Taki absurd trudno wymyślić na trzeźwo! Strach dzieci przed dentystą to oznaka molestowania seksualnego albo przemocy psychicznej w rodzinie! Tymczasem takie właśnie tezy zawiera - choć trudno w to uwierzyć - wydana przez urząd Rzecznika Praw Dziecka broszura, przeznaczona dla gabinetów dentystycznych.

Autorami tego "wybitnego" dzieła są Izabela i Maciej Michalak, czyli brat i bratowa Piastującego urząd RPO - Marka Michalaka.

"Super Express" cytuje fragmenty tej kuriozalnej, sfinansowanej przez RPD, publikacji.

Problemy z zachowaniem na fotelu stomatologicznym (strach niechęć do otwierania jamy ustnej) mogą świadczyć o znęcaniu się psychicznym opiekuna nad dzieckiem, stosowaniu przemocy, a wreszcie wykorzystywaniu seksualnym

- napisali autorzy. I dalej:

Strach i niepokój dziecka na fotelu dentystycznym, a dodatkowo nieradzenie sobie z zachowaniem dziecka mogą świadczyć o przemocy psychicznej stosowanej przez rodziców dzieci.


Co więcej, broszura zachęca do listownego upominania rodziców, jeśli ich pociecha nie dość chętnie otwiera buzię przy zabiegach! A jeśli rodzice taki list  - zignorują - do powiadomienia pomocy społecznej!

Czy nadejdzie czas, gdy kuratorzy wezmą się za dzieci, które boja się dentysty?

- pyta w redakcyjnym komentarzu Mirosław Skowron.

Jak ustalił SE, publikacja tych rewelacji kosztował 7 tys. złotych. Psycholodzy do których SE zwrócił się o opinię w sprawie  nie zostawia na niej suchej nitki!


To, że dziecko dziwnie zachowuje się na fotelu dentystycznym, np. zamyka buzię czy się boi, wcale nie świadczy o tym, że może być wykorzystywane seksualnie, czy doświadczać przemocy ze strony opiekunów! To są jakieś bzdury, a lekarze dentyści, którzy napisali ten poradnik, są chyba z typu nawiedzonych

- mówi Elżbieta Kuźniak, psycholog z Uniwersytetu Łódzkiego.


Siedząc w fotelu dentystycznym, dziecko może się najzwyczajniej w świecie bać samego zabiegu. Sama mam ponad 60 lat i jak mam wybrać się do stomatologa, to wizytę przeżywam już dzień wcześniej. Poza tym stomatolog nie jest przecież psychologiem, który może stwierdzić, że dziecko jest bite czy wykorzystywane seksualnie. Nie pojmuję tego

- dodaje. 
Również profesor Zbigniew Nęcki z Uniwersytetu Jagiellońskiego uważa lansowane przez rzecznika tezy za absurdalne:

Nie ma absolutnie żadnego związku między tym, że dziecko, siedząc w fotelu stomatologicznym i zamykając w tym czasie buzię, a tym, że może być bite i wykorzystywane seksualnie przez rodziców! Obawa przed dentystą cechuje zarówno dzieci, jak i dorosłych i jest naturalne, że ludzie zamykają usta ze strachu przed bólem. A mówienie o przemocy seksualnej uznaję za istne kuriozum

- przekonuje. W podobnym tonie wypowiada się Joachim Brudziński z PiS, który nie ma wątpliwości, że broszura państwa Michalaków to stek bzdur.

Polecam panu rzecznikowi i jego bratu by puknęli się w czoło. Otóż Otóż ja osobiście bałem się dentysty, a nie byłem w młodości molestowany ani nikt nade mną się nie znęcał.


Brudzński radzi, by rzecznik Michalak zamiast wydawać na koszt państwa idiotyczne broszury swojego brata, zajął się czymś sensownym! na przykład za przywrócenie gabinetów stomatologicznych do stół.


Natomiast poseł PO Ireneusz Raś podszedł do sprawy emocjonalnie, bo jak twierdzi "Super Express" był wyraźnie niedysponowany.

Niech pan bez mojego nazwiska bije w rzecznika  praw dziecka

- stwierdził w w rozmowie z reporterem.

Niezależnie od niezbyt przekonującej obrony posła Rasia - dokonania Marka Michalaka wymagają chyba głębszej refleksji. Jego urząd jak do tej pory nie może pochwalić się żadną sensowna inicjatywą. Więc jeśli przejdzie do historii - to właśnie jako tropiciel przemocy domowej w gabinetach dentystycznych. I oby przeszedł do niej jak najszybciej. Bo z głupoty  urzędników można czasem się pośmiać, ale gdy zaczyna być groźna dla otoczenia - należy ją ukrócić.

ansa/Super Express