„Kiedy Antoni Krauze szukał odtwórcy głównej roli w filmie o Lechu Kaczyńskim, aktorzy mu odmawiali. A tu nie mają żadnych oporów, jak niewolnicy”

Czytaj więcej Subskrybuj 50% taniej
Sprawdź
Wikimedia Commons
Wikimedia Commons

Stanisław Markowski, artysta fotografik, pytany przez „Nasz Dziennik” o ocenę spektaklu „Do Damaszku”, w trakcie którego część widzów opuściła widownię, zdegustowana imitowaniem na scenie aktu kopulacji, zaznacza, że oburzenie widzów było powszechne:

Obok mnie siedziała pani, która płakała i drżała, gdy patrzyła na Krzysztofa Globisza kopulującego jako pies z ludzkimi czaszkami i trumną. To było coś przerażającego, ale na tym właśnie Klata oparł swój spektakl.

Zdaniem Markowskiego, również poziom artystyczny spektaklu był zwyczajnie niski:

„Do Damaszku” ogólnie jest sztuką złą, źle graną, nudną. Augusta Strindberga jest w niej mniej niż połowa, jeśli chodzi o teksty, a jeśli już się pojawia, to zmanipulowany przez nieadekwatne sytuacje i zachowania aktorów. To uderzenie w tego szwedzkiego pisarza, ale przede wszystkim w Boga i religię. Nie myślę nawet o smaku i estetyce tej sztuki, drażniącej i bezsensownej. Myślę o czymś głębszym, o wbijaniu szpili w to, co nam najdroższe, przez co mieliśmy prawo czuć się dodatkowo sponiewierani. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego w czymś takim wzięli udział wybitni aktorzy: wspomniany Krzysztof Globisz czy Dorota Segda w wulgarnej scenie imitująca kopulację z własnym bratem. Kiedy Antoni Krauze szukał odtwórcy głównej roli w filmie o Lechu Kaczyńskim, poszczególni aktorzy mu odmawiali. Że tacy „niezależni”. A tu nie mają żadnych oporów, jak niewolnicy dla pieniędzy.

Stanisław Markowski stawia tezę, że oto nadszedł moment, o którym mówił Ojciec Święty Jan Paweł II, ostrzegając o kulturze i cywilizacji śmierci.

Dla nas to być albo nie być, nie możemy pozwolić, by został wykonany kolejny krok. Rzucono nam rękawicę, wytoczono bitwę o kulturę, a my musimy tę rękawicę podjąć. Musimy być ofensywni i zwyciężyć. Oni nie mają motywacji, my mamy głęboką religijną i patriotyczną. W związku z tym są słabi, bo cały czas bazowali na tym, że im pozwalaliśmy. Zaszczuwały nas szczekające media, tworzące obrażającą nas nowomowę na wzór więziennej grypsery –

podkreśla Markowski, wskazując także, iż skandaliczna prowokacja została sfinansowana z kieszeni podatnika.

Teatr Stary jest teatrem narodowym, finansowanym przez nas wszystkich, a Klata został mianowany przez Bogdana Zdrojewskiego. Domagamy się bezzwłocznej dymisji dyrektora i jego zastępcy Sebastiana Majewskiego oraz ministra kultury. Mówiąc o Zdrojewskim, nie mam oczywiście na myśli tylko krakowskiego skandalu. Ogólnie to, co dzieje się z polską kulturą, woła o pomstę do nieba. W niedalekiej przyszłości będę chciał zorganizować w Krakowie dużą debatę na temat zagrożenia naszej kultury i naszego bytu narodowego. Trzeba się nad tym zastanowić i podjąć wspólne działania –

zapowiada Markowski, podkreślając kluczową rolę mediów w walce o jakość polskiego życia kulturalnego:

Wystarczy być śmiałym i zdeterminowanym. Są sposoby, by radzić sobie z mediami, a nie zapominajmy, że telewizja jest najważniejszym z oręży. O co walczyli Litwini, gdy najechali na nich Rosjanie? O parlament i budynek telewizji

zaznacza.

Zdaniem Markowskiego, obecna władza dąży do ubezwłasnowolnienia narodu, do jego upokorzenia i upodlenia.

Chodzi o to, byśmy stracili poczucie godności i przeszli w pewien stan zapaści, ucieczki, snu. A w takich sytuacjach człowiek się już nie broni. Stąd musimy wziąć sprawy w swoje ręce, musimy stworzyć rodzaj samoobrony, uaktywnić działania grupowe, musimy bronić czynnie tego, co stanowi o naszej tożsamości. Bronić trzeba szkół, muzeów, teatrów, musimy odwojować media publiczne. One są nasze i dla nas. Musimy zrozumieć, że Polska jest nasza!

Markowski wskazuje także na niebezpieczeństwa związane z pychą i butą prezentowaną przez niektórych przedstawicieli świata sztuki i nazywaniem przez nich zwyczajnego chamstwa „prowokacją artystyczną”.

Aktorzy, a zwłaszcza dyrektorzy i reżyserzy, uważają, że wszystko im wolno. Zapomnieli, że bez nich da się żyć. Teatr grecki był tak skonstruowany, że współistniał z widzami, którzy mieli prawo oceniać. Istniał dla widzów, bo oni tego chcieli. Aktorzy odczuwali odpowiedzialność, bo widzowie mogli ich wygwizdać lub wyjść. A jak jest dziś? -

pyta Markowski.

Żadna sztuka nie jest i nigdy nie będzie stała nad życiem. Nie jest i nie będzie ważniejsza niż życie. Może być tylko częścią życia, i to pod warunkiem, że będzie to życie wzbogacała o dobro i piękno, będzie uczyła żyć, będzie dążyła do transcendencji, będzie szukała Boga -

konkluduje.

"Nasz Dziennik"/aż

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych