Ludzkie szkielety na terenie dawnego więzienia UB w Białymstoku. „Jak zaczęliśmy kopać, to na łopatach była żywa krew”

Czaszka jednej z ofiar komunistycznego terroru odnaleziona w Kwaterze "Ł" na warszawskich Powązkach. Fot. A. Gołębiewski
Czaszka jednej z ofiar komunistycznego terroru odnaleziona w Kwaterze "Ł" na warszawskich Powązkach. Fot. A. Gołębiewski

Kilkanaście ludzkich szkieletów odnaleziono w obszernej jamie grobowej odkrytej podczas prac poszukiwawczo-ekshumacyjnych na terenie ogrodu dawnego więzienia UB w Białymstoku – podaje „Nasz Dziennik”.

Dziś na terenie dawnego aresztu śledczego w Białymstoku odbędzie się konferencja prasowa, na której prokuratorzy białostockiego IPN oraz eksperci pracujący pod kierownictwem prof. Krzysztofa Szwagrzyka zaprezentują wyniki dotychczasowych prac.

Tylko do środy w jamie grobowej zlokalizowano szczątki kilkunastu osób. Oprawcy wrzucali ciała bez żadnego szacunku, zwłoki były splątane, rzucone w bezładzie i pośpiechu, jedne na drugie i tak zakopane. Wśród rzeczy znalezionych przy, najpewniej, ofiarach terroru komunistycznego są m.in. łańcuszek i medalik, łuski od pistoletu sowieckiego TT i fragmenty ubrań. Szczątki są na bieżąco ekshumowane i kompletowane w specjalnie do tego przeznaczonym budynku. Pobierane są próbki DNA. Wszystkie kości i przedmioty trafią do Zakładu Medycyny Sądowej w Białymstoku

- czytamy w dzienniku.

Miejsce, w którym odkryto jamę, wyznaczono głównie na podstawie zeznań nieżyjącego już świadka Czesława Wiszowatego:

Akurat jak siedziałem w więzieniu w Białymstoku, to kopaliśmy silosy na ogrodzie. To był chyba początek lat 60. (…) Jak zaczęliśmy kopać, to na łopatach była żywa krew, ja tak się po tym rozchorowałem. Ciało to było rozłożone, ale kości były… jeszcze włosy były i ta brunatna krew. Kopaliśmy tam trzy silosy jeden przy drugim, to nigdzie nie było, żeby to było dobre miejsce. Nie było tam pojedynczych szkieletów, to były zbiorowe mogiły

– zeznał Wiszowaty w 2012 r., niedługo przed śmiercią.

On się obawiał o swoje życie, dlatego tyle lat nie mówił. Ja przez kilkanaście lat namawiałem go do złożenia zeznań dla IPN i w końcu się udało, zgodził się

– opowiada Ryszard Wiszowaty, kuzyn Czesława.

Czesiek prosił IPN, żeby opublikować te zeznania dopiero po jego śmierci. IPN słowa dotrzymał i opublikował te zeznania w wydanym kilka miesięcy temu albumie „Śladami zbrodni”

– mówi Ryszard Wiszowaty, z zamiłowania historyk.

„Nasz Dziennik”/aż

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...