Toczące się w mediach kłótnie dotyczące jedynej słusznej formy obchodów 11 listopada nie ułatwiają podnoszenia tematów trudnych. Chciałbym jednak zwrócić Państwa uwagę na sprawę ważną i niestety zapomnianą, choć mającą znaczenie także dla dzisiejszej Polski.

74 lata temu, 11 listopada 1939 r. miała miejsce najważniejsza z niemieckich egzekucji w pomorskiej Piaśnicy. Trwająca od października 1939 r. Zbrodnia Piaśnicka była prawdopodobnie pierwszym masowym ludobójstwem drugiej wojny światowej. Przez sześć miesięcy na przełomie 1939 i 1940 r. w lesie otaczającym Piaśnicę Niemcy zamordowali około 14.000 osób, wykazując się przy tym nieznanym wcześniej w nowożytnej historii bestialstwem, poza rozstrzelaniami m.in. roztrzaskując dzieciom główki o pnie drzew (miejsca kaźni lokalizowano później m.in. po zębach i włosach dzieci, które pozostały w korze), czy zakopując część ofiar żywcem w masowych grobach. Ofiarami Niemców padli przede wszystkim mieszkający na Pomorzu przed wojną Polacy i Żydzi; polskie rodziny, które wyemigrowały do Niemiec przed wojną w celach zarobkowych oraz pacjenci niemieckich szpitali psychiatrycznych.

11 listopada 1939 r., w Polskie święto Niepodległości, przeprowadzono największą z egzekucji, mordując w niej ponad 300 przedstawicieli polskiej elity Pomorza, a zwłaszcza Gdańska i Gdyni. W grupie tej znaleźli się znani obywatele ziemscy, polscy urzędnicy państwowi, polscy działacze społeczni oraz grupa 34 księży katolickich i sióstr zakonnych z przedwojennego powiatu morskiego. Egzekucja z 11 listopada, tak jak i cała zbrodnia w Piaśnicy była częścią prowadzonej przez Niemców tzw. pomorskiej „Intelligenzaktion”, zorganizowanego ludobójstwa, mającego na celu fizyczne wyniszczenie polskich wyższych klas społecznych i zatarcie jakichkolwiek śladów po polskiej kulturze na terenach Pomorza wcielanych do Rzeszy. Szacuje się, że zamordowano wówczas łącznie do 40.000 Polaków.

O zwierzęcej wręcz nienawiści Niemców do swoich ofiar świadczy nie tylko bestialstwo w formach zadawanej śmierci, ale także i szczególna data egzekucji pomorskiej elity. Choć całą zbrodnię starano się utrzymać w najgłębszej tajemnicy, to jednak na główny dzień mordu najważniejszych ofiar wybrano datę odzyskania przez Polskę niepodległości. Musiało to być więc szczególnie ważne dla sprawców, bo poza nimi, nikt nie miał znać szczegółów tej zbrodni. Niemcy na swoje potrzeby dokumentowali morderstwa w Piaśnicy, wykonując zdjęcia ofiar tuż przed, po, lub w trakcie ich egzekucji, choć one również miały pozostać tajne. Jedyne znane dziś fotografie z mordu to odrzucone przez Niemców nieudane odbitki, wykradzione przez czeladników z zakładu wejherowskiego fotografa, prawdopodobnie także czynnego uczestnika piaśnickiej zbrodni.

Wspominając o niemieckim fotografie z Wejherowa dochodzimy do sedna sprawy. Koszmarna zbrodnia w Piaśnicy, porównywalna pod prawie każdym względem z sowieckim Katyniem, nie byłaby możliwa, gdyby nie żywiołowy udział niemieckiego Selbstschutzu, jednostki paramilitarnej tworzonej przez niemieckich cywilów. Bez list proskrypcyjnych, na których niemieccy cywile zawczasu umieszczali swoich polskich sąsiadów, skazując ich na śmierć; bez jednostek ochotniczych tworzonych przez niemieckich cywilów, wykazujących się potwornym okrucieństwem i bezwzględnością, nie byłoby ani Piaśnicy, ani dziesiątków tysięcy polskich ofiar cywilnych w innych miejscowościach.

Spontaniczny udział niemieckich cywilów w ludobójstwie, właśnie w takim jak w Piaśnicy w 1939 r. jest dla mnie kluczowym argumentem w sporach o granice niemieckiej odpowiedzialności za zbrodnie drugiej wojny światowej. Pokazuje także, że rutynowe już przenoszenie odpowiedzialności za drugowojenne niemieckie zbrodnie na mityczną grupę „nazistów”, zdejmowanie jej z bogobojnych niemieckich cywilów na rzecz Wehrmachtu, a z pokojowo nastawionego Wehrmachtu na rzecz diabolicznego SS jest po prostu historycznym fałszem. Rozumiem, że Niemcy mogą mieć problemy z poczuciem winy za niewyobrażalne wręcz zbrodnie, choćby i nawet w czwartym pokoleniu, ale nie naszym zadaniem jest dziś pomagać im zakłamywać historię. Moim zdaniem, każdy, kto przykłada do tego rękę, np. emitując niemieckie produkcje propagandowe w Polskiej telewizji, bezcześci pamięć milionów ich ofiar. Nie chodzi tu o brak wrażliwości na cudzy, w tym wypadku niemiecki, punkt widzenia na historię. Wydaje mi się, że w ramach własnej wrażliwości, wiedzy i odpowiedzialności mamy święte prawo i obowiązek nazywać kłamstwo - kłamstwem.

Jestem przekonany, że piaśniccy męczennicy, wraz z ogłoszoną przez Jana Pawła II błogosławioną s. Alicją Kotowską, modlą się właśnie za swoich niemieckich prześladowców. Przebaczenie nie zwalnia nas jednak z obowiązku stania na straży pamięci o najważniejszych wydarzeniach w naszej historii. Choćby tak koszmarnych, jak mord w piaśnickim lesie. Dziś już, wbrew wszelkiemu rozsądkowi, prawie zapomniany.