Działanie instytucji finansowych na rzecz utrzymania Otwartych Funduszy Emerytalnych niewiele różni się od działania mafijnego - mówi prof. Leokadia Oręziak w rozmowie z pismem "Nowa Konfederacja".

 

Kto zyskuje na OFE?

 

Najbardziej na przymusowym, drugim filarze, zyskują Powszechne Towarzystwa Emerytalne, należące w większości do największych firm ubezpieczeniowych na świecie. Pobierają opłaty za zarządzanie i prowizje od środków trafiających do OFE – dzięki państwowemu przymusowi mogą mieć ten strumień środków przez 50 lat działalności zawodowej człowieka. Druga grupa beneficjentów to wielkie spółki giełdowe. OFE kupiły akcje ok. 250 spółek giełdowych. Tym, którzy grają na giełdzie, zależy na podtrzymywaniu OFE, bo utrzymują one duży popyt na akcje. Gdyby nie było OFE, akcji wielu spółek w ogóle nie udałoby się sprzedać, a jeśli już, to po znacznie niższej cenie. Jest też garstka ludzi pracujących w biurach maklerskich czy bankach obsługujących OFE. Oni są bardzo przywiązani do tego systemu, bo gwarantuje im stały dochód, który mogą osiągać bez żadnego wysiłku przez dziesiątki lat. Z tą grupą powiązani są różni „eksperci” udający niezależnych. Są opłacani przez instytucje finansowe, w tym przez towarzystwa emerytalne i mają za zadanie ciągle propagować OFE, żeby ludzie nie mogli poznać prawdy o tych funduszach.

 

Padają tezy, że tylko OFE zapewnią nam bezpieczną emeryturę.

 

Ten system bezwzględnie należy zlikwidować i w ogóle należało go nie tworzyć. Teraz mamy trudniejszą sytuację, ponieważ Polska została potężnie zadłużona, żeby OFE utrzymać. Wielu ludzi myśli tak: składka, która jest pobierana od wynagrodzenia, jest inwestowana w OFE i nie ma problemu. Ale problem jest – w 1999 r. poprzez ustanowienie OFE zabrano 40 proc. składki emerytalnej, która trafiała do ZUS. Mamy obecnie 5 mln emerytów w systemie powszechnym. Gdyby cała składka szła na finansowanie obecnych emerytur, niewiele by brakowało. Jednak tych pieniędzy nie ma, bo idą do OFE, a zobowiązania pozostały. Skądś trzeba uzupełnić ten ubytek, bo nie zostawimy obecnych emerytów bez środków do życia. Kolejne rządy musiały więc szukać pieniędzy gdzie indziej. Do wyboru jest albo podwyższenie podatków, albo drastyczne ograniczenie wydatków na cele społeczne, albo zaciąganie pożyczek. Póki istnieje dług publiczny, każdy sposób finansowania OFE oznacza zadłużanie państwa. Gdy wprowadzano OFE, dług publiczny wynosił ok. 300 mld zł. Teraz wynosi ok. 900 mld, z czego 300 mld zł to dług spowodowany koniecznością finansowania ubytku składki.

 

Czy to nie jest problem jedynie tego pokolenia, które jest obecnie najstarsze i pobiera emerytury tylko z ZUS? Kiedyś nastąpi wymiana pokoleniowa i tym ludziom nie trzeba będzie już wypłacać emerytur.

 

To pokolenie będzie żyło jeszcze za 50 lat. Pan, za te kilkadziesiąt lat, będzie miał emeryturę wypłacaną ze środków nagromadzonych przez OFE. Ale całe pana pokolenie będzie miało ten dług do spłacenia. Wtedy będzie pan musiał zapłacić wyższe podatki lub ponieść inne wyrzeczenia. Zresztą istnieje ryzyko, że do tego czasu Polska może stać się niewypłacalna, bo nie wytrzyma takiego długu.

 

Ale przynajmniej moja emerytura będzie wyższa niż ta moich dziadków.

 

W Chile, które jako pierwsze wprowadziło ten system emerytalny, pochłonięto trzecią część składek i tak będzie też w Polsce. To, co zostanie, podlega ryzyku inwestowania w instrumenty finansowe, takie jak akcje i obligacje. Żeby pan mógł otrzymać emeryturę, wszyscy – także pan – będą musieli wykupić te obligacje. Jeśli sytuacja gospodarcza będzie słaba, nikt tych obligacji nie wykupi albo ich wartość zostanie zredukowana. Ponadto odsetki od obligacji stanowią główne źródło pomnażania aktywów w ramach OFE. To po prostu odsetki od polskiego długu i obciążenie dla nas wszystkich. OFE tym więcej zarobią dla polskiego emeryta, im rentowność obligacji będzie wyższa. A kiedy będzie wyższa? Gdy Polska będzie blisko bankructwa.

 

Poza obligacjami Fundusze inwestują jeszcze w akcje.

