją. Rosja kupuje zwiększenie swoich wpływów ekonomicznych i politycznych na Ukrainie udzieleniem jej pożyczki w wysokości 15 mld dol., a dodatkowo wykorzystuje swój stary instrument politycznego nacisku, czyli cenę gazu (obniża ją dla Ukrainy o 30 proc.).
Putin zaprzecza, że rozmawiał z Janukowyczem o Unii Celnej, a typowany przez media (ale też przez USA i Niemcy) na lidera opozycji Witalij Kliczko atakuje obu prezydentów, mówiąc, że Janukowycz oddał Ukrainę „w pacht” Moskwie – więc trzeba trwać na majdanie. A zatem polityczny bój o Kijów – i ten wewnętrzny, i ten międzynarodowy – będzie toczył się nadal. Janukowycz gra o ochronę z Kremla Ci, którzy dzień i noc dyżurują na majdanie, są pełni najgorszych przeczuć. Uważają, że jeśli majdan ma być zdobyty przez Berkut, czyli ukraińskie ZOMO, nastąpi to bezpośrednio po szczycie Putin–Janukowycz lub będzie jego dalszą konsekwencją.
Na pewno użycie siły przyniesie tym razem straty w ludziach, bo determinacja po stronie opozycji i nawet niezwiązanych z nią organizacyjnie demonstrantów jest coraz większa. A ofiary (oby jednak ich nie było) wykopią głęboki rów między władzą a proeuropejską opozycją.Ten polityczny antagonizm będzie z całą pewnością rozgrywany przez Moskwę.
Kreml, wzorem sowieckich czasów, a także korzystając z doświadczeń państw powstałych przed niemal ćwierć wiekiem na gruzach ZSRS, chce doprowadzić do sytuacji, w której Janukowycz, by utrzymać się u władzy, będzie musiał zwrócić się do Moskwy jako gwaranta swojej reelekcji.Warto podkreślić rzecz oczywistą, z której jednak wielu obserwatorów z Zachodu nie zdaje sobie sprawy: Ukraina nie jest dziś państwem demokratycznym, a Janukowycz nie walczy tylko o reelekcję. Obecny ukraiński prezydent walczy o życie, wie, że w razie porażki w wyborach w 2015 r. może spotkać go los identyczny, jak byłą premier Julię Tymoszenko.
To zresztą drugi już ukraiński premier, który siedzi w więzieniu. W USA odsiaduje wyrok ekspremier Paweł Łazarenko z klanu dniepropietrowskiego. Klan ten przegrał z „donieckim” i dziś trzech z czterech najważniejszych ludzi w państwie (prezydent, szef parlamentu oraz sekretarz Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy) pochodzi z Doniecka właśnie. Prezydent Janukowycz po prostu nie chce iść siedzieć i oddanie się pod patronat Rosji ma go przed tym zabezpieczyć.Świat się zmienia. Sytuacja w Kijowie w ostatnich tygodniach przyniosła istotną zmianę nastawienia do problemu ukraińskiego zarówno szeroko rozumianego Zachodu, jak też znaczącej części ukraińskich elit politycznych. Unia Europejska zareagowała trochę tak jak EWG w trakcie puczu Janajewa w Moskwie w 1991 r.
Wówczas Bruksela przyspieszyła negocjacje dotyczące układu stowarzyszeniowego między Wspólnotami Europejskimi a Polską, Czechosłowacją (wtedy jeszcze przed rozwodem Słowaków z Czechami) i Węgrami. Teraz też UE – późno, bo późno – staje się nagle bardziej otwarta na realną pomoc ekonomiczną dla Kijowa. Trudno jednak nawet porównywać tę sytuację – przed 22 laty państwom Grupy Wyszehradzkiej bardzo zależało na układzie stowarzyszeniowym, teraz zależy na tym głównie opozycji na Ukrainie. Nie biorę poważnie pod uwagę deklaracji rządu, w tym wicepremiera Siergieja Arbuzowa, ponoć wyznaczonego na następcę Azarowa – bo są to deklaracje, za którymi nie idą czyny.Wyraźnie widać też usztywnienie stanowiska USA. Jeszcze kilka tygodni temu Departament Stanu jedynie publicznie oświadczał, że popiera zawarcie umowy stowarzyszeniowej między Kijowem a UE.
W ostatnich dniach jednak Waszyngton, bezpośrednio już, używając języka Putina, „ingeruje w wewnętrzne sprawy Ukrainy”, o czym świadczą telefony sekretarza obrony USA Chucka Hagela do jego ukraińskiego odpowiednika, w których przestrzega przed rozlewem krwi. Skądinąd Amerykanie tradycyjnie, jak w wypadku wielu innych krajów, grają tę samą melodię na dwóch różnych fortepianach – oficjalnym rządowym i opozycyjnym. Stąd wizyta w Kijowie byłego kandydata na prezydenta Johna McCaina. Skądinąd ten weteran wojny w Wietnamie jest wszędzie tam, gdzie trzeba powstrzymywać zapędy Rosjan i ich sprzymierzeńców.
To on uzyskał od ówczesnego premiera Gruzji Bidziny Iwaniszwilego obietnicę, że prezydent Saakaszwili nie trafi do więzienia. Ale w Ameryce nikt z władz nawet nie ośmieli się zasugerować, że Republikanie chcą w ten sposób zbijać na Ukrainie kapitał polityczny… Władza nie ustępuje. Owa ewolucja dotyczy jednak również polityków ukraińskich. Gdyby ktoś jeszcze parę miesięcy temu powiedział, że nacjonalistyczna partia Swoboda i jej lider Ołeh Tiahnybok będą manifestowali pod sztandarami Unii Europejskiej, choć są wobec niej programowo sceptyczni – byłby pewnie zabity śmiechem. A jednak!
Pewnie trudno będzie odtąd przekonywać liderowi Swobody owe 11 proc. wyborców, które na niego głosowało, że UE to samo zło. Jednak owa ewolucja dotyczy również ważniejszych graczy na ukraińskiej scenie politycznej. Cztery i pół roku temu obecny lider Batkwiszczyny, czyli największej partii opozycyjnej, Arsenij Jaceniuk, wtedy jako szef partii Front Zmian głosił surrealistyczną politycznie koncepcję strefy wolnego handlu między Użhorodem a Pacyfikiem. Podobieństwo między tą koncepcją a ideą Moskwy utworzenia „unii euroazjatyckiej” są takie, jak podobieństwo bliźniaków jednojajowych.Ze statystycznego obowiązku wspomnę o powtórzonych wyborach do Wierchownej Rady w pięciu okręgach.
Zostały one ponowione na wniosek opozycji, która uważała, że przed rokiem sfałszowała je władza, zabierając Batkwiszczynie cztery mandaty, a Swobodzie jeden. Rząd ustąpił. Ale i tak postawił na swoim, choć tym razem opozycja odwojowała jeden z pięciu okręgów (zwycięstwo kandydata Jaceniuka i Tymoszenko). W pozostałych czterech, zdaniem opozycji, wybory sfałszowano. Słowem: nic nowego pod ukraińskim słońcem, władza nie ustępuje. I pewnie jest to znak, że tak również będzie w najbliższej przyszłości.
*tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie" (19.12.2103)
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/173872-janukowycza-gra-o-wszystko-po-prostu-nie-chce-isc-siedziec-i-oddanie-sie-pod-patronat-rosji-ma-go-przed-tym-zabezpieczyc
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.