200 tysięcy ludzi według organizatorów, a 50 tysięcy według mediów, uczestniczy w sobotę w Kijowie w akcji poparcia dla polityki prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza i jego decyzji o niepodpisaniu umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską.

Zgromadzeni trzymają transparenty z nazwami miast, skąd przybyli, niebiesko-żółte flagi państwowe i symbolikę rządzącej Partii Regionów. Początkowo akcję zapowiadano na niedzielę, jednak następnie zdecydowano, że będzie ona trwała przez cały weekend.

Ludzie na Placu Europejskim - bo tam trwa demonstracja - mówią, że przyjechali do Kijowa pociągami i autobusami. Opozycja zarzuca rządzącym, że ściągnęli do stolicy pracowników budżetówki, którym grożono, że jeśli odmówią udziału w akcji, zostaną zwolnieni z pracy.

Przemawiając do zebranych premier Ukrainy Mykoła Azarow wyjaśnił, że władze nie mogły podpisać umowy stowarzyszeniowej z UE, gdyż stwarzałoby to wiele niebezpieczeństw dla gospodarki kraju.

Jeśli podpisalibyśmy tę umowę, to w ciągu roku stracilibyśmy cały nasz przemysł.

– oświadczył.

Szef rządu skomentował także demonstracje zwolenników integracji europejskiej, które trwają od 21 listopada na głównym placu Kijowa, Majdanie Niepodległości. Zdaniem Azarowa wysuwane tam postulaty niezwłocznego podpisania umowy z UE są na obecnym etapie niemożliwe do zrealizowania.

Ci tak zwani liderzy (opozycji), opowiadają tam bajki, że podpiszemy umowę i od razu będziemy jeździć do Europy bez wiz. Nic podobnego. Powinniśmy wykonać szereg wymogów. A wiecie, co to za wymogi? Powinniśmy zalegalizować związki homoseksualne i przyjąć ustawę o równouprawnieniu mniejszości seksualnych. Czy gotowe jest do tego nasze społeczeństwo? Nasze Cerkwie są temu kategorycznie przeciwne.

- mówił Azarow.

Plac Europejski znajduje się ok. 200 metrów od Majdanu Niepodległości, gdzie za masywnymi barykadami zbudowanymi z worków wypełnionych lodem znajduje się obozowisko zwolenników zbliżenia Ukrainy z UE. W sobotę uczestników obu demonstracji rozdzielono szczelnym kordonem z ustawionych rzędem autobusów milicyjnych.

PAP, lz