Macierewicz: "Przyczyną tragedii nie było uderzenie o grunt, ale rozwarcie i zniszczenie maszyny przez eksplozję w powietrzu". NASZ WYWIAD

Fot.  PAP/Jakub Kamiński
Fot. PAP/Jakub Kamiński

wPolityce.pl: Profesor Kazimierz Nowaczyk mówił w czasie posiedzenia zespołu badającego przyczyny tragedii smoleńskiej, że odczyt rejestratorów ATM kończy się przed miejscem, w którym Tupolew miał zacząć robić beczkę. To oznacza, że nie ma żadnych dowodów na najważniejszą tezę rządowego zespołu?

Antoni Macierewicz: Profesor Kazimierz Nowaczyk w swoim referacie i rekonstrukcji wydarzeń opartej na zapisach ATM udowodnił w sposób bezdyskusyjny, że gdyby trzymać się danych wykorzystywanych przez doradców pana Tuska, panów Millera i Laska, gdyby zastosować dane przywołane przez nich w raporcie Millera, samolot musiałby skrzydłem ryć w ziemi na głębokości 8 metrów. Takie byłyby skutki zastosowania danych, na jakich opiera się raport Millera. Zespół rządowy nie tylko skłamał, ale nawet nie chciało mu się tych parametrów sprawdzić. Oni byli przekonani, że nikt tego nie sprawdzi, że będzie można to zamknąć, odesłać do archiwum, obarczyć winą gen. pilota Andrzeja Błasika, prezydenta Lecha Kaczyńskiego i nikt nawet nie będzie weryfikował ich zapisów. To jest niebywała bezczelność, to przykład straszliwie bolesnej nieuczciwości.

Prezentowana była dziś m.in. wizualizacja tupolewa w zestawieniu z tym, co z niego zostało po tragedii w Smoleńsku. Widać było ogromną skalę zniszczeń. Jakie wnioski płynął z tego zestawienia?

Konsekwencji i wniosków z tego materiału może płynąć wiele. On daje wiele informacji. Jednak to, co zdaje mi się najważniejsze, to obserwacja dotycząca jednorodności zniszczeń samolotu. Na jego całej długości górna część jest tak samo zniszczona - od noska kokpitu aż po statecznik. To wszystko jest zniszczone w ten sam sposób, a tymczasem przednia część - od kokpitu do skrzydeł - leży w pozycji prawidłowej, niejako na kołach, natomiast tylna część - od skrzydeł do końca samolotu - leży w pozycji odwróconej, na plecach. Samolot inaczej uderzał w ziemię częścią przednią, a inaczej częścią tylną. Ale zniszczenia, rodzaj zniszczeń, jest taki sam. Sufit jest w ten sam sposób rozwarty na zewnątrz, jest tak samo zniszczony.

To zdaje się koresponduje z wnioskami m.in. prof. Wiesława Biniendy, który mówi, że samolot rozpadł się w czasie lotu

To pokazuje, że przyczyną było zjawisko, wydarzenia, jakie miały miejsce w powietrzu. Nie uderzenie o grunt było przyczyną tragedii, ale rozwarcie i zniszczenie maszyny przez eksplozję w powietrzu. To jest bardzo istotna przesłanka do tej diagnozy.

Jeden z ekspertów, Bogdan Gajewski wskazał na istnienie fali Macha, która występuje po eksplozji. To ważny wątek?

To jest niesłychanie ważne zjawisko, odbitej, powtórnej fali uderzeniowej, która jest jeszcze silniejsza od fali inicjującej eksplozję. To ta druga fala dokonuje największych zniszczeń. A jej szybkość sprawia, że wrak samolotu wygląda tak, że nie niszczą się np. szyby samolotu. Wiele osób mówi: "jeśli w Smoleńsku doszło do wybuchu, dlaczego szyby są całe". One są całe z jednej strony dlatego, że produkowane są w ten sposób, by wytrzymywać wielkie naprężenia, ale również dlatego, że właśnie po wybuchu następuje fala Macha. Jej cechą charakterystyczną jest to, że jest tak szybka i ukierunkowana, że rozrywa kadłub na górze, ale nie niszczy szyb. To, jak mówił Bogdan Gajewski, jest element typowy dla eksplozji. To zjawisko zostało wypunktowane w podręczniku ICAO, jako wskaźnik pozwalający zdefiniować eksplozję w powietrzu. Jeśli takie zjawisko się widzi, należy badać czy doszło do wybuchu.

To niejedyna przesłanka.

To dotyczy również śmierci wszystkich osób na skutek przeciążeń rzędu 100G. To samo dotyczy sytuacji, w której ubrania z ciał ofiar są zdarte, to samo dotyczy rozwarcia górnej części samolotu. To samo dotyczy tysięcy małych szczątków. Wszystko to znajduje się w podręczniku ICAO i wskazuje na eksplozję. Te zapisy przywołał dziś dr inż. Bogdan Gajewski, członek agencji certyfikacji lotnictwa Kanady. Niestety do badania tragedii smoleńskiej skierowano ze strony rządu osoby, które nie znały tych przepisów i podręczników. Ci ludzie nigdy nie badali takich zjawisk. Oni dali sobie narzucić przez Tatianę Anodinę kłamliwą wersję wydarzeń. Szkoda, że powtarzają ją po dzień dzisiejszy.

Rozmawiał Stanisław Żaryn

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...