Sposób pracy nad reformą służb specjalnych w Polsce jest niepoważny i może przynieść negatywne skutki. Polacy nie powinni dawać sobie wmówić, że sytuacja jest normalna i typowa. Świetnie pokazuje to proces, z jakim mamy obecnie do czynienia w Wielkiej Brytanii.

Na początku sierpnia 2013 roku do konsultacji międzyresortowych trafił projekt zmian w ustawie o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencji Wywiadu. Szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz zapowiedział, że do Sejmu projekt zostanie skierowany w październiku. Tymczasem z końcem sierpnia minął już rok od zapowiedzi gruntownych zmian w służbach specjalnych. Konkretne deklaracje padły z ust premiera Donalda Tuska, który po wybuchu afery Amber Gold mówił:

To jest prawdopodobnie już jednoznaczna wskazówka, że ABW trzeba przebudować jednoznacznie w stronę służby informacyjnej, a nie konkurującej z innymi służbami policyjnymi.

Reakcja i słowa szefa rządu szybko okazały się być histeryczną próbą ratowania się z opresji. Dziś nie ma wątpliwości, że zapowiedź zmian nie była traktowana przez rząd z odpowiednią powagą. Propozycje od początku budzą kontrowersje i spotykają się z krytyką ekspertów związanych ze służbami. Powtarzają się opinie, że plany władz są niekorzystne i nieprzemyślane. I już sam harmonogram i sposób prowadzenia prac pokazują, że takie opinie są uzasadnione. Po ponad roku od zapowiedzi Polacy i ludzie służb nie wiedzą dokładnie, co się ma kryć za reformą.

Pułkownik Grzegorz Małecki, wieloletni oficer służb specjalnych III RP, były sekretarz Kolegium ds. Służb, w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl wskazywał na negatywne skutki zawieszenia, jakie panuje w służbach.

Przeciąganie zapowiedzianych zmian w służbach nie wpływa pozytywnie na stabilność wewnętrzną. Znacząco spada efektywność funkcjonariuszy, koncentrujących swoją uwagę na zachowaniu źródła utrzymania zamiast na pracy. Każda reforma ma swoją dynamikę oraz nieuchronne koszty, jednak zawsze należy starać się, aby czas jej wprowadzania był maksymalnie krótki (dobrze jest ogłaszać ją dopiero kiedy znane są jej założenia) oraz pamiętać o pakiecie działań osłonowych, uspakajających sytuację wewnętrzną w dotykających je instytucjach

- wskazywał Małecki, zaznaczając, że działania osłonowe powinny polegać m.in. na redukowaniu spekulacji wokół planowanych zmian oraz jasnym komunikowaniu motywów i celów reformy. W omawianej sytuacji tego nie zastosowano. O poważne traktowanie zmian w służbach specjalnych apelował również były szef UOP i Agencji Wywiadu, gen. Zbigniew Nowek. W wywiadzie dla Stefczyk.info mówił:

W służbach nie może dochodzić do ciągłych zmian. Inaczej ludzie będą rezygnować. Już obecnie widać, że funkcjonariusze z wieloletnim doświadczeniem odchodzą coraz częściej. Odchodzą wychowankowie III RP. (...) Kolejne gwałtowne ruchy, niewypracowane dokładnie propozycje doprowadzą do destabilizacji. To sprawi, że zachwiane zostanie bezpieczeństwo państwa.

Słowa gen. Nowka oraz płk. Małeckiego brzmią niepokojąco. Wynika z nich jasno, że sam sposób działania władz ws. służb może być niekorzystny i może przynieść złe skutki. Niestety do dziś rząd działa wbrew radom, jakie padają z ust ekspertów związanych ze służbami.

Gabinet Donalda Tuska od wielu lat jest oskarżany o niepoważne podejście do państwa, o przedkładanie PR-u nad profesjonalizm oraz podejmowanie nieprzemyślanych decyzji. Działania dotyczące reform w służbach uwiarygadniają te tezy. Widać to w porównaniu z innym procesem dot. bezpieczeństwa narodowego, jaki obserwujemy w Wielkiej Brytanii. Zestawienie działań Londynu i Warszawy pokazuje, że rządowi Tuska w tej sprawie dramatycznie brakuje profesjonalizmu.

Dokładnie 7 października zakończy się na Wyspach proces gruntownej przebudowy służb odpowiedzialnych m.in. za walkę z przestępczością zorganizowaną. Zgodnie z zapowiedziami, do grudnia 2013 roku pełne zdolności operacyjne ma zdobyć nowa instytucja, Narodowa Agencja ds. Przestępczości (National Crime Agency). Do zadań nowego urzędu ma należeć m.in.: walka z przestępczością zorganizowaną, ochrona granic, walka z przestępczością wymierzoną w dzieci. Agencja ma także przejąć koordynację działań służb w najważniejszych dla państwa sprawach, również dotyczących terroryzmu.

