Reportaż telewizyjny na temat polsko-amerykańskiego profesora Krzysztofa Cieszewskiego został nakręcony przez fachowców w swojej dziedzinie. Nakręcono go tak, aby widz nie nabył żadnych wątpliwości odnośnie do zawartych w nim „prawd”. Efekty audio-wizualne oraz scenariusz zgrabnie przykryły wątpliwą bazę źródłową, tworząc klasyczny materiał propagandowy. Tomasz Sekielski, prowadzący program, okazał brak najmniejszych skrupułów, nie pozostawiając wątpliwości, po co transferowano go z TVN akurat do TVP.

Sekielski oznajmił Cieszewskiemu w rozmowie telefonicznej, że do dokumentów mówiących o jego współpracy z SB „dotarł w IPN-ie”. Jednakże na tych, prezentowanych w programie, nie widać żadnych pieczęci IPN. Były za to pieczęcie MSW. Wprowadzenie rozmówcy w błąd wskazuje na charakter, w jakim Sekielski występował.

Z pewnością nie badał przeszłości Cieszewskiego. Gdyby tak było, i gdyby rzeczywiście miał aż takie „dojścia” w IPN-ie, kupiłby sobie z 20-procentową zniżką książkę wydaną pod redakcją Filipa Musiała, w której naświetlono m.in. życiorys Cieszewskiego z okresu „stanu wojennego” (Zob. Osobowe środki pracy operacyjnej – zagadnienia źródłoznawcze, Kraków 2012).

Sekielski dowiódł tymczasem, że jego „misja” nie była misją dziennikarską. Zacytował wypowiedź Cieszewskiego dla „Gazety Polskiej”, w której profesor odmówił wypowiedzi nt. swej martyrologii.

Naukowiec słusznie wyszedł z założenia, że publicznie uaktywnił się nie jako męczennik i kombatant, ale jako profesor leśnictwa służący pomocą politykom i ekspertom wyjaśniającym tajemniczą śmierć prezydenta RP. Tak więc Sekielski próbował stworzyć obraz kogoś, kto wstydzi się własnej przeszłości, wykorzystując przeciwko niemu jego własne zalety: skromność i profesjonalizm.

Co do przeszłości rzeczonego MSW, do niedawna szefował mu Jerzy Miller, którego nazwisko znajdzie się w słowniku dziejowej niesławy, jako cena za udział w tuszowaniu wydarzeń z 10 kwietnia 2010 r.

Naganną analizą przez Sekielskiego ww. dokumentów, fachowcy z TVP nadrobili „super-klimatem” całego widowiska. Brakowało tylko speca, który przeważy szalę i nada mu pozory profesjonalizmu. Sensacją wieczoru okazał się występ profesora Dudka. Politolog strzelił z „półobrotu” Cieszewskiego w twarz, dorabiając mu historię współpracy w miejscu, gdzie brakowanie dokumentów pozostawiło lukę. Uznał, że Cieszewski „prawdopodobnie” należał do tych, którzy wygadali się SB i otrzymali „nagrodę” w postaci możliwości wyjazdu z kraju.

Przed laty zadzwonił do mnie pracownik TVN z zaproszeniem do programu Teraz my. Odmówiłem. Przed oczami stanął mi wówczas obraz panów Sekielskiego i Morozowskiego w dniu publikacji Raportu z likwidacji WSI w 2007 r., recenzujących raport pod kątem interpunkcji i błędów gramatycznych. To jedno wydarzenie pokazało, jaki obóz intencji reprezentują owi dziennikarze i po co się u nich występuje. Na pewno nie po to, żeby grać pierwsze skrzypce.

Agentura na prawo i lewo

Kreśląc scenariusz programu o Cieszewskim, Sekielski, i jego współpracownicy wiedzieli doskonale, co i jak należy stworzyć, żeby zabolało PiS, jego elektorat oraz „komisję Macierewicza”. Wywody narratora oraz migawki z filmu Nocna zmiana w sposób przyjemny dla zmęczonego życiem widza spoiły kwestię lustracji najważniejszych osób życia publicznego z lustracją zagranicznego profesora, pracującego pro publico bono… „Ha, ha… Mają teraz za swoje Macierewicz z Kaczyńskim, co to chcieli wszystkich nas zlustrować” – pomyśli ten zmęczony na kanapie.

W obleganej twierdzy, trudno prowadzi się dyskusję na tematy np. dotyczące metodologii działań SB. Jest to materia trudna i wbrew pozorom mało sensacyjna. Usprawiedliwia to do pewnego stopnia obywateli będących zwolennikami lustracji. Nie usprawiedliwia wszakże naukowca, który podpisuje swoim nazwiskiem ładny film, maskujący reżyserskimi sztuczkami, kał zmieszany z błotem.

Tropiciele

W obozie tzw. prawicowym inwektywa „agenta” należy do najcięższych. Odkąd w wieku kilkunastu lat zetknąłem się z czynną polityką, słyszałem je w niej częściej niż „dziękuję”. „Ten agent”, „tamta agentka”, „ten Ruski”, „tamten z Mosadu”, „ten przewerbowany”, a „ten podwójny”. Słowo „agent” spełnia u nas funkcję lewackiej inwektywy „faszysta”.

Najlepiej, przed rozpoczęciem poszukiwań agentów, upewnić się, że się ma dobre intencje. W poszukiwaniach pomóc może poniższy rysopis. Przykładem bodaj najaktywniejszej w dziejach świata międzynarodowej agentury są komuniści. Tak ich charakteryzował nestor międzynarodowego ruchu związkowego:

„Rzadko odsłaniają swoje prawdziwe oblicze. Zakłamanie i obłuda, a także cwaniactwo – to cechy charakterystyczne dla komunistycznych działaczy”.

Ot i materiał na agenta. Roboty więc mamy co niemiara.

 

 

 

 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Uwaga!

TYLKO U NAS, wSklepiku.pl możesz jeszcze nabyć archiwalne numery dwumiesięcznika "Na Poważnie"!

Nr 3/4 (czerwiec - lipiec 2012)

Dwumiesięcznik

Nr 5/6 (wrzesień - październik 2012)

Dwumiesięcznik