Co najmniej nieporozumieniem wydaje mi się powszechna w komentarzach opinia jakoby podczas Marszu Niepodległości policja wykazała się nieudolnością. Moim zdaniem było dokładnie odwrotnie – wykazała znaczną sprawność w realizowaniu scenariusza, który ktoś precyzyjnie napisał.

Dwa lata temu Marsz Niepodległości przeszedł niemal tą samą trasą, równie blisko ambasady rosyjskiej. Nie widać było wówczas żadnego nią zainteresowania, ani od strony Belwederskiej, gdzie ochraniał ją długi szpaler policji, ani od strony Spacerowej, gdzie policji nie było w ogóle. Na powszechnie znanym w internecie 20-minutowym filmie zrealizowanym statyczną kamerą ustawioną u wylotu Spacerowej widać doskonale ową długo i spokojnie płynącą biało-czerwoną rzekę, która całkowicie ignoruje ogrodzenie rosyjskiej ambasady.

W tym roku było inaczej. Gdy Marsz wchodzi w ulicę Goworka i ma łukiem skręcić w Spacerową, nieco poniżej pomnika Tarasa Szewczenki natyka się na zamykający ulicę i blokujący trasę Marszu gęsty kordon policji wraz z samochodem z armatką wodną. Na jezdni, kilkadziesiąt metrów przed Marszem, leży kilkanaście sporych kamieni- wyrwanych i potłuczonych części chodnika. Jakby przygotowanych do rzucania.

Widząc zablokowaną drogę organizatorzy zatrzymują Marsz kilkadziesiąt metrów od kordonu i wysyłają negocjatorów, by dowiedzieć się dlaczego policja nagle zamknęła uzgodnioną trasę Marszu. Na środek ulicy sypią się bardzo głośne, seryjne petardy. Rzuca je z boku ulicy kilku postawnych mężczyzn w kominiarkach, którzy po chwili znikają. Służba porządkowa Marszu próbuje przeganiać kolejnych zamaskowanych zuchów, odrzuca na bok rozłożone na jezdni kawałki chodnika. Od dowodzącego oddziałem policji negocjatorzy i zadający wraz z nimi pytania dziennikarze dowiadują się, że powinni dzwonić do rzecznika. Po kilkunastu minutach policja wycofuje się w dół Spacerowej. Wycofuje całkowicie, odsłaniając ambasadę rosyjską, choć przecież mogła ustawić się w szpaler wzdłuż jej ogrodzenia. Marsz rusza, a gdy dochodzi do ogrodzenia rosyjskiej ambasady, na jej teren leci raca. Potem druga i trzecia. Wielotysięczny tłum przechodzi spokojnie, ale kilku mężczyzn w kominiarkach zaczyna szarpać bramę ambasady, próbując wyrwać ją z zawiasów. Dołącza do nich kilku innych, w sumie grupa "atakująca" ambasadę to ok. 10 osób. Policja stoi już bardzo daleko, na skrzyżowaniu z Belwederską. Jakby chciała powiedzieć „róbta, co chceta”.

Gdy Marsz ponownie zbliża się do ambasady od strony Belwederskiej, oddział policji ochrania główną bramę. Ale tylko bramę, całe ogrodzenie jest odkryte, niestrzeżone. Dokładnie odwrotnie niż dwa lata temu, gdy długi szpaler policji ochraniał całą frontową część ogrodzenia ambasady. Jakby cel był tym razem zupełnie inny.

Mimo, iż wielu ostrzegało, nie wierzyłem, że prowokację można szyć tak grubymi nićmi. Poszedłem, przyjrzałem się z bliska i myślę, że w jakimś gabinecie ktoś podjął decyzję, że rosyjska ambasada ma zostać przez „uczestników Marszu Niepodległości” zaatakowana, że potrzebny jest obraz „płonąca ambasada”. Kilkunastu panów w kominiarkach i duży oddział policji sprawnie wykonało zadanie.

 

 

 

 

------------------------------------------------------------------------

------------------------------------------------------------------------

Zachęcamy do kupna szóstego numeru miesięcznika "W Sieci historii"!

Miesięcznik

W numerze 6/2013 miesięcznika, między innymi: „Piórem, szablą, dyplomacją - jak odzyskaliśmy niepodległość?”, rozmowa z Markiem Franczakiem, synem Józefa Franczaka „Lalka” - ostatniego Żołnierza Wyklętego, Andrzej Wroński kreśli sylwetkę Piotra Wysockiego, inicjatora wywołania Powstania Listopadowego, zaś Arkadiusz Stempin pisze o domysłach na temat pochowania św. Piotra.

Do miesięcznika dołączony jest film „Trwajcie! Janusz Kurtyka, IPN 2005-2010”.

Polecamy!