W czasie II Konferencji Smoleńskiej z niezwykle ciekawym i ważnym referatem wystąpił prof. Chris Cieszewski. Zaprezentował badania grupy ekspertów zajmujących się analizą zdjęć satelitarnych.

Wskazał, że zespół postawił sobie zadanie zlokalizowania brzozy, która miała spowodować katastrofę smoleńską. Dzięki żmudnym i skrupulatnym pracom udało się zlokalizować w sposób bardzo dokładny miejsce, w którym rosła brzoza.

Okazuje się, że drzewo, o którym mówią oficjalne raporty, została złamana wcześniej!

Prof. Cieszewski opisał prace dotyczące poszukiwań drzewa.

Wskazał najpierw jednak na zeszłoroczne prace, które przedstawił na I Konferencji Smoleńskiej. Wskazał w nich, że brzoza na zdjęciach wyglądała jak drzewo ścięte znacznie wcześniej niż 10 kwietnia. Jako dowód pokazał fotografię świeżo ściętej brzozy, na której widać było bardzo dużo soków.

Natomiast brzoza w Smoleńsku nie dała żadnych soków, jest zupełnie sucha. To wskazuje, że drzewo zostało zniszczone długo przed tragedią

- wskazywał naukowiec.

Dodał, że na fotografiach widać również, że gałązki będące obok miejsca zniszczenia brzozy nie są zniszczone. Zauważył, że to nie jest możliwe, by tak wyglądały, gdyby w drzewo uderzył tupolew. Zdaniem prof. Cieszewskiego wyrwanie sęków z brzozy także świadczy, że nie ma mowy o zderzeniu z samolotem, ponieważ w czasie zderzenia kontakt skrzydła z drzewem musiałby mieć kilka nanosekund. Dodał, że przy takim kontakcie sęki zostałyby ucięte jak nożem, a nie wyrwane.

Najciekawsze były jednak prace zespołu Cieszewskiego dotyczące konkretnej brzozy rosnącej w Smoleńsku. Profesor wskazał, że trzeba było ustalić dokładną lokalizację konkretnej brzozy. Mówił o znaczących różnicach w lokalizacji, podawanej przez oficjalne czynniki Rosji i Polski. Dodał, że przy obliczeniach dot. brzozy popełniono ogromne błędy. Jedynie odległość kikuta brzozy, która została złamana, do rogu szopy na działce Rosjanina Nikołaja Bodina, była dobrze obliczona.

Chris Cieszewski wskazał jednak, że dzięki żmudnej pracy udało się ustalić dokładną lokalizację drzewa, które miało spowodować tragedię smoleńską. Pokazał zdjęcia z 11 i 12 kwietnia, które pokazują złamaną brzozę. Z kolei 26 stycznia drzewo stoi całe.

Tu jest zgoda wszystkich

- tłumaczył wskazując na fotografie.

Dodał jednak, że już kolejne zdjęcie wywoła zapewne sprzeciw. Okazuje się bowiem, że brzoza już 5 kwietnia była złamana!

Drzewo zostało złamane dzień, może dwa wcześniej, ponieważ złamana część jest tuż pod miejscem złamania. Mamy drzewo złamane zaledwie trochę wcześniej. Na zdjęciu widać soki drzewa. Dalej na kolejnych fotografiach widać, że część złamana osuwa się, jest coraz niżej w kolejnych dniach

- mówi.

Przechodząc do konkluzji, Chris Cieszewski wskazał, że drzewo, które miało spowodować tragedię smoleńską, już 5 kwietnia było złamane, co oznacza, że zostało uszkodzone wcześniej.

To jest fakt i nie podlega dyskusji. To wynika z analizy zdjęć wykonanych dokładnie w miejscu rośnięcia brzozy. Stworzenie sytuacji, w której ten sygnał satelity mógł zostać zakłócony, jest niemożliwe

- dodał naukowiec.

Teraz nie ma żadnych wątpliwości, że to drzewo zostało złamane przed 5 kwietnia

- skwitował.

Na koniec wskazał, że również te materiały i wnioski można weryfikować przy użyciu dostępnych materiałów satelitarnych.

CZYTAJ TAKŻE: II Konferencja Smoleńska. Wykłady, analizy, prezentacje. "Będziemy nasze badania prowadzić, aż do wyjaśnienia wszystkich okoliczności tej katastrofy." NASZA RELACJA

saż