Brudziński o Tusku uśmiechającym się po tragedii smoleńskiej: "Kiedy mówiłem o tym u Moniki Olejnik, usłyszałem, że zachowuję się nieprzyzwoicie". NASZ WYWIAD

fot. wSieci
fot. wSieci

W poniedziałek, 28 października Tygodnik "wSieci" na okładce pisma ujawnia niepublikowane dotąd zdjęcie premiera Tuska i Władimira Putina, które zostało wykonane tuż po smoleńskiej tragedii.

wPolityce.pl: Czy zaskoczyło pana to, co zobaczył pan na tym zdjęciu?

Joachim Brudziński: Nie. Zupełnie nie. Ja mówiłem o tym już kilka tygodni po tej tragedii w programie „Kropka nad i” u pani Moniki Olejnik, wtedy usłyszałem z ust pani redaktor, że zachowuję się nieprzyzwoicie i nie fair, bo przecież wszyscy tam byli tam porażeni i poruszeni i na pewno mówię nieprawdę. Również kiedy opowiadałem o tym pani redaktor Teresie Torańskiej, to właściwie spotykałem się tylko z jakimiś takimi niewybrednymi atakami. A to zdjęcie mnie nie zaskoczyło, bo w parę minut po tym jak wjechaliśmy na płytę lotniska w Smoleńsku rozmawiałem z obecnymi tam pracownikami Kancelarii Prezydenta, którzy ze szczegółami mówili mi o tym, jak zachowywał się pan premier i osoby mu towarzyszące. Mówili, co tam się działo, kiedy świta Tuska wjechała na to lotnisko po tym spektakularnym wyścigu, jaki pan premier sobie urządził, a w którym wspomagały go służby rosyjskie, spowalniając autobus, w którym jechał brat śp. Prezydenta.

 

Co mówili pracownicy Kancelarii Prezydenta, kiedy dotarliście do Smoleńska?

To byli młodzi ludzie, techniczna obsługa wizyty prezydenta, którzy jak Donald Tusk przyjechał, to w sposób naturalny wmieszali się w te grupę towarzyszących mu osób. Zrobili tak, jak czuli, zbliżyli się do delegacji premiera polskiego rządu. Od tragedii do czasu przyjazdu delegacji oni żyli w ogromnym napięciu, nie mieli kontaktu, nie działały im komórki, byli dosyć obcesowo traktowani przez Rosjan. I wtedy usłyszeli, że dla osób towarzyszących Donaldowi Tuskowi najważniejsze było gdzie i jak będzie ustawiona kamera, kiedy oni będą podchodzili z Putinem. A na końcu padło, tu cytuje dosłownie: „Którędy będzie wchodziła Kaczka? Dobra, to my spieprzamy tamtędy”.

 

Czy nie ma pan wrażenia, że to zdjęcie to tylko część pewnej całości prawdy o tym, jak Donald Tusk traktował śp. Lecha Kaczyńśkiego?

To zdjęcie jest w moich oczach kompatybilne z tym, co widziałem na Westerplatte, kiedy Tusk w kabotyńskim geście zasłaniał sobie twarz w trakcie wystąpienia Lecha Kaczyńskiego, kiedy ten mówił o konieczności prawdy. Działo się to, przypominam, także w obecności Putina. Pamiętam Tuska z Putinem spacerujących potem po molo w Sopocie, no i to zdjęcie, które opublikujecie państwo jutro w Tygodniku „wSieci” jakby domyka ten obraz, który również mam przed oczami - śmiejących się Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego na płycie lotniska wojskowego na Okęciu, kiedy do Polski wracały ciała ofiar tragedii smoleńskiej.

 

Pierwsze komentarze po ujawnieniu ego zdjęcia przez Tygodnik „wSieci” skupiają się na samym fakcie opublikowania go, a nie na tym, co to zdjęcie przedstawia. Czyżby jednak udało się mediom mainstreamowym zohydzić ludziom temat Smoleńska na tyle, że tak właśnie się dzieje?

Na pewno tak. Dzięki choćby takim reakcjom, kiedy w „Kropce nad i”, zgodnie z prawdą opowiadałem, jak wyglądała sytuacja zarówno w drodze na lotnisko, jaki na lotnisku. Wtedy rozpętało się prawdziwe piekło po moim adresem. Ale ja się nie żalę, bo prawda jest ważniejsza od tego mainstreamowego jazgotu i ta prawda się obroni. Prawda, która krok po kroku wychodzi na jaw. Ale od razu po katastrofie mieliśmy do czynienia z niewyobrażalnym zalewem kłamstwa. To był prostacki, ale jednocześnie przemyślany atak, który przybierał na sile, kiedy zespołowi kierowanemu przez Antoniego Macierewicza i niezależnych ekspertów udawało się odsłaniać prawdę o bzdurach raportu Anodiny i komisji Millera. Kiedy wychodziły na jak zaniedbania wcale nie niezależnej w mojej ocenie prokuraturze. Wtedy chodziło o to, żeby wyśmiać te niezależne przedsięwzięcia, żeby wzbudzić wśród opinii publicznej wątpliwości i sprowadzić to do stwierdzenia: dosyć już o tym Smoleńsku, mamy już dosyć tego Smoleńska. Od trzech i pół roku obserwujemy to w Gazecie Wyborczej i w TVN.

 

Co ta propaganda ma na celu?

Rozpostarcie takiego parasola ochronnego nad tymi, którzy za te katastrofę odpowiadają, a z drugiej strony takie właśnie wulgarne obśmianie czegoś, co w dziejach cywilizowanych państw nie zdarzyło się nigdy. A konsekwencji nie ma żadnych. Bo czy na przykład Donald Tusk wyciągnął jakieś konsekwencje od Palikota, który natychmiast po tragedii w niezwykle wulgarny sposób atakował rodziny, czy osoby, które tam poległy, przede wszystkim osobę śp. Prezydenta? Takie przykłady można by mnożyć, żyjemy w państwie, w którym każda podłość i nikczemność zostaje medialnie osłonięta. Mało tego, jest wręcz gloryfikowana.

 

Rozmawiał Marcin Wikło

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...