Bydgoski poseł Platformy Obywatelskiej Paweł Olszewski miał do zapłacenia 6 tys. zł należnego podatku od sprzedaży mieszkania. Złotousty parlamentarzysta najwyraźniej wychodził sobie u kierownictwa urzędu, by sprawa została zatuszowana. Nie udało się.

Historia opisana przez serwis bydgoszcz24.pl pokazuje, jak na szczeblu lokalnym dokładnie widać, że państwo przez obecną ekipę jest traktowane jak prywatny folwark.

Na początku 2010 r. do Pierwszego Urzędu Skarbowego w Bydgoszczy trafiła sprawa sprzedaży mieszkania przez Pawła Olszewskiego.

Zadeklarował on, że całą kwotę, jaką uzyskał, przeznaczy w ciągu dwóch lat na własne cele mieszkaniowe. Nie zrobił tego, a przynajmniej nie przedstawił na to żadnych dowodów.

Inspektor skarbowa wysłała do posła wezwanie do stawiennictwa w urzędzie, na które nie zareagował. Po następnym – obiecał przyjście, lecz zamiast do prowadzącej sprawę urzędniczki, kolejnym wezwaniu poseł zadzwonił i obiecał przybycie. Zamiast jednak stawić się u urzędniczki, od razu poszedł do dyrekcji. Kierownictwo urzędu natychmiast zajęło się sprawą i wydawało urzędniczce konkretne polecenia.

Okazało się, że poseł ma do zapłaty ok. 6 tys. zł z odsetkami.

Wtedy kierownik referatu poleciła jej uwzględnienie wydatków związanych ze spłatą kredytu na zakup innego lokalu, który zaciągnął Paweł Olszewski wspólnie ze swoją matką.

Lucyna Milska uwzględniła ten fakt, ale ponieważ kredyt został wzięty przez dwie osoby, zaliczyła na poczet obliczania podatku tylko połowę tej kwoty. Tak czyniła również rozliczając małżeństwa z rozdzielnością majątkową. W tej sytuacji miała do czynienia z osobami dorosłymi, prowadzącymi osobne gospodarstwa domowe. Nie mogła przecież potraktować matki i dobrze zarabiającego syna jak małżeństwa pozostającego we wspólnocie majątkowej. Ale takie właśnie dostała polecenie od kierowniczki referatu. Polecono Lucynie Milskiej naliczenie posłowi takiego podatku, jak gdyby sam spłacał cały kredyt bankowy. Podatek posła Olszewskiego cudownie zmniejszył się o połowę.

- czytamy na bydgoszcz24.pl.

Urzędniczka nie chciała podpisać się pod dokumentem końcowym, bo nie zgadzała się z wysokością naliczonego podatku. Po naciskach przełożonych zgodziła się złożyć parafkę ale tylko jako osoba sporządzająca. Na wszelki wypadek – obawiając się konsekwencji z powodu nieprawidłowości w rozliczeniu – skopiowała dokumenty sprawa i potajemnie wzięła do domu.

Po tym, jak okazała się krnąbrną pracownicą, została przeniesiona do innego urzędu.

Ciąg dalszy tej historii znajdą państwo tutaj.

Dość powiedzieć, że urząd zamiast chronić uczciwą urzędniczkę, zwolnił ją i skierował pismo do prokuratury, a sąd, do którego sprawa ostatecznie trafiła, przyznał jej rację.

(…) powódka padła ofiarą ewidentnego i nad wyraz nagannego postępowania całego szeregu osób zatrudnionych w Pierwszym Urzędzie Skarbowym w Bydgoszczy

- napisał sąd.

Jaki w tym udział posła Olszewskiego? Wydaje się, że znaczny, bo to po jego interwencji szefostwo urzędu postanowiło ukręcić łeb sprawie zaległości podatkowych parlamentarzysty.

By żyło się lepiej!

Czy Państwa Urząd Skarbowy potraktował w mniej przychylny sposób? Może poseł Olszewski coś zaradzi w tej sytuacji? Podajemy kontakt: pawel.olszewski@sejm.pl,

znp, bydgoszcz24.pl