Prawdziwą twarz ideologii gender poznali w ostatnich dniach rodzice jednego z rybnickich przedszkoli. Sprawę opisał katowicki "Gość Niedzielny", a szczegóły okazują się momentami wstrząsające. Wszystko z powodu dofinansowanego przez Unię Europejską projektu, który objął kilka placówek dla najmłodszych na Śląsku. Choć nauczyciele zapewniali, że zapisy o gender są wpisane jedynie pro forma, to jednak nie udało się ochronić dzieci przed lewicującą ideologią.

Mamo, a dlaczego mi nigdy nie mówiłaś, że chłopcy mogą w sukienkach chodzić?

- pytał 4-letni Tomek.

Inne dopytywały:

Tatusiu, ty też możesz chodzić w sukienkach? Czy Franio ma spódniczki w szafie? A czy on może nosić spódniczki?

Gdy rodzice zaczęli się interesować sprawą, dyrekcja zorganizowała specjalne spotkanie dla opiekunów maluchów. Tam przedstawiony został szczegółowy program i plan pracy, którym zostali objęci najmłodsi. Na twarzach wielu z rodziców pojawiło się zdumienie.

Jak czytamy na stronach "Gościa Niedzielnego", "równościowe" materiały serwowano dzieciom nawet w bajkach, gdzie opowieść o Kopciuszku przerobiono na bajkę o Kopciuchu, a rycerzy zastąpiły "rycerki". Najmłodszym zaproponowano również przyniesienie do przedszkola ulubionych misiów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że pluszanki miały być przynoszone, aby... przebierać je na zmianę: raz w spodnie, raz w spódniczki. W ramach promowania równości.

Nic dziwnego, że rodzice zaprotestowali przeciw temu programowi.

ani dyrektor mówiła, że oczekiwałaby od rodziców spojrzenia niestereotypowego, np. że tata musi zawsze robić jedno, a mama co innego. Powiedziałam, że mnie zależy na wychowaniu dziecka właśnie w ujęciu stereotypowym... Na to usłyszałam od jednej z nauczycielek, że jestem niedzisiejsza, że idziemy do przodu, że musi być postęp

- opisuje jedna z matek.

Kilkoro z rodziców wycofało swoje dzieci z feralnego przedszkola. Sprawą zainteresował się także urząd miasta, który skorygował już program edukacyjny.

lw, "GN"