"Łupki to nasza szansa. Jedyna, by na dobre wydostać się z pozycji ekonomicznych peryferii. Należałoby teraz na dobrą sprawę wejść w to przedsięwzięcie pełną parą. Nie oglądając się przy tym na zastrzeżenia Unii Europejskiej" - mówi prof. Witold Kieżun w wywiadzie dla "Dziennika Gazety Prawnej".

Zdaniem prof. Kieżuna, to właśnie łupki stawiają obecnie na nogi gospodarkę Stanów Zjednoczonych.

Właśnie łupki ratują w tej chwili Amerykę. Dzięki ich eksploatacji gospodarka USA już zaczyna odczuwać pewną ulgę. Nic dziwnego – ceny energii są tam o połowę niższe niż w Europie. Dlatego rozpoczęło się wielkie ściąganie z zagranicy firm i spółek córek działających w różnych branżach, bo koszty produkcji w Ameryce nie są już aż tak wysokie. A to zmniejszy bezrobocie

- zauważa ekonomista, podkreślając zarazem, iż najnowsze pomysły Brukseli zmierzają do tego, aby wydobycie łupków uczynić zupełnie nieopłacalnym.

Czołowe kraje Europy – choćby Francja – zakazały u siebie eksploatacji złóż i będą dążyły do tego, by inni poszli w tym samym kierunku

- wskazuje ekonomista, zaznaczając, że Polska nie powinna w tej sprawie oglądać się na Unię, ale iść własną drogą:

Wina leży też po naszej stronie. Przez dwa lata nie potrafiliśmy uchwalić ustawy ekologicznej, bez której nie można wydobywać łupków

- podkreśla. Prof. Kieżun przypomina także tezę sformułowaną w swojej książce "Patologia transformacji" mówiącą o tym, iż nasz kraj posiada niewykorzystany potencjał ekonomiczny, który w wyniku źle przeprowadzonej transformacji gospodarczej, chaosu, korupcji i fatalnego zarządzania, od lat jest marnowany.

Kierunek obrany wówczas ustalił strukturę polskiej gospodarki do dziś. Wielki przemysł i handel zdominowane przez kapitał zagraniczny. Podobnie banki. I to jest rzeczywistość. I tę rzeczywistość trzeba przedstawiać bez żadnych upiększeń

- zauważa prof. Kieżun.

Każdy ekonomista wie doskonale, że kapitalizm to system twardy i bezwzględny. Jedną z jego podstawowych cech jest to, że zawsze jest nastawiony na ekspansję. A po 1989 r. to Polska stała się terenem takiej ekspansji

- dodaje.

Ekonomista stawia także tezę o tym, że nikt, kto chce obecnie zrobić karierę w administracji państwowej, nie może posiadać poglądów niezgodnych z linią rządzących.

Ktoś taki nie ma żadnych szans na stanowisko kierownicze

- konstatuje ekonomista. Zdaniem prof. Kieżuna, system obowiązujący obecnie w Polsce ma charakter demokracji fasadowej, a rządzący nie ponoszą konsekwencji nierealizowania obietnic wyborczych:

Kiedyś zadałem sobie trud przeanalizowania programu wyborczego PO z 2007 r. W ogóle nie został zrealizowany. Chodzi pan na wybory? A ile osób na liście wyborczej pan zna? Pewnie ze trzech–czterech kandydatów. Nie więcej. Bo ostatecznie skład tych list jest ustalany przez szefostwo partii (...).  Mogę jeszcze wymienić brak fachowości po stronie władzy ustawodawczej czy sądowniczej. U nas niektóre ustawy były zmieniane po 120 razy! A typowy spór gospodarczy trwa u nas przed sądem 380 dni! To wszystko są poważne zarzuty każące się poważniej zastanowić nad tym, czy nasza forma demokracji jest faktycznie demokratyczna. Ostatnio czytałem książkę austriackiego wybitnego myśliciela Erika von Kuehnelt-Leddihna pod znamiennym tytułem „Demokracja, opium dla ludu”. Mam wrażenie, że w dzisiejszej Polsce taka diagnoza jest bardzo aktualna

- puentuje.

"Dziennik Gazeta Prawna"/aż