wPolityce.pl: W całej Polsce, a ostatnio w Warszawie pojawiły się billboardy epatujące hasłem „Jarosław Kaczyński: Zabijajcie polityków”. Rzekomo jest to promocja książki wydanej przez zagadkowe wydawnictwo i napisanej przez bliżej nie znanego autora o nazwisku identycznym jak nazwisko lidera PiS. Co pan sądzi o takiej akcji? Czy to rzeczywiście wygląda na promocję książki, czy raczej na brutalny czarny PR wymierzony w przywódcę opozycji?

CZYTAJ TEŻ: UWAGA NA MANIPULACJE! System naprawdę się boi, skoro sięga po arsenał esbecji i narzędzia z szafy Lesiaka!

Dr Marek Kochan, z UW, specjalista  od wizerunku i marketingu politycznego: Takie bilbordy wiele osób może odebrać dosłownie, tj. jako tytuł i przesłanie książki prezesa PiS. W wersji łagodnej może to więc być nieetyczna próba zarobienia pieniędzy, w wersji ostrzejszej – kampania zniesławiająca, tzw. czarny PR. Na razie jest w tej sprawie zbyt wiele znaków zapytania. Uważam, że wyjaśnieniem tej sprawy powinny się zająć organy państwa. Przypuszczam, że gdyby książkę o podobnie niemądrym tytule wydał autor, prozaik o nazwisku lub pseudonimie Donald Tusk, czy Bronisław Komorowski, reakcja policji i prokuratury byłaby zdecydowana. Być może do siedziby wydawnictwa wpadliby nad ranem antyterroryści, aby zarekwirować cały nakład książki. Liczę więc w tym wypadku na szybką reakcję wymiaru sprawiedliwości i odpowiednich służb. Brak takiej reakcji ktoś mógłby bowiem odbierać jako przyzwolenie państwa na podobne działania.

 

Jakie szkody może wyrządzić tego rodzaju „reklama”?

Może przykleić do osoby polityka przesłanie, które poniża go w oczach opinii publicznej, przedstawia jako niebezpiecznego radykała. Generalnie wszelkie działania komunikacyjne, które mogą być zrozumiane jako nawoływanie do przemocy należy jednoznacznie potępić, niezależnie od tego, kogo dotyczą i kto jest nadawcą. Jak już przekonaliśmy się w 2010 r. absolutnie realne jest zagrożenie, że ktoś w taki, czy inny sposób po przemoc sięgnie, tak jak było w przypadku zabójstwa Marka Rosiaka. Nie powinno się takich działań akceptować w żadnej postaci, także aktów werbalnych. Powinny być one natychmiast potępione i zatrzymane, bo realnie mogą one przemoc wywołać. Państwo powinno się zaangażować, żeby je wyeliminować z przestrzeni publicznej, niezależnie od tego, kto za tym stoi. Dlatego oczekuję w tej sprawie zdecydowanej reakcji i osobistego zaangażowania ministra spraw wewnętrznych. W przeciwnym wypadku będzie on współodpowiedzialny, jeśli doszłoby do jakichkolwiek aktów przemocy.

 

To hasło brzmi tak, jakby Jarosław Kaczyński nawoływał do zabijania polityków...

Tak, to może imputować prezesowi PiS, że on wzywa do podobnych działań. Dochodzi do łączenia nazwiska polityka z aktami przemocy, co może mieć negatywny wpływ na jego wizerunek.

 

Czy zna pan przypadki sięgania po podobny arsenał w walce politycznej?

Pomijając akty natury symbolicznej, czyli np. palenie kukieł polityków na demonstracjach, takie wypowiedzi, które mówiłyby wprost o zabijaniu kogoś, w naszym kraju zdarzają się bardzo rzadko.  Tu jeszcze dochodzi perfidia przypisania komuś tego, czego nie powiedział. To jest dla mnie przykład najgorszy jaki może być, najniższy rejestr działań w polityce, jaki można sobie wyobrazić w demokratycznym kraju. Dalej są już tylko realne akty przemocy, bojówki, pobicia i zabójstwa polityczne. W dzisiejszej Rosji takie rzeczy są na porządku dziennym, u nas na szczęście nie.

 

A wyobraża pan sobie sytuację, że jakaś partia mogła zamówić takie billboardy, podszywając się pod fikcyjne wydawnictwo?

Nie wyobrażam sobie poważnego ugrupowania, które wykonuje takie działania, bo one oznaczałyby jego całkowitą kompromitację. Nie sądzę, by jakakolwiek partia przyznała się do takiej akcji, bo to byłby dla niej gwóźdź do trumny. Ta kampania kojarzy mi się z działaniami komunistycznych służb specjalnych, które produkowały tzw. fałszywki. Jedno można powiedzieć z pewnością – organa państwowe powinny się zaangażować w zablokowanie takiej akcji i ukaranie jej pomysłodawców, aby zniechęcić innych do powielania tego pomysłu.

 

Czy zaskakujące jest dla pana umieszczenie na tym billboardzie nazwiska Jarosława Kaczyńskiego?

Nie jestem zaskoczony w tym sensie, że ten polityk padał już ofiarą wielu napaści. Towarzyszą mu one od ponad 20 lat. Więc nie jest to pierwsze takie wrogie działanie. Billboard i cała akcja, o której mówimy podnosi jednak poprzeczkę agresywności. Odnoszę wrażenie, że komuś zależy na sprowokowaniu aktów przemocy. Mam nadzieję, że do nich nie dojdzie.

Rozmawiał Jerzy Kubrak