 

To oznacza ogromne ryzyko dla przyszłego emeryta. Ceny akcji mogą spaść znacznie w bardzo krótkim czasie. W czerwcu 2013 r. wartość aktywów OFE spadła aż o 9 mld. Ogromne spadki zanotowano też w 2008 i 2011 r. – i tych strat jeszcze nie odrobiono. Ile lat potrzeba, by wyjść na zero, i kto zagwarantuje, że gdy odrobi się już te spadki, nie nastąpi kolejny spadek? Nie można ryzykować zabezpieczeniem ludzi na starość.

 

Jeśli pan chce, by jego oszczędności nie przeleżały w skarpecie, ale także by wzrosły, to może w różny sposób inwestować i może przynieść to panu zysk. To pana dobrowolna decyzja. A w OFE pieniądze ubezpieczonych inwestowane są pod przymusem. Gdyby pan nie miał nadwyżek, a mimo to chciał inwestować, musiałby pan ograniczać konsumpcję, zacząłby pan pożyczać – ile mógłby pan wytrzymać, zanim komornik zażąda pieniędzy?

 

Raz może się zdarzyć, że zaciągając kredyt, wygra się na giełdzie tyle, by z jednej strony zwrócić dług, z drugiej jeszcze na tym zyskać. Jednak to się może zdarzyć raz, lecz nie codziennie. System OFE zakłada, że zyskiwać będzie się codziennie, przez lata, co jest nierealne. Zamiast grać na giełdzie, lepiej inwestować w edukację, w przyszłe trwałe źródła rozwoju kraju. Aktywa finansowe nie przenoszą wartości przez dziesięciolecia. Według Komisji Europejskiej emerytura w 2060 r. będzie w Polsce wynosić 22 proc. ostatniego wynagrodzenia. Twórcy OFE obiecywali nawet 117 proc. ostatniego wynagrodzenia!

 

22 proc. ostatniego wynagrodzenia nie wystarczy nawet na tapetę z palmami do pokoju. Jak można było się tak pomylić?

 

Poczyniono bardzo optymistyczne założenia, ale przede wszystkim z rozmysłem wprowadzono Polaków w błąd. Wiele osób nie zapisałoby się do OFE, gdyby wiedziało, jak będzie naprawdę. Bank Światowy przygotował wielką strategię, która miała przekonać Polaków do prywatyzacji emerytur.

 

Na czym ona polegała?

 

Przede wszystkim chodziło o oczernianie ZUS i podważanie roli państwa jako podmiotu, który wypłaci emerytury. Przyjęto zasadę, że im bardziej nastraszy się ludzi, iż z I filaru nic nie będzie, tym ludzie bardziej poprą OFE. Strategia była długofalowa – obrońcy OFE oczerniają ZUS do dziś, mówiąc np., że to czarna dziura.

 

A nie jest to czarna dziura? Składki są ogromne i, wedle prognoz, wcale nie przełożą się na wysokie emerytury.

 

To kwestia do dyskusji, jak rozłożyć obciążenia. Można do emerytur dopłacać z podatków, które nie obciążają płac. Podstawowy problem to ten, że wielu młodych ludzi myśli tylko o sobie i mówi, iż nie ma sensu płacić na ZUS, bo te pieniądze przepadną. Wbija się ludziom do głowy twierdzenie, że starych ludzi nie trzeba utrzymywać, że skoro o siebie nie zadbali, to są sobie winni. ZUS jest tylko listonoszem, przenosi pieniądze od tych, którzy pracują, do tych, którzy już nie pracują. W krajach wysokorozwiniętych nie wprowadzono OFE, tylko u takich biedaków jak my. To jest neokolonializm w białych rękawiczkach; już nie przelewa się krwi, ale nadal wyzyskuje ludzi.

 

Dlaczego obecna sytuacja miałaby przypominać dawno miniony kolonializm?

 

Ponieważ nadal polega na drenowaniu majątku danego kraju przez podmioty zagraniczne. Teraz robi się to inaczej: zamiast zwyczajnie ograbić, lepiej stworzyć fundusze, które za nasze publiczne pieniądze kupują różne papiery wartościowe, a zarządzające nimi instytucje finansowe przez 50 lat pobierają za to prowizje. Tak to wygląda np. w przypadku „udziału OFE w prywatyzacji”.

 

Inny przykład: tak zachwalane obligacje infrastrukturalne – gmina nie dostaje pieniędzy z budżetu na wybudowanie drogi, ponieważ te pieniądze wykorzystuje się na zapchanie ubytku, spowodowanego przez przekazywanie OFE części składek. Dlatego gmina musi się zapożyczyć poprzez emisję obligacji. W te obligacje inwestują… OFE. Znów, PTE biorą sobie procent za to przez kilkadziesiąt lat. A przecież o wiele taniej byłoby te pieniądze przekazać bezpośrednio do gmin – bez pośrednika w postaci OFE.

