Demokracja bananowa rządzi się swoimi prawami. W przeciwnym wypadku politycy z kręgu Tuska poszliby śladami Hofmana

PAP/Leszek Szymański
PAP/Leszek Szymański

W kraju normalnej, zdrowej demokracji wybuch korupcyjnej afery z udziałem urzędników jakiegokolwiek resortu, pociągnąłby za sobą dymisję ministrów, a przynajmniej ludzi z otoczenia rządu. W Polsce jest inaczej.

Nie oczekuje tego od premiera, ponieważ dla niego afera na 1,5 mld zł i określenie „największa afera korupcyjna w Polsce” to błahostka. Ale ministrowie?

Gdyby Polska była krajem posiadającym polityków pierwszej klasy, minister Radosław Sikorski podałby się do dymisji po ujawnieniu ogromnej korupcyjnej afery w jego resorcie. Gdyby podejść do sprawy z prawdziwą klasą, minister Sienkiewicz, zorganizowałby konferencję, oświadczając, że nie sprostał powierzonym zadaniom i nie tylko ws. korupcji, ale już po Marszu Niepodległości, ogłosiłby swoje odejście.

A co z byłym ministrem Nowakiem? Jak premier mógł dopuścić do funkcjonowania w rządzie przez kilka miesięcy człowieka, któremu stawia się oskarżenie o zatajenie wartościowego zegarka, a obecnie dalej pozwala szefować w regionie pomorskim?

Gdyby polska demokracja nie była tak bardzo bananowa, to wszyscy podejrzani politycy w dniu ujawnienia afery, z automat ogłaszaliby swoje odejścia. Ale „bananówka” rządzi się swoimi prawami. Gdyby było inaczej, to zachowanie Adama Hofmana, rezygnującego z wszystkich funkcji do czasu wyjaśnienia oskarżeń, nie byłoby wyjątkiem.

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych