Na środowym posiedzeniu sejmowej komisji ds. służb posłowie zajmą się m.in. opiniowaniem wniosku o powołanie ppłk. Piotra Pytla na stanowisko Szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Obecny p.o. szef SKW ma zostać następcą gen. Janusza Noska, który odszedł z formacji w atmosferze skandalu. Procedura powołania Pytla na stanowisko pełnoprawnego już szefa SKW jest kolejnym testem na to, jak koalicja PO-PSL traktuje kwestie bezpieczeństwa państwa. Niestety wiele wskazuje, że ten test zostanie oblany. Mimo kolejnych wiadomości kompromitujących obecne SKW, władze służby i osobiście Pytla, rząd chce jemu powierzyć kierowanie wojskowym kontrwywiadem.

Gdyby wziąć na serio działania władz w ostatnim czasie, już one same są jasnym sygnałem, że Piotr Pytel nie powinien być szefem SKW. Był on bowiem dyrektorem pionu operacyjnego w SKW za czasów gen. Noska, do którego zaufanie stracił rząd. Odwołanie Noska motywowane było tym, że premier uznał, że nie gwarantuje on prawidłowego działania służby. Co więcej, jego odwołanie zbiegło się w czasie ze sporem, jaki SKW toczyła z wiceszefem MON. Stawką tego konfliktu było bezpieczeństwo Polski, jednak równocześnie wiarygodność SKW a z drugiej strony wiarygodność gen. Skrzypczaka. Premier Donald Tusk odwołując Noska przyznał właściwie, że SKW stała się dla niego w tej sprawie niewiarygodna (dodajmy, że podobnie ocenił ostatecznie również Skrzypczaka). Odejście Noska zbiegło się również z aferą korupcyjną w wojsku, która podważyła profesjonalizm działań SKW. Wątpliwości co do skuteczności SKW było zdaje się tak dużo, że szef MON Tomasz Siemoniak zdecydował o podpisaniu umowy z CBA ws. ochrony antykorupcyjnej dla wojska. Ten służbie zdaje się minister ufa bardziej.

Okoliczności, jakie towarzyszyły odejściu gen. Noska z SKW, wskazują na słabe oceny, wystawiane mu przez władzę (pomimo niektórych oficjalnych wypowiedzi). Słabe oceny Noska z kolei powinny przechodzić w sposób naturalny również na ppłk. Pytla, który za czasów Noska kierował jednym z najważniejszych pionów kontrwywiadu. Awansowanie jego oznacza przekazanie władzy Noska w ręce jego bliskiego współpracownika, który również odpowiada za działania SKW z ostatnich lat. Działania, które nie znalazły uznania w oczach rządzących.

Choć sama postawa rządu pozwala stwierdzić, że ppłk Piotr Pytel na szefa SKW się nie nadaje, to sytuacja związana z doniesieniami, jakie płyną ze służb specjalnych oraz informacje, jakie ujawnia po swoim odejściu gen. Waldemar Skrzypczak każą bić na alarm.

Jak ujawnił poseł Tomasz Kaczmarek ppłk. Piotr Pytel miał w latach 90. zostać wyrzuconym z UOP za to, że nie umiał się wytłumaczyć z kontaktów z rosyjskimi służbami. Ostatnio, od 2010 roku, Pytel nadzorował z kolei bezprawną współpracę SKW z FSB. Współpracę, na którą mimo ustawowego obowiązku nie uzyskano zgody Prezesa Rady Ministrów. Wniosek, jakoby przez obecność ppłk. Pytla w kontrwywiadzie, SKW miała tak fatalne wyniki na kierunku wschodnim, jest być może nadużyciem. Jednak wiadomo, że obecność takich osób w gronach kierowniczych SKW wzmaga zagrożenie infiltracją rosyjską.

Obrazu kompromitacji SKW oraz gremiów kierowniczych dopełniają doniesienia gen. Waldemara Skrzypczaka. Już po swoim odejściu w kilku wywiadach mówił on o tym, co dzieje się – ponoć – w SKW. Padły oskarżenia o działania przestępcze, przemyt alkoholu, wykorzystywanie służbowych mieszkań do celów prywatnych, organizowanie libacji alkoholowych, czy prowadzenie nielegalnego lobbingu w czasie przetargów na sprzęt dla wojska. Gen. Skrzypczak sugerował również, że mógł zostać wystawiony przez służbę z racji prowadzonej przez siebie polityki zakupowej. Słowa gen. Skrzypczaka muszą zostać zweryfikowane. Być może odgrywa się on na SKW za konieczność odejścia z MON, ale na pewno zarzuty są zbyt poważnej natury, by je bagatelizować.

Już bez doniesień Skrzypczaka należało uznać, że w SKW konieczna jest odnowa, a przede wszystkim rzetelny audyt tego, co działo się w tej formacji od lat. Jeśli słowa byłego już wiceszefa MON są prawdziwe postulat komisji śledczej badającej działania służb wydaje się być bardziej właściwy.

Oczywiste jest jednak, że rzetelnego audytu, ani tym bardziej odnowy profesjonalizmu całej struktury SKW nie dokona człowiek, który kierował tą formacją w czasie wzrastających patologii, a być może nawet te patologie wzmacniał, czy tworzył. Powołanie Pytla na szefa SKW będzie wyrażeniem zgody na dalszą degrengoladę w wojskowym kontrwywiadzie. SKW na pewno się nie uzdrowi.

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w odpowiedzi na pytania o odejście Pytla z UOP oraz analizę jego działań w ostatnim czasie odpowiada krótko:

Uprzejmie informuję, iż Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie udziela informacji na temat spraw kadrowych.

Jednak powołanie Piotra Pytla na stanowisko szefa SKW to nie kwestia przyszłości, czy poborów danego człowieka. To sprawa dotycząca najbardziej newralgicznego obszaru polskiego państwa. Ta decyzja pokaże, czy rząd, Donald Tusk, szef MON Tomasz Siemoniak oraz ich zaplecze polityczne, chce zawalczyć o zdrowe, skuteczne, profesjonalne i patriotyczne służby, czy też woli krzewić i utrwalać w nich mechanizmy patologiczne, szkodliwe dla państwa. Promowanie Piotra Pytla stojącego pod poważnym publicznym podejrzeniem oznacza, że rządowi nie na zdrowych służbach zależy.

Stawka wyboru na szefa SKW jest bardzo wymierna i opiewa na, bagatela, 140 mld złotych, jakie rząd chce wydać na projekty modernizacyjne.

Jednak szkody patologicznej działalności służb mogą być znacznie bardziej bolesne...