Zastanawiający list do mediów i parlamentarzystów wysłała urzędniczka warszawskiego ratusza, która z obawy o utratę pracy nie ujawnia swoich personaliów. Publikujemy list w całości, a jego ocenę pozostawiamy czytelnikom.

Witam,

Pracuję w jednym z urzędów dzielnicy w Warszawie. Jestem referentką w dziale obsługi mieszkańców. Piszę i proszę o interwencję, bo czuję, że to referendum może być sfałszowane.

W Środę przed końcem pracy usłyszałam od mojej przełożonej, że środa była ostatnim dniem, kiedy warszawiacy mogli dopisywać się do listy uprawnionych do głosowania. Podobno dopisało się więcej osób niż przewidywano. Instrukcja "z góry", która przyszła do urzędu, a którą nam pracownikom przekazała kierowniczka - nie iść w niedzielę na referendum, nie głosować, zostać w domu i O ZGROZO! zachęcać do tego rodzinę i znajomych!!! Byłam oburzona!!! Oczywiście, to nie było polecenie, ale kierowniczka zasugerowała cicho, że "góra może to sprawdzać, a potem konsekwencje wyciągać" - TAK TO NAZWAŁA, to cytat!!! Wiem, że nie tylko nasz dział usłyszał tę "instrukcję z góry". A skoro tak - ten kuriozalny zakaz dotarł również do innych urzędów!! To skandal!!

Jestem oburzona!! To uderza w moją wolność!! Czuję się zastraszona. Planowałam iść na referendum, a teraz czuję presję, że jeśli pójdę i postawię swój podpis to Pani Prezydent pozbawi mnie pracy... Bardzo proszę o interwencję, proszę o przekazanie dalej, nagłośnienie, nie wiem, co jeszcze można zrobić.

Do wielu członków debaty wtorkowej konferencji nie znalazłam kontaktu, piszę więc do Państwa Posłów. Nie podam Państwu swojego prawdziwego imienia i nazwiska, bo nie chcę stracić pracy zawczasu....

Pozdrawiam serdecznie,

Urzędniczka z Ratusza