Minister Sienkiewicz idzie po… całości. Jaka korupcja? To tylko ambicje, europejskość i moda na nośniki!

fot. msw.gov.pl
fot. msw.gov.pl

Gdyby któryś z naszych krajowych filmowców, zblatowanych z władzą na dobre i na lepsze, postanowił zrobić swej Ukochanej Partii psikusa i nakręcić materiał podsumowujący ostatni tydzień z życia jej samej oraz jej członków, mógłby go zatytułować „Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o Platformie Obywatelskiej, a o co baliście się zapytać”.

Liczba patologii, jakie targają partią rządzącą, przekroczyła już stan alarmowy nawet w oczach tak sympatyzujących wcześniej z władzą ekspertów, jak Aleksander Smolar, który pozwolił sobie na ostatnio na uszczypliwości pod adresem Donalda Tuska, sugerując w TVN24 (sic!), że winę za korupcję na najwyższych piętrach władzy w PO premier zwali tradycyjnie już na… PiS.

Podsumowując kilka ważnych przekazów, jakie dotarły podczas „sądnych dni” Platformy do polskiego społeczeństwa, trzeba powiedzieć, że - po pierwsze - ze słów samych członków PO wynika jasno, że na Dolnym Śląsku korumpowali wszyscy wszystkich, tzn. „protasiewiczowcy” „schetynowców” (co zostało okazane na taśmach audiowizualnych), ale także „schetynowcy” „protasiewiczowców” (co zostało potwierdzone w kilku źródłach, z których każde głosowało na Jacka Protasiewicza).

Ukaranie w identyczny sposób tych, którzy nagrywali przekupujących, jak i samych przekupujących to niezbity dowód, w jakim kierunku zmierza polska demokracja. Kiedyś PiS drwiło z PO, że to partia w stylu „mordo ty moja”, dziś trudno nie zauważyć, że „morda” owa znalazła swoje miejsce, konkretnie w kuble. Już nie tylko „nic o nas bez nas”, ale w ogóle „ nic o nas” zdaje się obowiązywać w grupie rządzącej nagraniami. Monika Olejnik atakuje Grzegorza Schetynę, jakby już zapisała go do PiS-u, i nawet jej do głowy nie przyjdzie zająć się meritum sprawy, czyli korupcją w dolnośląskiej (a przecież nie tylko) Platformie, gdyż musi odbębnić swoje w temacie „Kto nie z Tuskiem, ten z Kaczorem”, więc rzuca się niedawnemu pupilowi do gardła.

Tomasz Nałęcz, choć po tzw. aferze Begerowej pomstował na patologie w polskiej polityce, teraz nagle uznaje, że „takie rzeczy są w polityce normalne”. Ciekawe, co by było, gdyby dziennikarz zapytał, ile takich korupcyjnych spotkań zaliczył w swojej politycznej karierze prezydencki doradca? Ile razy składał propozycje pracy za głos? A może to jemu składano? A może, i na to bym jednak stawiał, Nałęcz nazywa „normalnością” skrajną patologię, bo tak mu akurat wygodnie? Ale czy nie wyrządza tym samym szkody polskiej demokracji, na której kruchość i niedojrzałość wiecznie pomstuje? Głowę zwiesił niemy.

Ale najlepsze, że są jeszcze lepsi. Nieprawdopodobną linię obrony dobrego imienia partii rządzącej proponuje rodakom nie byle kto, bo sam minister spraw wewnętrznych, Bartłomiej „Idę-po-was” Sienkiewicz. Z góry przepraszam za obszerność cytatu, ale mam wrażenie, że nadaje się on do opracowania przez któryś z kabaretów w taki sam sposób, jak opracowywano kiedyś w genialnej „Piwnicy pod Baranami” fragmenty przemówień krajowych i zagranicznych partyjnych dygnitarzy. Oto bowiem dzięki Sienkiewiczowi dowiadujemy się, że korupcyjna afera w Platformie jest niczym innym, jak wynikiem… mody na technologiczne nowinki. Naprawdę! A więc znowu modernizacja, znowu Polska w budowie i innowacje na wielką skalę. Afera? Jaka afera? Wszak najwyższe władze partyjne zdecydowały, że afery nie było. Czas na zacytowanie początku dzisiejszego wywiadu z ministrem, który dla „Wprost” przeprowadziła Anna Gielewska:

