Publiczna manifestacja perwersyjnych upodobań seksualnych ma być zagwarantowana prawnie. Ktokolwiek odważy się negatywnie ocenić dewiację, zostanie ukarany. Szczególny zakaz obejmie media – taki projekt ustawy smaży się właśnie w polskim Sejmie -

- pisze w tygodniku "wSieci" (numer właśnie w kioskach) Marzena Nykiel.

Coś, co jeszcze niedawno uchodziło za niezdrowy strumień świadomości szaleńca, teraz jest rzeczywistością. Rzeczywistością – o, zgrozo – polityczną. Sejm z całkowitą powagą i życzliwością debatuje nad skrajnie niebezpiecznym projektem nowelizacji ustawy antydyskryminacyjnej.

Posłowie Ruchu Palikota wpadli na pomysł ustawowego uprzywilejowania mniejszości, którą od reszty odróżnia nadpobudliwa koncentracja działań na seksualności. Projekt wprowadza zakaz dyskryminacji ze względu na „ekspresję płciową” i „tożsamość płciową”, ustawiając je na równi z takimi cechami chronionymi jak płeć, rasa, wiek, pochodzenie etniczne czy wyznanie. Mimo że ustawa antydyskryminacyjna przyjęta w grudniu 2010 r. została uznana przez Komisję Europejską za wystarczającą i w pełni zabezpieczającą interesy mniejszości, lewicowi ideologowie pełniący aktualnie funkcję posłów twierdzą, że środowiska homoseksualne, biseksualne, trans i queer nadal narażone są na prześladowania.

(...) Zaburzenia tożsamości seksualnej, takie jak choćby transseksualizm czy transwestytyzm, są w niej [tej ustawie] nie tylko szczególnie chronione, ale stają się zachowaniami, które będzie trzeba promować w mediach i procesie edukacyjnym. Wszystko dzięki wprowadzeniu dwóch pojęć: tożsamości i ekspresji płciowej.

- przestrzega publicystka, wskazując że zapisy nowelizacji wyposażają aktywistów organizacji mniejszościowych w szereg instrumentów, pozwalających karać, także finansowo, wszystkich którzy głośno wyrażają sprzeciw wobec swobodnej "ekspresji seksualnej".

Forsowane zapisy są fanaberią środowisk LGBTQ, które próbują zaprowadzić swój nowy rozseksualizowany ład formujący nowe społeczeństwo w nurcie gender. Podobne pomysły pojawiały się z inicjatywy unijnej już w innych krajach, ale parlamenty Wielkiej Brytanii, Austrii i Włoch odrzuciły je jako przesadnie ingerujące w wolności obywatelskie. Polski parlament kategorii wolności najwyraźniej nie rozumie. Nie pierwszy raz traktuje obywateli jak laboratoryjne szczury, zmuszone sprostać kolejnym doświadczalnym improwizacjom kreatorów politycznej rzeczywistości. Bez pospolitego ruszenia, ustawa zostanie przepchnięta głosami większości. Padniemy łupem homotyktatury, która już dawno zamieniła prawa na przywileje. Akcja obywatelskiego sprzeciwu trwa. Można ją poprzeć na stronie www.stopdyktaturze.pl.

 

Cały artykuł Marzeny Nykiel - w tygodniku "wSieci". Polecamy!

Zapraszamy także na profil FB "wSieci" - dołącz do 50 tysięcy naszych przyjaciół!

CZYTAJ TAKŻE: "wSieci": "Donald Tusk gesty takie jak w Smoleńsku wobec Putina wykonuje zawsze w chwilach triumfu, radości, zadowolenia"