Śledztwo dotyczy podejrzenia dużej korupcji. Prawdopodobnie największej w historii Polski

- powiedział rzecznik Centralnego Biura Antykorupcyjnego, komentując zatrzymania w sprawie afery związanej z przetargami teleinformatycznymi. Funkcjonariusze zajrzeli zresztą do wielu innych instytucji państwowych, ministerstw, interesując się wieloma przetargami.

CZYTAJ WIĘCEJ: CBA: "To największa afera łapówkarska w historii Polski!". Korupcja objęła MSZ, MSWiA, GUS i wiele publicznych przetargów. Rywin się chowa?

Kto z państwa, szanowni Czytelnicy, będąc na miejscu dziennikarza, wydawcy, czy szefa stacji, portalu, gazety i dostając taką "setkę" z wypowiedzią rzecznika CBA o - powtórzmy raz jeszcze - "największej aferze korupcyjnej w historii Polski" nie skusiłby się na pociągnięcie tematu? Na przypomnienie dotychczasowych afer, porównania, na dociekania co dalej z infoaferą, związku z organizacją polskiej prezydencji, zapytania o ustawione przetargi, na powiązania z zegarkami Sławomira Nowaka i Cam Media? Przecież nie węszy jakieś tam "pisowskie" CBA, nie bulterier Kamiński, ale Paweł Wojtunik, człowiek odpowiedzialny i zrównoważony, zaufany.

Ale tak się nie stało.

Telewizje informacyjnie solidarnie tylko musnęły temat. Ten, kto chciałby zobaczyć cokolwiek o osiemnastu zatrzymanych w państwowych instytucjach lub przemknęła mu myśl o szukaniu tego na żółtym pasku TVN24, musiał obejść się smakiem. Żółty pasek przekazywał za to takie informacje:

W takim razie może choć portal? Zaglądam na serwis TVN24 - czytamy o zeznaniach mówiących o narkotykach abp. Wesołowskiego, pouczeniu Siergieja Ławrowa w sprawie zamieszek pod ambasadą, samochodowym wypadku na A4, uchylonym immunitecie Tadeusza Cymańskiego, kaucji za Demianczuka w Rosji, wreszcie zapowiedzi rekonstrukcji rządu, sukcesie gabinetu Tuska w sprawie europejskiego budżetu, 18-letnim piłkarzu Napoli, relacji Jarosława Kuźniara z Bejrutu i dopiero w połowie strony, na 11. czy 12. pozycji znajdujemy wzmiankę o CBA.

To może Gazeta.pl? Co okazało się ważniejsze od informacji o akcji CBA? Kontrowersje wokół akcji "Seks w moim mieście", news o reaktywacji Monty Pythona (tutaj z zaznaczeniem: NOWE!), podręczniki do języka polskiego dyskryminujące bezbożnych, uprawa marihuany w Waszyngtonie, a nawet słowa Tomasza Terlikowskiego dotyczącego klapsów. News o 18 zatrzymanych figuruje gdzieś w tle.

"Polski Huffington Post" Tomasza Lisa nawet się nie zająknął o sprawie, podobnie jak Onet i Interia. Wirtualna Polska schowała informację pod "Wielki wzrost pensji" ogłoszony przez GUS. Ten sam GUS, którego wiceprezes został wyprowadzony w kajdankach.

A to tylko krótkie popołudniowe podsumowanie największych telewizji i portali. "Największa afera korupcyjna w historii Polski" znalazła odpowiednią pozycję w szeregu zdarzeń. Zabrakło miejsca? Nieciekawa informacja?

A będzie tylko gorzej, bo od jutra zacznie się, a właściwie już powoli wystartował, festiwal ekscytacji nad rekonstrukcją rządu. Wielką rekonstrukcją. Taką przez wielkie R, ze "strukturalną" zmianą, jak zapowiedział premier.

Dzisiejsza konferencja premiera nie obfitowała w niewygodne pytania, kwestia akcji CBA została spłycona przez Tuska do obietnicy "wytrzebienia korupcji", a reporter TV Republika bezskutecznie próbował dopytać o tę sprawę. Ileż było za to filuternych określeń premiera, swojskiego "Paweł" skierowanego do rzecznika Grasia i "słuchajcie" rzuconego do pytających o nowe nazwiska w rządzie dziennikarzy. A dla bardziej dociekliwych czekoladki w postaci monet euro. Kabaret.

Słabo idzie, oj, słabo…

- ironizował wyraźnie rozbawiony Tusk, gdy jeden z dziennikarzy wymieniał potencjalnych kandydatów na ministra finansów. On nie powie teraz, pobawcie się wieczorem w zgaduj-zgadulę.

A mówiąc już bardziej poważnie: po raz kolejny opinia publiczna dała (i da się zapewne jutro) wmanewrować w grę przewodniczącego Platformy o nazwie "rekonstrukcja". Ani Joanna Kluzik-Rostkowska nie zmieni przecież oblicza polskiej edukacji, ani następca Jacka Rostowskiego - ktokolwiek by nim nie został - czarodziejską różdżką nie naprawi stanu polskich finansów. Zmiany w postaci likwidacji resortu sportu czy odsunięcia Barbary Kudryckiej są bardziej niż groteskowe.

Jest dokładnie tak, jak o zmianach na szczytach władzy mówią górale: prasnął kijem w jabłonkę, wróble z jednej gałęzi na drugą się poprzesiadały

- komentował w lutym Janusz Rewiński na łamach "wSieci" kolejne zmiany w rządzie, które miały przynieść jakościowy przełom w funkcjonowaniu gabinetu Tuska.

Jak się okazało, satyryk trafił w sedno, a jego komentarz można powtórzyć.

Gdy jutro od samego rana informacyjne ("informacyjne"?) telewizje i portale będą przekrzykiwać się z nazwiskami, ocenami i marzeniami o tym, co zrobią nowi ministrowie w te niespełna dwa lata (albo i krócej), proszę pamiętać o "największej aferze korupcyjnej w historii Polski". Choćby była ukryta pod kolejnymi informacjami o martwym wielorybie i czekoladkach od premiera.

PS. Puentę dopisały wydania najważniejszych serwisów informacyjnych. Ani Polsat, ani TVN, ani TVP nie uznały tego wydarzenia za godne uwagi na tyle, by poinformować w głównym newsie. Wspomniano, owszem, w 13., albo 15. minucie serwisu, przed pogodą, po emocjonalnym materiale o klapsach.

 

 

------------------------------------------------------------------------

------------------------------------------------------------------------

Polecamy wSklepiku.pl!

"Seawolf o polityce"

autor:Mierzwiński Tomasz

Seawolf o polityce