wPolityce.pl: Ubiega się Pan o dofinansowanie filmu "Smoleńsk" w Polski Instytucie Sztuki Filmowej. Na jak dużą dotację Pan liczy?

Maciej Pawlicki, producent filmu: Film ma budżet ok. 10 milionów i zgodnie z regulaminem PiSF-u staramy się o dofinansowanie w 50% procentach.

Czy taka dotacja jest niezbędnym warunkiem, aby film powstał, czy też są inne, alternatywne źródła finansowania tej produkcji?

Wedle naszego planu właśnie teraz powinniśmy kończyć zdjęcia do filmu. Premiera zaplanowana była na 4 rocznicę tragedii smoleńskiej, czyli na 10 kwietnia 2014 r.  Ale dziś wiemy, że to się nie uda, właśnie dlatego, że nie udało się zgromadzić środków. Trwa zbiórka publiczna prowadzona przez wspierająca produkcję Fundację Smoleńsk 2010 (www.smolensk2010.pl), dziękujemy za wszystkie wpłaty, są zainteresowani inwestorzy, ale to jest niewystarczające, żeby film mógł powstać. Decyzja PiSF- u jest kluczowa.

Na jakim etapie są dziś przygotowania, czy też raczej produkcja filmu? Bo przecież zdjęcia już rozpoczęto...Trzeba przyznać, że harmonogram prac jest dość nietypowy, skoro to się stało jeszcze przed zgromadzeniem budżetu, czy nawet skompletowaniem obsady. W serwisie FilmWebu- jako jedyna obsadzona aktorka - figuruje wciąż Ewa Dałkowska...
Zaangażowanych aktorów jest już znacznie więcej. Dzięki wpłatom darczyńców i inwestorów zrealizowaliśmy 4 dni zdjęciowe, tzw. "zdjęć uciekających", to się zdarza w produkcji filmowej. Ale ponieważ budżet nie jest domknięty - główne zdjęcia planowane na tę jesień musieliśmy odwołać. Planujemy je na wiosnę.

Nie jest tajemnicą, że producenci filmu mieli problem ze skompletowaniem obsady z przyczyn nazwijmy to "ideowych". Marian Opania odmówił, gdyż jak tłumaczył nie jest zwolennikiem PiS-u.  Czy wciąż stykają się państwo z tego typu kłopotami? Czy wielu aktorów odmawia?
Czasem to się jeszcze zdarza, ale już teraz rzadko i w bardziej cywilizowanej formie. Ale przede wszystkim mam wrażenie, że odmowy, z którymi się spotykaliśmy, a było ich może w sumie kilkanaście na sto kilkadziesiąt osób zaangażowanych już do pracy przy filmie, obróciły się ostatecznie na dobre, jeśli chodzi o ostateczny kształt filmu. Bo w miejsce tych, którzy odmówili - weszli po prostu lepsi i mamy znacznie więcej chętnych niż możliwości zatrudnienia. Nie żałujemy żadnej decyzji personalnej.

A może Pan ujawnić jakich aktorów zaangażowaliście? Kto zagra śp. prezydenta, kto wcieli się w rolę głównej bohaterki - dziennikarki prowadzącej śledztwo?
Te dwa nazwiska zostaną ogłoszone wkrótce. Mogę natomiast powiedzieć, że w filmie zagrają m.in. Halina Łabonarska, Jerzy Zelnik, Redbad Klijnstra, Tomasz Radawiec, Blanka Kaczorowska. Ważną rolę zagra Maciej Półtorak, znany z ekspresyjnego plakatu do filmu "Czarny czwartek".

Czyli w ilu procentach macie już skompletowaną obsadę?
Myślę, że 80 procentach.

Czyli to nie brak aktorów, ale środków stanowi teraz barierę w realizacji filmu?
Tak naprawdę aktorzy nigdy nie stanowili problemu. Obok kilku takich, którzy odmówili, jest wielu, którzy koniecznie chcą zagrać - choćby najmniejszy epizod, żeby zaistnieć właśnie w tym filmie, uznając to za zaszczyt.

To kiedy, znając dzisiejsze realia, możemy spodziewać się premiery "Smoleńska"?
Decyzja PISF będzie w lutym, zdjęcia chcemy zrealizować w kwietniu, a premierę  planujemy  w październiku. Wszystko w przyszłym roku.

To scenariusz pozytywny. A co będzie, jeśli PISF nie przychyli się do waszego wniosku, albo przyzna znacząco niższą dotację? Film nie powstanie? Macie jakiś paln "B"?

Wtedy będziemy się martwić. Na pewno się nie poddamy, ale wierzę, że PiSF - kierując się kryteriami merytorycznymi: pozycją wybitnego artysty, który ten film robi, wagą tematu czy jakością scenariusza - dotację przyzna. Wierzę w kompetencje fachowców zatrudnianych przez Polski Instytut Sztuki Filmowej.
Natomiast gdyby jednak zdarzyło się inaczej - będziemy mieli duży kłopot.

not. Anna Sarzyńska