Z przeprowadzonego przez TNS Polska dla Gazety Wyborczej sondażu wynika, że mamy mało bliskich związków. Na osobę ojca jako bliską wskazało w nim tylko 16 proc. badanych, zaś jako partnera ważnych rozmów jeszcze mniej. To rezultat wstrząsający, ale nie zaskakuje, wiele bowiem zrobiono by zmarginalizować ojca.

Wynik, niezależnie jak przybliżony (to tylko sondaż, którego wyniki w niektórych kwestiach są odmienne od wniosków z innych badań), ukazuje dający się wyczuć trend.

Z jednej strony w badaniach społecznych szczęśliwa rodzina jest najbardziej pożądaną wartością, z drugiej mamy procesy społeczne,  które prowadzą do jej dekonstrukcji.

To, że wielu ojców nie jest partnerem ważnych rozmów z najbliższymi, nie świadczy o nich dobrze. O ich priorytetach, czasie poświęconym często w nadmiarze na pracę i zarabianie, czasie wolnym realizowanym w oddzieleniu od rodziny, nieumiejętności odnalezienia się we współczesnym świecie.

Warto w tym kontekście zadać pytanie, czy ich żony lub partnerki wspierają ich ojcostwo i pozycję w rodzinie, pozostawiając miejsce na ich w niej aktywność? Czy nie jest tak, że często tego nie oczekują uznając, że na sprawach domowych i wychowaniu dzieci znają się najlepiej i same sobie poradzą?

Polityka społeczna z kolei niewiele robi dla wzmocnienia rodziny, a już wcale nie dostrzega potrzeby wspierania ojcostwa. Na przykład rozwody stają się coraz bardziej powszechne, czemu sprzyjają rozwiązania prawne. Kilka lat temu zrezygnowano nawet z posiedzeń pojednawczych, pozbawiając skonfliktowanych małżonków czasu na refleksję, czy dobrze robią decydując się na rozwód. Pomoc społeczna jeszcze niedawno wypłacała znaczące zasiłki dla rodzin samotnie wychowujących dzieci. Rodziny pełne, w gorszej sytuacji materialnej jej nie otrzymywały. Trzeba było się rozwieść, by otrzymać pomoc, a w konsekwencji samotnie wychowywać dzieci, na ogół przez matki i przy ograniczonym kontakcie z ojcem.

Wysokie bezrobocie, a takie mamy od lat, niszczy pozycję ojca. Często też powoduje, że jest on zmuszony podjąć pracę daleko od swojej rodziny, np. za granicą. Destrukcyjne tego skutki dla więzi rodzinnych są oczywiste.

Negatywną rolę w niszczeniu wartości rodzinnych, w tym ojcostwa mają też celebryci. Często chwalą się  kolejnymi romansami, (tak dzisiaj nazywane są zdrady). Egoistycznie nastawieni tylko na własną przyjemność i osobisty sukces, co chętnie nagłaśniają popularne media. Chełpią się wyzwoleniem od pozytywnych zasad, wyśmiewają wierność, odpowiedzialność i wcale nie interesuje ich, w jaki sposób ich przykład wpływa na młode, chłonne umysły.

W kierunku osłabienia małżeństwa i rodziny zmierzała też kampania na rzecz związków partnerskich, jaka miała miejsce w tym roku. Taki też cel przyświeca ideologii gender, dla której rodzina i małżeństwo kojarzy się z patrialchalną przemocą. To zresztą już nie tylko dywagacje skrajnych feministek. W różnych rozwiązaniach prawnych, bazujących na tej ideologii, przewiduje się dekonstrukcję tych podstawowych wspólnot, np. w Konwencji Rady Europy o przemocy wobec kobiet.

Prowadzona od lat przez środowiska lewicowe i feministyczne kampania na rzecz zastąpienia wychowania prorodzinnego w szkołach, edukacją seksualną nastawioną głównie na zabezpieczenie przed niepożądaną ciążą, też zmierza do wyuczenia takich postaw młodych ludzi, że trudniej będzie się im odnaleźć się w małżeństwie i rodzinie, które wszak wymagają ograniczenia egoizmu.

Zmierzamy do społeczeństwa ludzi samotnych. Tylko w wyniku rozwodów co roku kolejne ok. 55 tysięcy dzieci pozostaje na ogół z matkami w rodzinach niepełnych. W dużych miastach dotyczy to już jednej trzeciej polskich dzieci, które najczęściej są pozbawione codziennej obecności ojca.

Samotne, a więc także ekonomicznie słabe rodziny, to dzieci stwarzające więcej problemów. Gdy dorosną, wiele z nich będzie miało trudności z zakładaniem trwałych związków i zapewnienia swoim dzieciom wychowania przez oboje rodziców w trwałej rodzinie, co jest podstawowym prawem dziecka.