Żebrowski: zamiast grubej kreski powinna być gruba pała. I żadnych przedawnień. NASZ WYWIAD o rozliczeniach z komuną

fot. Blogpress.pl
fot. Blogpress.pl

wPolityce.pl: po 61 latach były funkcjonariusz czeskiej bezpieki został skazany na dwa lata w zawieszeniu za przestępstwo, polegające na prześladowaniu rolników podczas kolektywizacji w 1952 r. Sprawa dotyczyła zbrodni komunistycznej, a te - zgodnie z orzeczeniami czeskiego Sądu Najwyższego - nie ulegają przedawnieniu. Czy wyobraża Pan sobie taki proces i wyrok w Polsce?

Leszek Żebrowski, historyk, zajmujący się polskim podziemiem niepodległościowym: W Polsce w takich sprawach nic się nie dzieje. Nie wiem, czy gdyby ktoś złożył do sądu wniosek o ukaranie sprawców w swojej sprawie, to taki wniosek w ogóle zostałby przyjęty i by go rozpatrywano. Zaraz wymyślono by zapewne albo przedawnienie, albo niewłaściwość, albo jeszcze coś innego. Ostatecznie uznano by, że sprawcy są starzy, chorzy, nieprzytomni i nie mogą ponosić odpowiedzialności. W Polsce skala odpowiedzialności za takie działania dotknęłaby setek tysięcy ludzi. Takie procesy powinny dotyczyć nie tylko funkcjonariuszy struktur bezpieczeństwa, ale również żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego, pionu politycznego wydającego dyspozycje, ludzi Informacji Wojskowej, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, milicyjnych grup operacyjnych, czy ORMO. Skala jest przerażająca. Pacyfikacje trwały w Polsce do końca lat 40., a nawet dłużej. Wszędzie, gdzie były okolice sprzyjające partyzantce niepodległościowej, następowały represje, a nawet wysiedlenia. Ludzi wyrzucano z miejsca zamieszkania, ich dobytek niszczono, albo grabiono, a oni byli wysyłani na Zachód Polski czy Żuławy.

Ktoś odpowiedział za te działania?

Nie słyszałem w ogóle, by komuś przyszło do głowy ich ściganie. Nie rozumiem zresztą dlaczego.

Jesteśmy skazani na bezkarność takich ludzi?

W tej sprawie mamy do czynienia z morderstwami, skrytobójstwami, rekwizycją, zaborem mienia. Znane są protokoły, które wskazują, że ludziom zabiera się cały dobytek, włącznie z ubrankami dziecięcymi. Konkretni ludzie są podpisani pod dokumentami, które mówią o zaborze mienia. Tymczasem nawet w czasie komunistycznego okupacji nie było prawa, które pozwala obrabować kogoś bez wyroku sądu. A oni mogli i to robili bezkarnie. I są podpisani, wiemy kto tego dokonał. Ci ludzie byli potem odznaczani wielokrotnie. Namierzenie ich nie jest trudne.

Po tylu latach obowiązuje wciąż w Polsce zmowa milczenia? Dlaczego takich ludzi nie można sądzić?

Dlatego, że - jak powiedział Tadeusz Mazowiecki - umów należy dotrzymywać.

...nawet po tylu latach...

I takie są konsekwencje. Tymczasem zamiast grubej kreski powinna być gruba pała. I żadnych przedawnień. Powinno się pociągać do odpowiedzialności każdego, do ostatniego funkcjonariusza - od tych szeregowych, po tych z najwyższej półki. Nie wszyscy oczywiście mordowali i zabijali, ale wszyscy służyli w zbrodniczym aparacie, jak Gestapo czy SS. Tu nie chodzi o odpowiedzialność zbiorową, ale o to, że cała formacja była zbrodnicza. Mamy przecież uchwałę Sejmu z 1994 roku, która mówi, że struktura aparatu bezpieczeństwa - Urzędy Bezpieczeństwa, Informacja Wojskowa, prokuratura wojskowa, sądownictwo wojskowe - to struktura zbrodnicza. To uchwała Sejmu, która nie ma żadnej mocy prawnej, ale jest pewien podkład pod działania prawne.

Jak pan ocenia fakt, że "bohaterowie" z czasów stalinowskich wracają na pierwsze strony gazet? Mówię o Zygmuncie Baumanie...

Sprawa dotyczy nie tylko Baumana. Wielu funkcjonariuszy KBW, o których przeszłości powszechnie nie wiadomo, funkcjonuje, działa i nawet jest odznaczanych. Warto się temu przyjrzeć.

Jak pan ocenia fakt, że tekst Baumana był nawet częścią próbnej matury z języka polskiego?

Słyszałem o tym. Jak widać "autorytety" wszędzie są potrzebne, nawet tam. I to takie "autorytety". Oni innych nie mają. Gdyby mieli lepszych w naszym pojęciu to wystawiliby tych lepszych. Ale tam są jedynie właśnie tacy.

Rozmawiał Stanisław Żaryn

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...