 

W kolonializmie na końcu łańcucha zawsze była jakaś metropolia. Czy w tym przypadku metropolią są instytucje prywatne, czy państwa?

 

Bardzo dobrze opisuje to laureat Nagrody Nobla prof. Joseph Stiglitz, który pokazuje rolę Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego jako dogodnego środka podporządkowania sobie grupy krajów – głównie Ameryki Łacińskiej, Europy Środkowo-Wschodniej i Azji – krajom wysoko rozwiniętym, zwłaszcza USA. Gdy przyjrzeć się towarzystwom emerytalnym operującym w Polsce, są to firmy wywodzące się przede wszystkim z USA, Niemiec, Francji czy Holandii.

 

Te państwa korzystają pośrednio na tym systemie?

 

Z tych krajów rekrutują się te instytucje. Pośrednio ich społeczeństwa na tym korzystają, a państwa stwarzają do tego dogodne warunki. W Polsce wprowadzono OFE po tym, jak w latach 90. został zredukowany polski dług wobec zagranicy, w ramach Klubu Londyńskiego (60 proc.) i Paryskiego (50 proc.). W zamian za tę redukcję przyjechali „komornicy” z tamtych krajów i zaczęli wprowadzać u nas reformy. W tym samym duchu przeprowadzano prywatyzację i wiele innych zmian. W zamian za umorzenie długów mogli żądać wielu innych ustępstw.

 

Przecież te zmiany wprowadzali sami Polacy.

 

Bo chodziło o to, by ludzie mieli poczucie, że robią to sami i sami tego chcą. Mówiono nam, że cały świat nas chwali za reformę emerytalną – tylko ciekawe, dlaczego żaden wysoko rozwinięty kraj się na nas nie wzorował? Ta kampania to dobry przykład na to, jak można oszukać cały kraj. Instytucje finansowe zaangażowały w to ogromne pieniądze. Nie dały jednak rady stworzyć przymusowych OFE ani w USA, ani w Niemczech, ani w innych bogatych krajach – tylko w Polsce, która, okazuje się, nie była wówczas państwem suwerennym.

 

Politycy mogli chcieć wprowadzać te rozwiązania z własnej woli.

 

Można przypuszczać, że część polityków wierzyła w to, że rynki finansowe zabezpieczą wyższe emerytury. A nieprzekonanych przekonały wycieczki do Chile i Argentyny i inne zachęty. Z dokumentów opublikowanych przez United States Agency for International Development (USAID) wynika, że było to zjawisko masowe. Te wycieczki organizowane dla polskiej klasy politycznej były dla urzędów w Chile czy Meksyku do tego stopnia uciążliwe, że zaczęły odmawiać przyjmowania nowych gości. Inna sprawa: ogromny nacisk na ludzkie umysły poprzez reklamę. Pamiętamy te palmy, pod którymi mieli wylegiwać się na starość emeryci.

 

Istnieje szansa, by szybko ten problem rozwiązać?

 

Istnieje, ale wymaga ona woli politycznej i patriotyzmu. Udało się to Węgrom, gdzie dano ludziom wybór: albo potwierdzisz swoje uczestnictwo w OFE, albo wracasz do systemu państwowego. Okazało się, że w OFE zostało mniej niż 2 proc. członków, reszta wróciła do ich ZUS. Obawiam się, że część polskich elit politycznych prowadzi lobbing na rzecz towarzystw emerytalnych. Zresztą walka z instytucjami finansowymi nie jest prosta – towarzystwa emerytalne pośrednio są powiązane z potężnymi agencjami ratingowymi, a te mogą nas szantażować obniżeniem ratingu, co będzie rzutować negatywnie na wiarygodność naszego kraju. Te metody nie różnią się bardzo od działania mafijnego. Prawdopodobnie będziemy musieli czekać, aż Polska będzie prawie bankrutem, i wówczas ludzie zdadzą sobie sprawę, że nasz kraj nie jest w stanie dalej dźwigać tego głazu, którym są OFE.

Z prof. Leokadią Oręziak rozmawiał Stefan Sękowski

 

Leokadia Oręziak

ekonomistka, profesor zwyczajny w Szkole Głównej Handlowej

 

Bio pełne: ekonomistka, profesor zwyczajny w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, kierownik Zakładu Finansów Przedsiębiorstw i Ubezpieczeń. Kieruje również niestacjonarnymi studiami doktoranckimi w Kolegium Gospodarki Światowej SGH. Autorka takich książek jak „Finanse Unii Europejskiej”, „Euro – nowy pieniądz”, czy „Jednolity rynek ubezpieczeniowy w Unii Europejskiej”, współautorka kilku książek, m.in. „Międzynarodowe rynki finansowe”, „Kryzys finansów publicznych”. Jako ekspert Sejmu RP przygotowała opinię do projektu ustawy z 25 marca 2011 r. dotyczącej zmian w OFE.

twitter.com/LeokadiaOreziak