Lis wprowadza nowe pojęcie w swoim stylu: "smoleńskie łajno". Znów pokazał, że umie obrażać i wyzywać

Redaktor naczelny tygodnika "Newsweek", pielęgnowany jako gwiazda przez narodowego nadawcę telewizyjnego, znów pokazał, że umie obrażać i wyzywać. Komentując nominację Elżbiety Bieńkowskiej na wicepremiera wprowadził do obiegu nowe pojęcie, jakże w swoim stylu: "smoleńskie łajno":

Premier Tusk nie będzie się mógł całkowicie schować za swoim najważniejszym wicepremierem (oczywiście poza tym nieformalnym, Janem Krzysztofem Bieleckim). Ale Elżbieta Bieńkowska będzie dla niego nie raz i nie dwa prawdziwą tarczą. Nie będzie bowiem łatwym celem dla oponentów w rodzaju panów Błaszczaka, Hofmana czy Brudzińskiego, a nawet dla samego prezesa. Nie można jej będzie zarzucić politykierstwa, nie będzie jej można obrzucić smoleńskim łajnem, a jej kobiecość wielu zneutralizuje, tym bardziej że jest to kobiecość, która w razie potrzeby będzie się umiała odszczeknąć i ustawić przeciwnika do pionu.

"Smoleńskie łajno" rzeczywiście w Polsce istnieje. Obrzuca się nim tych, którzy nie godzą się na oficjalne kłamstwo.

Swoją drogą - pośrednio Lis przyznaje, że udział w smoleńskim kłamie zabija polityków zaangażowanych w sprawę.

Sil

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...