A.G.: Platformę uda się jeszcze posklejać?
B.S.: Ona jest sklejona. Incydent, który miał miejsce ostatnio, został rozwiązany decyzją zarządu. Mam wrażenie, że jest tak jak w starym rzymskim przysłowiu: Rzym zabrał głos, dyskusja skończona. Zarząd postanowił, co dalej z Platformą dolnośląską, i nie ma o czym mówić.
A.G.: Czyli to tylko incydent, nic więcej? Zawiesić kilku działaczy i nic się nie stało?
B.S.: Nie. Nie ulega wątpliwości, że to rysa na wizerunku partii. Tyle że nie jest to ani pierwszy, ani pewnie ostatni taki przypadek w Europie. Zwłaszcza jeśli mówimy o partii rządzącej tak długo. Takie absolutne zacięcie obydwu stron w tej walce politycznej na Dolnym Śląsku pokazuje też zakres ambicji politycznych. One są dość zrozumiałe w partii rządzącej.
A.G.: A Rzym nie lekceważy trochę taśm, na których wszyscy mogą posłuchać, jak się kupczy stanowiskami? Pana te taśmy nie oburzyły? Nie zgorszyły?
B.S.: Od pewnego czasu Polacy są zakochani w elektronicznych nośnikach głosu i obrazu. Nagrywanie wszystkich przez wszystkich staje się coraz powszechniejsze i było kwestią czasu, kiedy wejdzie do polityki jako jedno z narzędzi. Uważam, że to rodzaj psucia obyczajów publicznych. Ale być może to element jakiegoś procesu cywilizacyjnego. Parę lat temu nikomu by nie przyszło do głowy, żeby w ramach wewnątrzpartyjnych walk kogoś nagrywać.



Prawda, że ciekawe? Po pierwsze – Europą też targa korupcja, która jest wynikiem zdrowych ambicji politycznych, a poza tym jest po sprawie, bo tako  rzekło szefostwo korumpujących. A więc nie nielegalne i łamiące prawo handlowanie etatami w spółkach z udziałem skarbu państwa w zamian za głos w wyborach psuje w Polsce obyczaje publiczne, ale nagrywanie tegoż procederu i jego publiczne ujawnianie. Nie ordynarna polityczna korupcja stanowi problem, z którym poradzić sobie dziś musi partia władzy, ale ci, którzy znajdują na nią dowody. Aż strach pomyśleć, co by się działo, gdyby korupcję w dolnośląskiej Platformie ujawnili ci, którzy za to właśnie pobierają comiesięczne wynagrodzenie, czyli funkcjonariusze CBA. Czy ich także zawieszono by za to w czynnościach służbowych? To mogłoby tłumaczyć, dlaczego nagrania takie wypływają na światło dzienne jedynie przy okazji wojny domowej na szczytach władzy. Fakt pozostaje faktem: szefostwo Platformy na Dolnym Śląsku zostało wybrane w okolicznościach dalekich od praworządności, uczciwości, transparentności i podstawowych zasad demokracji. Nic dziwnego, że Donald Tusk posyła w bój swych najwierniejszych, a sam tradycyjnie już pokazuje, gdzie ma odczucia społeczeństwa, jego prawa, a swoje obowiązki. Nie dziwi już nawet skrajna dezynwoltura, z jaką ludzie Platformy próbują wcisnąć rodakom ciemnotę o ich miłości do „elektronicznych nośników obrazu i głosu”, która ma być powodem bezczelnego poczucia bezkarności wśród jej dolnośląskich (ale czy tylko?) działaczy. Będę się jednakowoż upierał: takie rzeczy to tylko… na Tusktanicu.

 

 

---------------------------------------------------------------------------

---------------------------------------------------------------------------

Uwaga!

Szósty numer miesięcznika "W Sieci Historii" z nowym dodatkiem, już do nabycia w naszym sklepie wSklepiku.pl!


nr.6/2013 z filmem "Trwajcie! Janusz Kurtyka, IPN 2005-2010"

Miesięcznik

Polecamy!

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...