To było dawno - w 1986 roku, czyli prawie 30 lat temu - światem wstrząsnęła wiadomość o katastrofie amerykańskiego wahadłowca „Challenger”. Kilkadziesiąt sekund po starcie, na skutek eksplozji zbiorników prom rozpadł się i zginęła cała załoga. Był to prawie nokautujący cios dla amerykańskiego programu kosmicznego. Prezydent USA błyskawicznie powołał komisję i rozpoczęto badania, poszukiwanie przyczyn. Jedną z osób, która uczestniczyła w tym procesie, był kompletny "niefachowiec" Richard Feynmann.

No bo jak nazwać kogoś, kto zajmuje się na co dzień relatywistyczną fizyką pola, jest wykładowcą i co gorsza właśnie dzięki uznaniu osiągnięć z zakresu fizyki został nagrodzony Nagrodą Nobla w 1965 r.!

Przecież to kompletny laik, jeśli chodzi katastrofy lotnicze. Można sobie łatwo wyobrazić, jak duet Lasek-Kublik miesza go z błotem, udowadniając brak kompetencji i fantazjowanie. Całe szczęście, że wtedy w USA nie było TVN i "GW". Ów niefachowiec właśnie przy pomocy m.in. znanego lotnika gen. D. Kutyny odkrył bezpośrednią przyczynę katastrofy: była nią uszczelka za kilkanaście dolarów, która w chłodny dzień startu promu do kolejnej misji straciła swoje właściwości (skruszała), co spowodowało wyciek i pożar zbiornika z wodorem, doprowadzając do eksplozji niszczącej prom.

Jak głosi anegdota, na problem z uszczelką zwrócił uwagę gen. Kutyna reperując w mroźny dzień swój samochód. Sprawę natomiast doprowadził do końca niefachowiec Feynmann. Czy uszczelka była wyłączną przyczyną tragedii?

Praca Feynmanna pokazała, jak do wypadku doprowadziło błędne kierowanie w NASA, brak odpowiedniej koncepcji zarządzania jakością, zakupy dokonywane wg kryterium najniższej ceny. Uszczelka była końcem olbrzymiego łańcucha przyczyn.

Dlatego w przypadku Smoleńska tak istotne jest zbadanie całego tła katastrofy: od kwestii technicznych poprzez psychologiczne, polityczne, techniczne, wojskowe. W przypadku NASA zastosowanie wniosków wypływających m.in. z ustaleń niefachowca Feynmanna doprowadziło do rewolucji w kierowaniu w NASA, wprowadzając m.in. metody TQM (Total Quality Management), czyli całościowego zarządzania jakością. Najbardziej istotne w działalności naukowej i wszelakiej badawczej jest bowiem głowa i umiejętność myślenia, stawiania pytań.

Stąd strach oficjalnych ciał rządowych. Szerokie spektrum prac komisji Macierewicza, nawet jeśli zawiera błędy, to może zwrócić uwagę na „niebezpieczne” politycznie aspekty wydarzenia (nie chodzi tylko o wybuch!), które mogą popsuć bardzo wiele „gier” ustawianych przez władzę. Dlatego taka walka o faktyczne ograniczenie katastrofy do wymiaru lotniczo-technicznego i pozorne załatwienie spraw błędnego zarządzania (rozwiązanie spec-pułku) oraz unikanie jak ognia szerszego (o czym wspomniałem) tła.

Patrząc na tragedię smoleńską widać jak na dłoni działanie zasady domina: jeden przewracający się kamień obala pozostałe, kto znajdzie ów pierwszy, pozna prawdę. Strach się bać. Lasek - ekspert pewnie na studiach czytał „Feynmanna wykłady z fizyki”. Jeśli nie, warto zrobić to teraz, przyda się do… badania katastrofy smoleńskiej. To wspaniała szkoła myślenia i naukowej uczciwości.