wPolityce.pl: Zgodnie z zapowiedziami Donald Tusk dokona rekonstrukcji rządu. Jak Pani ocenia zmiany, jakie zaprezentował premier Tusk? One mogą dać nową jakość władzy?

Prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog: Na początku uderzył mnie styl prezentowania zmian w rządzie. Żartobliwy ton Donalda Tuska w momencie, w którym to on sam powinien zostać odwołany, był nie na miejscu. Premier jest nieprofesjonalny, nieodpowiedzialny, nielojalny i chwiejny. Powinien odejść. Początek premiera na tej konferencji był fatalny. Niepokoi wymiana na stanowisku ministra finansów. Odejście Rostowskiego, który był jedynym kompetentnym ministrem, który rozumiał i kalkulował, a nie był ideologiem, oceniam bardzo źle.

Działalność Rostowskiego od dawna jednak spotyka się z krytyką, również wielu ekonomistów.

Ale to on wraz z prof. Markiem Belką mówili o odpowiedzialnym wchodzeniu Polski do strefy euro. Wejście do rządu Mateusza Szczurka, dotychczasowego głównego ekonomisty ING, może być sygnałem, że może nastąpić zmiana polityki Tuska w tej sprawie. Zmiana na kierunek czysto polityczny, bez kalkulacji ekonomicznych. Jeśli tak będzie, to będzie to bardzo ryzykowne.

Jak Pani ocenia inne kandydatury?

Jeśli chodzi o stanowisko ministra nauki, to warto wskazać, że każda zmiana jest tu zmianą na lepsze. Barbara Kudrycka zrobiła wiele, by programowo i strukturalnie osłabić naukę. Doprowadzono do rozbijania zespołów, wprowadzono brak możliwości dzielenia uprawnień, do otwierania się nauki na falę ludzi z drugiego szeregu, często ludzi nie pierwszych lotów, z dziwnymi życiorysami. Kudrycka zrobiła wiele, by nauki społeczne, oddzielone od humanistycznych, położyć. Lena Kolarska-Bobińska jest naukowcem, więc liczyć można, że nie będzie szła w tym kierunku.

Co z nominacją dla Andrzeja Biernata, który będzie nowym ministrem sportu? Dla wielu Joanna Mucha była "pewniakiem" do odwołania...

Awans posła Biernata pokazuje, że wystarczy być więcej niż agresywnym wobec tych, których Donald Tusk uważa za przeciwników, by dostać promocję. To jest fatalny sygnał. Dziwić może również aktywność nowego ministra środowiska. Maciej Grabowski zajmował się wprawdzie środowiskiem. Mówiono na konferencji, że to on odpowiadał za wprowadzenie podatków od kopalin. Jednak pamiętamy, że sposób wprowadzenia tego podatku kosztował spadek akcji wielu firm. Podatek zniechęcił również firmy do poszukiwania gazu łupkowego w Polsce. Nie wiem, czy Grabowski jest dość energiczny, by walczyć o polskie interesy w Unii. Walkę o sprawy energetyczne, polski węgiel i łupki będzie trzeba stoczyć. Zobaczymy, jak mu to pójdzie. Na pewno jest kompetentny, uczciwy i pracowity.

Kolejnym ministrem, który w powszechnej opinii był "pewniakiem" do wymiany, była Krystyna Szumilas. W pani ocenie Joanna Kluzik-Rostkowska będzie lepszym szefem MEN?

Ministrem będzie obecnie Joanna Kluzik-Rostkowska, której charakter oceniam marnie. Jednak ma ona chociaż trójkę swoich dzieci. To znaczy, że wie przynajmniej trochę o tym, jak funkcjonuje system. Trudno mi obecnie powiedzieć, jak będzie jej szło.

Zostały nam do omówienia dwie nominacje. Elżbieta Bieńkowska nową postacią w rządzie nie jest, ale ma obecnie kierować ogromnym resortem, połączonym ministerstwem transportu oraz rozwoju regionalnego. To dobra zmiana?

Mam bardzo poważne wątpliwości dotyczące rozszerzenia uprawnień minister Bieńkowskiej. Ona jako minister wydający środki europejskiej fatalnie zarządzała środkami na innowacje. Polska w ciągu ostatnich sześciu lat spadła w rankingach, o czym pisałam wielokrotnie. Bieńkowska wydawała pieniądze na skróty - ci, którzy mieli dużo pieniędzy, mogli dużo otrzymać. Beneficjentami były więc głównie zagraniczne firmy. Nie trafiano zatem tam, gdzie były prawdziwe potrzeby. Swoją wypowiedź po ogłoszeniu nominacji zaczęła od tego, że środki w resorcie transportu były świetnie wydawane. A tymczasem w tym ministerstwie mieliśmy niepotrzebne transfery, korupcję, nadużycia, ale również fatalne wydatkowanie pieniędzy na koleje. To pokazuje, że Bieńkowska wchodzi w obszar, na którym się nie zna, którego być może nie rozumie.

A co z odejściem Michała Boniego? Mówiono o nim kiedyś, że to jeden z największych atutów Tuska. Jego zamiana na Rafała Trzaskowskiego to krok w dobrą stronę?

Michał Boni wziął się za to, na czym się zupełnie nie znał. Jedyną jego zasługą, jako ministra, była komputeryzacja listy ubezpieczonych. To nieco ułatwiło funkcjonowanie służby zdrowia. Boniemu podlegała również administracja, a on tymczasem nie zna się na nowoczesnym zarządzaniu. On nie zrobił niczego dla ograniczania państwa. Administracja się rozszerzała i rozszerza. Administracja jest rozrośnięta i kosztowna. Minister tymczasem nie zrobił nic, by to poprawić. Był zmęczony. Każdy, kto ma na tyle dużo inteligencji, by szukać nowych wizji, byłby lepszy niż Boni. Rafał Trzaskowski w mojej ocenie może mieć taką wizję.

Nowi ministrowie mają dwa lata, by coś zrobić. Rekonstrukcja w obecnym terminie ma jakiś głębszy sens?

Przez dwa lata można coś zrobić. W obecnej sytuacji można mieć jednak głównie obawy. Ci, którzy mają w Polsce pieniądze, powinni być zaniepokojeni. Wymiana Rostowskiego na Szczurka w tym momencie prac nad budżetem oraz innymi ustawami, to sygnał, że Tusk chce zrobić z Rostowskiego kozła ofiarnego za sprawę OFE. To jednak będzie niesprawiedliwe. Obecnie jest groźba, że rząd dokona chaotycznych zmian w procesie dekonstruowania OFE. To będzie jeszcze gorsze. Uważam, że zmiana jest fatalna, ale niczego lepszego po Donaldzie Tusku się nie spodziewałam. No chyba, że zdecydowałby się na własną dymisję. To jednak nie nastąpiło.

Rozmawiał Stanisław Żaryn