Powstanie NCA poprzedziły gruntowne przygotowania, debaty i prace ekspertów. Po raz pierwszy o budowie nowej struktury mówiono w Wielkiej Brytanii w... 2010 roku. Natomiast szczegółowy plan powołania Agencji przedstawiła w Izbie Gmin brytyjska sekretarz stanu ds. wewnętrznych Theresa May w czerwcu 2011 roku.

Zbyt wielu spośród ok. 6 tys. zorganizowanym przestępczym gangom działającym w Wielkiej Brytanii udaje się ujść przed prawem, dlatego potrzebne jest bardziej zdecydowane podejście. (...) Funkcjonariusze NCA będą dysponować szerokim zakresem uprawnień, w tym także tymi, które przysługują policjantom, służbie celnej i imigracyjnej. Oznacza to, że będą mogli posłużyć się procedurami i technikami operacyjnymi niedostępnymi policjantom

- argumentowała May. Plan i harmonogram zmian przyjęto w 2011 roku.

Myli się jednak ten, kto spodziewał się rewolucji. Zamiast niej postawiono na ewolucję. Zmiany zostały obliczone bowiem na dwa lata! Dokładnie po takim czasie NCA zaczyna swoją działalność. Pełną sprawność ma uzyskać po dwóch miesiącach.

Dlaczego wszystko działo się tak wolno? Odpowiedź jest prosta - decydując się na powstanie NCA, Brytyjczycy nie chcieli gwałtownej, niedostatecznie przemyślanej i niedopracowanej reformy. Taka byłaby niebezpieczna. Władze na Wyspach opracowały więc długofalowy plan ewolucyjnego stworzenia nowej struktury, odpowiedzialnej za zwalczanie najważniejszych przestępstw w kraju.

NCA nie powstała z niczego. Połączy pod swoim kierownictwem kilka innych struktur. Najważniejszymi z nich są SOCA (Serious Organized Crime Agency), która zajmowała się przestępczością zorganizowaną, i Agencja zajmująca się ochroną granic.

Dwa lata, jakie minęły od podjęcia decyzji o powstaniu NCA, nie były latami bezczynności. Przygotowywano dotychczasowe instytucje do nowych zadań. Wiadomo było, że będą one musiały w tym czasie zmienić sposób pracy. Co szczególnie interesujące, Narodowa Agencja ds. Przestępczości również pracuje, choć jeszcze nie została formalnie stworzona. Już w październiku 2011 roku wybrano szefa NCA. Do tej roli przygotowuje się Keith Bristow, oficer policji z Warwickshire. Zarówno on, jak i przyszłe kierownictwo NCA, pracują nad przygotowaniem nowej struktury. Proces docierania się NCA trwa więc do dziś. Gdy Agencja zacznie funkcjonować, dzięki polityce władz płynnie przejmie obowiązki i będzie kontynuować dotychczasowe działania państwa.

W Wielkiej Brytanii wszystko jest jasne i dzieje się w sposób długofalowy. Nie ma dróg na skróty, działań zaskakujących. Funkcjonariusze wiedzą na czym stoją i jaka przyszłość czeka ich i ich formacje. Nie muszą w panice szukać ewentualnych nowych miejsc pracy, czy zastanawiać się co będzie dalej.

Takki sposób funkcjonowania państwa w obszarze bezpieczeństwa narodowego powinien być stosowany również w Polsce. Władza nie może zaskakiwać i miotać się, opracowując zmiany w tajnych służbach oraz zwalczaniu najgroźniejszych przestępstw. Przykład brytyjski pokazuje, że rząd nie jest zmuszony do działań chaotycznych. Polacy nie powinni więc dawać sobie wmówić, że sytuacja dot. zmian w polskich służbach jest normalna i typowa. Nie jest - jest szkodliwa i powoduje spore napięcia w strukturach, które muszą mieć spokój i poczucie stabilności, żeby działać.

Funkcjonowanie służb coraz częściej budzi w opinii publicznej niepokój, wątpliwości i kontrowersje. Coraz częściej słychać i widać dowody na to, że służby działają w sposób nieprofesjonalny i niekorzystny dla Polski. Jednak prowadząc z nimi nieodpowiedzialną grę, szafując zapowiedziami zmian, prezentując niejasne reformy niczego dobrego władza w tym obszarze nie zrobi. Może jedynie sprawę pogorszyć.

Płk Grzegorz Małecki w cytowanym już wywiadzie dla wPolityce.pl wskazuje:

Jeśli działania uspokajające przy reformie służb specjalnych zostaną zaniedbane, może dojść do ich paraliżu, z jakim mieliśmy już do czynienia w 2002 roku, w związku z likwidacją UOP. Był to okres największej zapaści służb po 1990 roku i koniecznie należy wyciągnąć naukę z tamtej lekcji i nie dopuścić do podobnej sytuacji.

Niestety dotychczas wyciąganie lekcji z historii nie idzie obecnym władzom specjalnie dobrze. Podobnie jak korzystanie z dobrych doświadczeń innych krajów czy rad ekspertów o innym niż rząd światopoglądzie.

Skutki tego defektu władzy w tym przypadku mogą być opłakane...