Pełzający stan wyjątkowy na Ukrainie: czy do Putina doszlusuje kolejny Łukaszenko?

fot. PAP/EPA
fot. PAP/EPA

Prawda jest brutalna. Janukowycz jeszcze nie zdecydował ostatecznie o użyciu pełnej siły przeciw demonstrantom i opozycji, ale już jest do tego gotów.

Na razie, krok za krokiem prezydent Ukrainy, legalnie i demokratycznie wybrany, lecz rządzący w sposób autorytarny i na wzór putinowski, dociska opozycję do ściany. Liczy na zmęczenie demonstrantów, mróz, głód i brud.

Szefowa unijnej dyplomacji, Catherine Ashton:

W przededniu mojej wizyty w Kijowie śledzę z niepokojem informacje, że policja brutalnie wtargnęła do siedziby największej partii opozycyjnej – Batkiwszczyny.(…) Wzywam ukraińskie władze do zachowania umiaru i rezygnacji z używania w przyszłości jakiejkolwiek siły, aby stworzyć przestrzeń do wynegocjowania porozumienia i wyjścia z obecnego politycznego pata

Ashton ma być dziś w Kijowie, ale władze siły używają nadal. Rozbierają barykady, wypychają ludzi z ulic, otaczających Majdan i – jak to nazywają – „oczyszczają” wjazdy do dzielnicy rządowej i do siedzib organów państwowych i lokalnych. De facto, używają już środków stanu wyjątkowego – bo czymże innym jest wtargnięcie bezpieki do siedziby głównej partii opozycyjnej, zniszczenie serwerowni, wyniesienie dokumentów? Czymże innym jest odcięcie Majdanu od reszty Kijowa, zablokowanie dowożenia tam żywności i wody? Czymże innym jest zamknięcie niezależnych portali ukraińskich?

W Polsce, gdy Jaruzelski wprowadzał 13 grudnia 1981 r. stan wojenny, też najpierw – przed jego oficjalnym ogłoszeniem – władza wykonywała wstępne, ograniczone, kroki. 12 grudnia po południu obserwowano wzmożony ruch samochodowych kolumn milicyjnych, pod wieczór były już nieczynne teleksy w siedzibach „Solidarności”,  wieczorem przestały działać telefony.

Janukowycz wyraźnie woli działać metodą faktów dokonanych niż o tym gadać. Walec stanu wojennego się toczy, zgniata protestujących na ulicach  i opozycję w jej siedzibach, ale ogłoszony nie jest i może nie będzie. Prezydent Ukrainy wie przecież doskonale, że gdy powie co robi, to Unia Europejska i USA zastosują przeciw niemu sankcje. Wtedy zaś wpadnie bezapelacyjnie w ręce Putina. Woli tego uniknąć, chyba, że noga mu się poślizgnie, coś wypadnie spod kontroli, albo Rosjanie zadziałają gdzieś tam na zapleczu… A czy o to trudno w takim rozgrzaniu emocji i przy tłumach na ulicach, naprzeciw których stoją oddziały zbrojnych?

Czarno to widzę. Jednak trzymajmy kciuki za Ukraińców. Może nacisk państw Unii Europejskiej i USA powstrzyma Janukowycza przed uderzeniem? Może pełzający w tej chwili stan wyjątkowy schowa się do policyjnych koszar?

Oby. W każdym razie, dziś i tak nie da się śledzić jakichkolwiek innych wiadomości niż tych, napływających z Kijowa. Choć – co rzuca się w oczy – na czołówkach polskich mediów Ukrainy już nie ma. To samo znużenie, na jakie liczy Janukowycz? A przecież teraz właśnie decyduje się na wiele, wiele lat kształt Europy i nasze, polskie, w niej bezpieczeństwo.

Czy do Putina doszlusuje kolejny Łukaszenko, tym razem z Ukrainy, czy nie,  „stanowi – jak mówią w reklamach – różnicę”.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych