TVP ma zamiar podać informację, że polski naukowiec z USA, prof. Chris Cieszewski współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa. Naukowiec zdecydowanie zaprzecza. O profesorze zrobiło się głośno przed kilkoma tygodniami, gdy w czasie II Konferencji Smoleńskiej ujawnił wyniki analiz zdjęć satelitarnych dotyczących brzozy i stwierdził, że drzewo było złamane przed 5 kwietnia 2010 r.

W audycji „Po prostu” Tomasza Sekielskiego ma się dziś wieczorem ukazać materiał, według którego Cieszewski współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa jako agent o pseudonimie „Nil”.

W rozmowie z portalem wPolityce.pl naukowiec temu mocno zaprzeczył.

Nigdy nie widziałem akt IPN, więc nie wiem, co one mówią, ale nigdy nie byłem i nie mogłem być agentem SB. Nigdy z nią nie kolaborowałem ani nigdy nikogo nie zdradziłem. Jeżeli ktoś twierdzi, że “coś na mnie jest”, to kłamie.

Zdecydował się też na opisanie swojego zaangażowania w pracę opozycji w PRL i powody pospiesznego wyjazdu do Kanady w 1983 r.:

Byłem aktywnym działaczem „Solidarności”. W czasie stanu wojennego kolportowałem pismo „Głos”, współpracowałem też z prof. Witakowskim w ruchu „Wola”, dla którego rekrutowałem i szkoliłem ludzi oraz opracowywałem nowe pomysły na druk materiałów, m.in. na przenośnych urządzeniach i folii perforowanej.

W NZS w czasie strajku na SGGW odpowiadałem za wydawanie przepustek. Narażało mnie to na – mówiąc delikatnie – nieprzychylność kolegów, bo to moim zadaniem było nie wypuszczać „łamistrajków” ani nie wpuszczać nikogo do środka.

Później włączyłem się do strajku w szkole pożarniczej, mieszkałem razem ze studentami, a po pacyfikacji strajku uciekłem w przebraniu strażaka „z moją klasą”, przewiezioną przez milicję na Dworzec Zachodni. Następnie wróciłem do strajku na SGGW.

Na początku zaangażowałem się w NZS, ale z uwagi na różnicę zdań na temat sposobu działania organizacji, zrezygnowałem i poświęciłem się ruchowi Wola.

Osobą odpowiedzialną za inwigilowanie mojej grupy był Maciej Kuncewicz. Dowiedziałem się o tym niedługo po tym, kiedy zostałem aresztowany. W mojej teczce założonej przez Służbę Bezpieczeństwa znajdowała się sprawa dotycząca „Woli”, organizacji, dla której Kuncewicz wydrukował pewne materiały, oznaczając każdą stronę napisem „Drukarnia NIL”. Kiedy zostałem aresztowany przez SB, powiedziałem, że niczego nie podpiszę i że wolę raczej trafić do więzienia. Funkcjonariusze odpowiedzieli na to, że jeśli pójdę siedzieć, razem ze mną trafią do więzienia jeszcze inni związani ze mną ludzie, o których działalności SB dowiedziała się od Kuncewicza. Kiedy to usłyszałem, odpowiedziałem, że potrzebuję kilku dni do namysłu. Dostałem czas do poniedziałku, a w piątek wsiadłem na pokład samolotu odlatującego do Kanady. W poniedziałek funkcjonariusz SB zatelefonował do mojej matki, od której dowiedział się, że przebywam w Kanadzie. Esbek zmusił moją matkę do spotkania z nim, na nic jednak to się nie zdało. Matka była już weteranką odmawiania współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa.

Nikt z mojej grupy nie trafił do więzienia. Ja z kolei spędziłem cztery lata śpiąc w swoim samochodzie, dopóki nie ukończyłem swojego pierwszego kierunku studiów i nie znalazłem stałej pracy. Ani moi przełożeni, ani też moi współpracownicy nigdy nie zostali złapani.

W mojej teczce założonej przez Służbę Bezpieczeństwa znajdowała się sprawa dotycząca "Woli". Teczka ta zawierala jednen z numerow Woli, ktory zostal dla nas wydrukowany przez drukarnie NIL, ktora jak sie okazalo pozniej byla kontrolowana przez SB. W zwiazku z tym nie sądzę, żeby agent bezpieki o pseudonimie "NIL" kiedykolwiek istniał. Służba Bezpieczeństwa posiadała sklep drukarski o nazwie "Drukarnia NIL", z którym był związany Kuncewicz. Znakiem firmowym "Drukarnia NIL" został przez tego agenta o pseudonimie "Joanna" (czyli Macieja Kuncewicza, studenta Zoologii na SGGW) oznaczony jeden z naszych druków "Woli". A bylo to tak: Kuncewicz zaproponował nam darmowy druk jednego z naszych materiałów. Powiedział, że dysponuje nadwyżką papieru i ma sporo wolnego czasu, toteż chętnie nam pomoże. Zauważyłem jednak na papierze znak firmowy i zapytałem, dlaczego wydrukowal cos co nie bylo na matrycach. Zbyl to pytanie odpowiedzia ze "chlopcy chcieli to dla swojego ego za darmowa prace". Było to tuż po tym, kiedy dostarczył nam wszystkie materiały. Z tego właśnie powodu spaliłem niemal wszystkie wydrukowane przez niego egzemplarze. Wydrukowaliśmy je ponownie sami bez napisu "Drukarnia NIL". Nigdy o tym nie powiedziałem Kuncewiczowi. Kiedy później zostałem aresztowany przez SB i w czasie przesłuchania pokazano mi właśnie jeden z wydruków z emblematem "Drukarnia NIL", od razu zrozumiałem ze on był kretem i co SB wiedziała o naszej grupie.

Od tej pory ostrzegałem wszystkich w Polsce i w Kanadzie o roli Kuncewicza w SB, ale szczegółów na temat jego esbeckiej działalności dowiedziałem się dopiero wiele lat później, z opracowań Dr. Cecyli Kuty.

Nie interesuje mnie, co kto o mnie myśli, ale leży mi na sercu sytuacja wszystkich przyzwoitych ludzi w Polsce, którzy być może podzielają moją jasno wyrażoną opinię o kłamliwych i nieetycznych mediach.

Jak powiedział Mark Twain, kłamstwo obiegnie dookoła połowę świata zanim prawda zdąży włożyć buty. Jestem pewien, że „przemysł pogardy” ruszy teraz pełną parą i że trudno mi będzie odkłamać skierowane pod moim adresem pomówienia

- zakończył prof. Cieszewski.

W jaki sposób całą sprawę przedstawi Telewizja Polska i Tomasz Sekielski? Czy weźmie pod uwagę wytłumaczenia naukowca, czy jedynie dołoży kolejną cegiełkę do muru niechęci i prób zdezawuowania prac naukowców w sprawie katastrofy smoleńskiej?

mtp, lw

 

 

-----------------------------------------------------------------------------------

-----------------------------------------------------------------------------------

Uwaga!

Najnowszy numer miesięcznika "W Sieci Historii" z nowym dodatkiem, już do nabycia w naszym sklepie wSklepiku.pl!

nr.7/2013 z filmem "Czarny Czwartek"

Miesięcznik