wPolityce.pl: Pana wystąpienie na II Konferencji Smoleńskiej wywołało niemałe poruszenie. Mówiono, że wywraca Pan do góry nogami dotychczasowy sposób myślenia, a Pana badania oznaczają ostateczny upadek wersji mówiącej, że tupolew 10 kwietnia uderzył w brzozę. Zdjęcia satelitarne z 5 kwietnia wskazują jednoznacznie, że złamanie brzozy nie miało związku z tragedią smoleńską.

Prof. Chris Cieszewski: Nie wiem, czy złamanie brzozy nie miało nic wspólnego z katastrofą smoleńską. Myśmy zajmowali się czym innym. Nasz zespół badawczy ustalił, że brzoza była złamana już 5 kwietnia. To widać na zdjęciach satelitarnych. Tym, czy to miało coś wspólnego z katastrofą smoleńską czy nie miało, myśmy się nie zajmowali. To jest poza naszą ekspertyzą. Jednak z pewnością można powiedzieć, że samolot nie mógł się z tym drzewem zderzyć, gdy ono już było złamane. Tyle możemy powiedzieć.

Jak precyzyjne zdjęcia Pan wykorzystuje w swojej pracy? Jakiej one są rozdzielczości?

Rozdzielczość zdjęć to jest 50 centymetrów. Wszystko jest w internecie. Można więc obejrzeć całą moją prezentację.

Nie ma możliwości, że Pan coś źle zobaczył i się pomylił?

Istnieje możliwość, że 5 kwietnia ktoś narysował złamaną brzozę na dużym plakacie i zawiesił ją nad drzewem, np. na słupach. Jednak to przecież nieprawdopodobne. Prawdopodobieństwo, że ta brzoza nie była złamana, wynosi zero. Może się zdarzyć, ale to jest nieskończenie mało prawdopodobne.

Mówił Pan o kilku niezależnych od siebie dowodach, że tupolew nie uderzył w brzozę i się o nią nie rozbił. Mówił Pan m.in., że sposób ułamania drzewa wyklucza zniszczenie przez samolot, ponieważ sęki nie zostały ścięte a wyrwane. To ma znaczenie?

Kontakt skrzydła z drzewem mógłby trwać ok. 6-8 milisekund. To jest szybkość porównywalna z pociskiem. Przy takiej prędkości sęk nie zostałby wyrwany, ale ścięty. Jednocześnie gałąź powinna zostać ucięta, a nie jak widzimy na zdjęciach ugięta. Jednocześnie nie byłoby żadnych wystających drzazg, wszystko zostałoby wyrwane. To jest typowe dla drzewa. Gdy strzelimy w drzewo dziura wlotowa jest mała, a wylotowa jest pokaźna. Jednak żadne drzazgi z niej nie wiszą. Wszystko jest wyrwane. Z punktu widzenia mechaniki drewna, nie jest możliwe, by samolot złamał w taki sposób brzozę. Od początku teoria, że samolot uderzył w tę brzozę i ją złamał, była niewiarygodna. Zdjęcia wykonane niedługo po tragedii sugerowały, że drzewo zostało złamane wcześniej. To było również dla nas motywacją, by szukać, kiedy to drzewo zostało złamane.

W swojej drugiej prelekcji wskazał Pan na białe ślady na zdjęciach satelitarnych ze Smoleńska na początku kwietnia 2010 roku. Wyglądają jak śnieg, ale śniegiem nie są. Historycznie w tym miejscu śnieg nie występuje, co Pan pokazał na wielu innych zobrazowaniach. O czym to może świadczyć?

Nie wiem, skąd taki obraz się wziął. Tego nie rozważamy w naszej ekspertyzie. Mało tego, nie wiem czy można w ogóle sprawdzić, co tam było. Pamiętajmy, że trzeba mieć dane, by to zinterpretować. My mówimy jedynie, że to nie był śnieg. Oryginalnie - w zeszłym roku - sądziliśmy, że to jest śnieg. I to wyglądało jak śnieg, ale było podejrzane, ponieważ po stopieniu nie nie było wody w tym samym miejscu. Prowadziliśmy dalej nasze analizy. Sprawdziliśmy, czy w tym miejscu na ogół występuje śnieg. I przebadaliśmy zdjęcia z innych lat, do 2003 roku. I w tym miejscu nigdy śnieg nie występował. Wnioski są proste - to miejsce nie kumuluje bardziej śniegu niż inne miejsca. To miejsce ma wręcz mniej śniegu niż inne.

Co to oznacza?

Nasze wnioski są takie, że to nie jest naturalna formacja śniegu, ale coś o charakterze antropogenicznym. To było coś zrobione przez człowieka.

Pan wie, co to mogło być?

To mogły być różne rzeczy, wszystko, co na zdjęciach satelitarnych wygląda jak śnieg. To mógł być biały beton, jasne plandeki, piana, jakiś płyn. Mogę sobie wyobrazić przynajmniej kilka możliwości. To zostało zrobione przez ludzi. Po co? Dlaczego? Nie wiem, ale wiadomo, że to musiało zostać stworzone za zgodą rządu i dowództwa wojskowego. Bowiem w tamtym czasie w Smoleńsku były prowadzone ćwiczenia wojskowe. A jeśli tak, to musiało to być kontrolowane.

Jaka była powierzchnia tej plamy, która wyglądała jak śnieg?

Powierzchnia pokrywa się mniej więcej z obszarem, na którym doszło do rozbicia samolotu. Obszar, który myśmy zidentyfikowali zajmuje ok. połowy obszaru pokrytego częściami rozbitego tupolewa.

Rozmawiał Stanisław Żaryn